Reklama

Reklama

Reparacje od Niemiec. Mateusz Morawiecki: Chcemy zaprosić do rozmów Izrael

- Chcemy prowadzić rozmowy w Berlinie, a także zaprosić do nich przedstawicieli Izraela, gdyż połowa polskich ofiar to obywatele pochodzenia żydowskiego. Niewykluczone, że później zwrócimy się z naszymi żądaniami do sądów międzynarodowych - zapowiedział premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika "Spiegel". Tematem rozmowy były m.in. reparacje od Niemiec i postawa tego kraju względem wojny.

- Jeśli Ukraina upadnie, to tylko kwestią czasu będzie atak Putina na kolejny kraj. Dla Polaków było rozczarowujące, że Niemcy tak późno zdały sobie sprawę z błędów w polityce energetycznej. Putin używa rurociągów jako broni, a polityka energetyczna jest dla niego narzędziem w walce. Ukraina odparła wroga szybciej niż Niemcy zmieniły zdanie - mówił premier Morawiecki w wywiadzie.

Jak przypomina, od początku wojny Polska dostarczyła Ukrainie broń "wartą grubo ponad dwa miliardy dolarów", 300 czołgów i inny ciężki sprzęt. - Wahanie i bezczynność Berlina poważnie kwestionuje wartość sojuszu z Niemcami. Takie opinie słyszę również od szefów wielu innych rządów w Europie - podkreśla Morawiecki.

Reklama

Reparacje wojenne

"Spiegel" zapytał także polskiego premiera, jak ocenia on szansę na otrzymanie od Niemiec odszkodowania za zniszczenia spowodowane podczas II wojny światowej. 

- 6,2 biliona złotych nie jest nierealną kwotą. Prawie tyle wynosi budżet całej Republiki Federalnej, czyli budżet federalny oraz krajów związkowych. Polska jest krajem, który najbardziej ucierpiał w czasie II wojny światowej, ale nigdy nie otrzymał za to odszkodowania - zaznacza premier.

- W pierwszej kolejności zwrócimy się do rządu w Berlinie z notą dyplomatyczną. Uważamy też, że niesłuszne są analizy prawne Niemiec, według których Polska zrzekła się reparacji w porozumieniu z NRD w 1953 roku. W tym czasie Związek Radziecki zmusił Polskę do tego. Polacy nie mogli domagać się odszkodowania od socjalistycznego "bratniego narodu". Moskwa zmusiła do tego swojego ówczesnego gubernatora w Warszawie, Bolesława Bieruta. Polski parlament nie podejmował w tej sprawie decyzji, nie ma też dowodów na to, że sprawa była dyskutowana w rządzie. Żadne dokumenty ratyfikacyjne nie zostały złożone w ONZ - wylicza premier Morawiecki.

- Chcemy prowadzić rozmowy w Berlinie, a także zaprosić do nich przedstawicieli Izraela, gdyż połowa polskich ofiar to obywatele pochodzenia żydowskiego. Niewykluczone, że później zwrócimy się z naszymi żądaniami do sądów międzynarodowych - dodaje Morawiecki.

"Uważam, że zarzuty przeciwko nam są absurdalne"

Jeśli chodzi o zamrożone przez Brukselę prawie 35 mld euro w ramach KPO z powodu "wątpliwości do stanu praworządności w Polsce", to, zdaniem Morawieckiego, sprawa ta może zostać rozwiązana, jeśli "Komisja Europejska i dwie najważniejsze zachodnie stolice, czyli Paryż i Berlin, dojdą do wniosku, że w czasie wojny musimy trzymać się razem". - Dziś przeciwko Polsce, która broni wschodniej flanki UE, padają całkowicie fałszywe argumenty - uznał szef polskiego rządu.

- Uważam, że zarzuty przeciwko nam są absurdalne. Po zjednoczeniu Niemcy zweryfikowali cały wymiar sprawiedliwości i prokuratorów z NRD, i tylko 30 proc. z nich pozwolono dalej pracować. U nas pozostali komunistyczni sędziowie. (...) Pozostawiło to mentalne ślady w myśleniu dzisiejszych sędziów i pewnych obyczajach, dlatego chcieliśmy zreformować nasze sądownictwo - dodaje premier.

- Instytucje europejskie roszczą sobie prawo do osądzania polskiej reformy sądownictwa, co nie przysługuje im z mocy Traktatu UE. (...) Wielokrotnie próbowałem tłumaczyć wielu moim kolegom w Europie, że nasza reforma sądownictwa nie niszczy rządów prawa w Polsce, ale je przywraca - podkreśla premier Morawiecki.

Jak zauważa premier, znaczenie Polski rośnie. - Pomogliśmy egzekwować sankcje wobec Rosji, stworzyliśmy wspólną politykę Europy Środkowo-Wschodniej z Rumunią i Bułgarią w Grupie Wyszehradzkiej. Jako zdecydowanie największy kraj regionu zwracamy uwagę na jego problemy - mówi premier. - Polska jest lokomotywą rozwoju w Europie, wyrazicielem doświadczeń i interesów krajów, które doświadczyły komunizmu. Reprezentujemy różnorodność w Europie. (...) Być może nie wszystkim w Europie podoba się nasza rola - zauważa.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy