W skrócie
- Drugi kierowca autokaru opisał swoje przeżycia podczas wypadku na Węgrzech, w którym zginęło 12 Polaków, podkreślając trudności w uzyskaniu pomocy od polskich władz.
- Według relacji mężczyzny pierwszy kierowca miał doświadczenie i nic nie wskazywało na to, by był zmęczony przed wypadkiem.
- Kierowca prowadzący autokar w momencie tragedii został aresztowany na 30 dni, a węgierska policja postawiła mu zarzut zaniedbania skutkującego katastrofą w ruchu drogowym.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Kierowca, który w chwili wypadku prowadził autokar z polskimi pielgrzymami wracającymi z Medziugorie, został we wtorek aresztowany na 30 dni - poinformowała reporterka Polsat News Klaudia Syrek. Tamtejsze służby zarzucają mężczyźnie zaniedbanie skutkujące katastrofą w ruchu drogowym. W przypadku potwierdzenia zarzutów grozi mu od dwóch do ośmiu lat więzienia.
Drugi z kierujących został w niedzielę przesłuchany, a następnie zwolniony. Jak mówi, gdy doszło do wypadku, spał w kabinie. - Kiedy autobus zaczyna się przechylać i uderza, w tej kabinie zaczynają się dziać ze mną rzeczy jak w pralce. Zorientowałem się, że jest tragedia, jest wypadek - powiedział Grzegorz Wojtoń we wtorkowej rozmowie z TVN24.
Wypadek autokaru na Węgrzech. Relacja drugiego kierowcy
Po zderzeniu Wojtoń zdołał wyjść z autokaru o własnych siłach. Zobaczył, że część pasażerów również sama podnosi się spod siedzeń. Gdy wyłamano wyjście awaryjne w dachu, pomagał wydostać się przez nie pasażerom.
- A pozostałe osoby, które były ciężej ranne albo były przygniecione przez siedzenia, to już wyciągaliśmy dołem, bo tył autokaru (...), można powiedzieć, że około pół metra, wisiał w powietrzu. Trzy-cztery osoby jeszcze się udało wyciągnąć i wiem, że te osoby przeżyły - relacjonował.
Wojtoń pochwalił węgierskie służby za pomoc. Uwagi miał natomiast do wsparcia ze strony polskiego państwa. - Moja pierwsza rozmowa z konsulem, kiedy pojawił się w Miszkolcu, to było wczoraj (w poniedziałek - red.) o godzinie około 16-17 - zaznaczył drugi kierowca.
Jak dodał, trudno było dodzwonić się na infolinię, choć i tam nie udzielano konkretnych odpowiedzi. Zapewniał również, że od 30 lat jeździł do Medziugorie i zwykle organizował nocleg w hotelach klimatyzowanych, oferujących wyżywienie, żeby móc wypocząć przed długą podróżą.
Tragedia z udziałem polskiego autokaru. Dwóch doświadczonych kierowców
Natomiast w rozmowie z reporterem TVP3 Wojtoń wyznał, że nie przypuszczał, iż jego zmiennik może być zmęczony. Nazwał go "pierwszym oficerem na pokładzie".
- Naprawdę kierowca z bardzo dużym doświadczeniem, z niezwykłą taką kulturą osobistą i w jeździe, i w stosunku do innych pasażerów, bardzo uczynny i bardzo sympatyczny, można powiedzieć wzór dla innych kierowców. I nic nie wskazywało na to, żeby był zmęczony. Przed zmianą ja jechałem wcześniej - tłumaczył.
Wcześniej, pytany przez Interię, Tadeusz Dykas - właścicielem podkarpackiej firmy transportowej, która odpowiadała za przewóz pielgrzymów - również przekonywał, że kierowcy byli doświadczeni. - Bardzo często jeżdżą do Medziugorie i powiem tak szczerze, mam do nich 100-procentowe zaufanie. Nie wiem, co się stało - powiedział.
















