Reklama

Reklama

RMF FM: Sprawą "Lokomotywy-widmo" zajmie się prokuratura?

Sprawą "lokomotywy-widmo" z woj. lubuskiego, która przejechała w czwartek bez maszynisty 15 kilometrów, może zająć się prokuratura. "W końcu sytuacja zagrażała bezpieczeństwu ludzi "– usłyszał w Prokuraturze Okręgowej w Zielonej Górze reporter RMF FM Bartłomiej Paulus.

Na razie incydent na torach między Zieloną Górą a Nową Solą wyjaśnia policja i specjalna komisja. Pierwsze działania zostały podjęte już wczoraj. 

Policja zbadała między innymi trzeźwość pracowników kolei. Ustalono, że wszyscy byli trzeźwi. Dokonano także oględzin miejsca, z którego lokomotywa "uciekła", i w którym się zatrzymała. 

Zostaną także przesłuchani pracownicy, którzy brali udział w usuwaniu skutków wcześniejszego wykolejenia. 

Policja będzie również wyjaśniać, czy mogło dojść do bezpośredniego zagrożenia życia innych osób. Zebrany materiał zostanie przekazany do prokuratury. 

Reklama

Wcześniej lokomotywa zderzyła się z koparką

Przypomnijmy, że uciekająca lokomotywa należała do pociągu PKP Intercity "Światowid" relacji Szczecin-Katowice. Wczoraj po południu właśnie ta lokomotywa - koło Starego Kisielina - zderzyła się z koparką. Pasażerom i obsłudze składu nic się nie stało. Dla blisko 140 pasażerów zapewniono komunikację zastępczą.

Lokomotywa po uderzeniu częściowo wypadła z torów. Po postawieniu jej z powrotem na tory, nastąpił tzw. niekontrolowany odjazd. 

Początkowo policja informowała, że pociąg odjechał, bo po postawieniu go na tory uruchomiono napięcie w trakcji. Pociąg nie odjechał jednak z powodu przywrócenia napięcia, ale po prostu sam się stoczył. 

Według ustaleń reportera RMF FM Bartłomieja Paulusa, w lokomotywie był przez moment jeden z pracowników kolei. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że mężczyzna, widząc, że nie może zatrzymać maszyny, wyskoczył z niej przy prędkości 15 km/h. W tym miejscu teren jest bardzo pochyły. Komisja będzie ustalać także, jaką prędkość ostatecznie osiągnęła lokomotywa i dlaczego nie sprawdziły się zabezpieczenia, które miały ją utrzymać po wstawieniu na tor po wcześniejszym wykolejeniu. 

Toczyła się po zamkniętym torze 15 kilometrów


Skład poruszał się bez świateł. Policjanci zabezpieczyli wczoraj przejazdy i dworce. Służby zdecydowały, że w Nowej Soli spróbują odciąć zasilanie i doprowadzić do wykolejenia uciekającej lokomotywy. Tak też zrobiono. Po godz. 18.30 lokomotywę udało się zatrzymać dwa kilometry przed Nową Solą. Przejechała w sumie 15 kilometrów.

Bartek Paulus

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy