Reklama

Reklama

RMF24: "Kangur" w Straży Granicznej, czyli błyskawiczny awans na generała

Komendant główny Straży Granicznej Marek Łapiński został generałem, mimo że półtora roku temu był jeszcze majorem. Tak szybkiego awansu w służbach mundurowych nie pamiętają najstarsi funkcjonariusze. W ciągu kilkunastu miesięcy najważniejszy "strażnik graniczny" przeszedł awans, na który inni pracują kilkanaście lat. - To metoda "na kangura" - mówią obrazowo funkcjonariusze. Metoda, która niszczy etos służby i burzy dotychczasowe zasady.

54-letni generał Łapiński szefem straży został z końcem 2015 roku. Do służby został przywrócony przez szefostwo MSWiA po emeryturze, na którą odszedł kilka miesięcy wcześniej w stopniu kapitana. Obejmując funkcję komendanta głównego miał już stopień majora. Nie minęło półtora roku, a Marek Łapiński, już pułkownik, właśnie odebrał szlify generalskie z rąk prezydenta. Został generałem brygady. Ten błyskawiczny przeskok dziwi byłych urzędników MSWiA, z którymi rozmawialiśmy.

Jak twierdzi generał Adam Rapacki, tego typu decyzje sprawiają, że stopień generalski jest wart coraz mniej. Zauważa też inne problemy.

Reklama

- Na najwyższe stanowiska trafiają ludzie, którzy nie mają wystarczającego doświadczenia, nie są charyzmatyczni, nie realizują własnej wizji służby, bo nie są w stanie jej stworzyć - mówi Rapacki. Według niego w tak szybkiej ścieżce awansów cel ma także MSWiA. Po prostu kupuje ludzi na kierownicze stanowiska, a przez to kupuje ich wdzięczność i lojalność - twierdzi generał.

Jak przekonuje, tacy ludzie są potrzebni w momentach kryzysów, które trzeba zamieść pod dywan. - To smutne - dodaje, bo w jego opinii szefowie służb mundurowych powinni być całkowicie niezależni, ponieważ także oni sprawują kontrolę nad ludźmi władzy.

Rozmawialiśmy też z emerytowanym generałem wojska. Jego zdaniem, tak szybki awans jest niebezpieczny dla całej formacji.

RMF FM: Panie generale, jak pan skomentuje fakt, że w niecałe półtora roku oficer Straży Granicznej awansował ze stopnia kapitana na generała?

Emerytowany generał Wojska Polskiego: - To zaprzecza wszelkim zasadom działania kadrowego, "metoda kangura", czyli robienie takiej kariery, odbija się na jakości pracy. Żołnierze, chłopaki, którzy to widzą, łapią się za głowę.  A jakość pracy drastycznie spada, jest  mniejsza. To nie jest normalne. Nawet w czasie wojny, kiedy człowiek na froncie może się wykazać, to takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko.

Ale mówimy teraz o Straży Granicznej, ten oficer był w dyspozycji komendanta głównego.

Czyli nic nie robił, był w rezerwie kadrowej.

Ale w kwietniu 2015 przeszedł na emeryturę, by w grudniu wrócić i potem w ciągu półtora roku zostać generałem.

To polityczna kariera, niech pan się wczuje w skórę ludzi ze Straży Granicznej, którzy pracują ciężko przez lata i dochodzą do stopnia pułkownika przez 10 lat. To, co się dzieje, to demoralizacja.

Jak długo trwa taka ścieżka kariery w wojsku?

Od kapitana do generała? Minimum 10-12 lat, przy założeniu, że ten żołnierz jest super zdolny.

A półtora roku?

To dramat, ten człowiek nie ma żadnej praktyki, trzeba też przeanalizować, gdzie jeszcze był i co robił. Są tam przecież różne działy, są sztabowcy, logistycy itd. Awans od wikarego do proboszcza trwa wiele lat, a tutaj jest skok jak z wikarego od razu na kardynała.

A pan jak długo służył, by w końcu zostać generałem?

Prawie 30 lat.

Czy taki skok w karierze może być niebezpieczny dla całej formacji, którą ta osoba zarządza?

Tak i to bardzo duże niebezpieczeństwo. On nie ma po prostu odpowiedniej wiedzy, ma luki w doświadczeniu, nie ma wiedzy potrzebnej, szczegółowej na poszczególne szczeble kariery. Oczywiście może polegać na podwładnych, ale jego samego musi cechować wiedza, której nie da się tak uzupełnić.

Inny generał, który też pragnie zachować anonimowość, wylicza smutno: "Kapitanem  się chodzi 5 lat,  później jest major - 3-4 lata, potem podpułkownik - kolejne 3-4 lata, pułkownik - może rok". Razem daje to kilkanaście lat, to co się stało, to dramat, ręce opadają, to jest po prostu prawdziwa dobra zmiana. Ręce opadają - mówi gorzko.

Marek Łapiński służbę rozpoczynał w 1991 roku w Urzędzie Ochrony Państwa. Dwa lata później przeszedł do Straży Granicznej. Był też między innymi Zastępcą Generalnego Inspektora Celnego. Pracował w Najwyższej Izbie Kontroli jako główny specjalista kontroli państwowej. W latach 2006-2007 był dyrektorem departamentu kontroli, skarg i wniosków MSWiA. Od kwietnia 2010 przez pięć lat przebywał w dyspozycji komendanta głównego Straży Granicznej. W kwietniu przeszedł na emeryturę.

Zapytaliśmy generała Marka Łapińskiego o okoliczności jego awansu. Odpowiedział, że nie zamierza tego komentować.

Marek BalawajderKrzysztof Zasada

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL