Reklama

Reklama

Referendum w sprawie zakazu handlu w niedzielę?

We wtorek Sejm debatował na temat obywatelskiego projektu ustawy przewidującej ograniczenie handlu w niedzielę. Kukiz'15 zaproponował ogólnokrajowe referendum w tej sprawie. - Będziemy rekomendować rządowi pozytywne stanowisko do obywatelskiego projektu ustawy przewidującej ograniczenie handlu w niedzielę - zapowiedział natomiast wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed

"Niektórzy podnoszą, że ograniczenie handlu w niedzielę to zamach na ich wolność. My im odpowiadamy: wolność jednego człowieka nie może być realizowana kosztem zniewolenia drugiej osoby. Wolność do spędzania niedzieli na spacerowaniu po galeriach handlowych nie może być realizowana kosztem pracowników handlu i ich rodzin do świętowania niedzieli" - podkreślił Bujara, który jest przedstawicielem Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej.

"Wolność też ma swoje granice, po ich przekroczeniu jest już tylko zniewolenie, wyzysk i ludzka krzywda" - mówił.

Wskazał, że 4 października 2016 r. jest niezwykle ważny dla ponad miliona pracowników handlu oczekujących na to, że po ponad 26 latach od odzyskania przez Polskę suwerenności wreszcie przestaną być traktowani jak obywatele drugiej kategorii, odzyskają prawo do życia rodzinnego i spędzania niedzieli ze swoimi najbliższymi.

Reklama

"Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że do dorobku naszej ponad 1000-letniej polskiej tradycji należy świętowanie niedzieli. (...) Zgodnie z tą tradycją jest to dzień wolny od pracy" - mówił.

Zaznaczył, że w Polsce wolność gospodarczą postawiono ponad wszystkie inne wolności i ich kosztem.

Bujara zapewnił, że celem projektu nie jest całkowity zakaz handlu w niedzielę, ale jego ograniczenie. "Jego uchwalenie ma natomiast ucywilizować handel w tym dniu na wzór wielu krajów Europy Zachodniej, przy poszanowaniu praw i interesów pracowników, przedsiębiorców i konsumentów" - tłumaczył.

Wyjaśnił, że zgodnie z projektem handel w niedzielę zostałby ograniczony do niezbędnego minimum. Byłby dopuszczony w kilka niedziel w roku, godzinowe ograniczenie dotyczyłoby Wigilii i Wielkiej Soboty.

"Naszym celem nie jest doprowadzenie do sytuacji, w której w niedzielę nie da się kupić podstawowych artykułów żywnościowych" - przekonywał Bujara. Wskazał, że w niedzielę czynne byłyby stacje benzynowe, piekarnie, sklepy na dworcach kolejowych i lotniskach oraz kioski z prasą.

"Handlować mogłyby też małe osiedlowe sklepy, pod warunkiem, że za ladą stanie ich właściciel, a nie zatrudniony tam pracownik" - podał.

Według niego wprowadzenie zmiany nie spowoduje zwolnień pracowników. Poinformował, że doświadczenia węgierskie pokazują, iż po ograniczeniu handlu w niedzielę obroty sklepów wzrosły o 5 proc.

"Przywrócić niedzielę rodzinom"

Społeczeństwo, które nie może odpoczywać i nie ma czasu, żeby poświęcić się rodzinie, niszczy najpierw rodzinę, a potem same swoje podstawy - mówił Jan Mosiński (PiS) podczas wtorkowej sejmowej debaty o ograniczeniu handlu w niedziele. Wniósł o skierowanie projektu do dalszych prac.

"Biorąc pod uwagę, że jest duże zapotrzebowanie społeczne dot. ograniczenia handlu w niedzielę, a także fakt, że szanujemy dobre prospołeczne projekty obywatelskie, w imieniu KP PiS pragnę zapewnić, że będziemy pracować w Sejmie nad inicjatywą dot. ograniczenia handlu w niedzielę" - stwierdził.

"Z zadowoleniem przyjmujemy inicjatywę obywatelską, która ma za zadanie - przytaczając w tym miejscu hasło jednej z akcji prowadzonej przez Solidarność - przywrócić niedzielę rodzinom" - mówił Mosiński. Według niego "wnioskodawcy podjęli się trudnego wyzwania, godząc interes handlowców, konsumentów i pracowników handlu i usług".

Poza tym - jak mówił Mosiński - "wnioskodawcy w przedstawionym projekcie wzorują się na podobnych rozwiązaniach, które obowiązują w wielu państwach europejskich".

Polityk PiS-u dodał także, że proponowana ustawa nie jest sprzeczna z prawem UE. "A więc w myśl zasady, co nie jest zabronione, jest dozwolone" - ocenił. "To kraje członkowskie podejmują ostateczną decyzję, czy sklepy mają być otwarte w tym dniu, czy też nie" - podkreślił.

Zdaniem Mosińskiego "godne podkreślenia" jest to, że "projektodawcy proponują ograniczenie handlu, a nie jego całkowity zakaz, co w swoich licznych wypowiedziach medialnych podnosiły niektóre, liberalne środowiska, skupione w ławach opozycji sejmowej". Tłumaczył, że w projekcie ustawy znalazły się liczne wyjątki w tych ograniczeniach. "Zauważyć należy, że czynne w tym dniu będą mogły być m.in. stacje benzynowe, piekarnie, sklepy usytuowane na dworcach kolejowych i lotniskach" - zaznaczył.

Zwracał uwagę, że poza tym swoją działalność będą mogły prowadzić małe osiedlowe sklepy "pod warunkiem, że za ladą stanie ich właściciel". Takie zapisy - jego zdaniem - są "kompromisem zawartym między wnioskodawcami, a przedstawicielami polskiego handlu".

Mosiński zwracał uwagę na "problem dotyczący wykorzystywania pracowników poprzez pracę w niedzielę". "Tutaj nie może zabraknąć głębokiej refleksji, ponieważ niezależnie od przynależności religijnej, wolnorynkowego podejścia do poruszonego tematu, stwierdzić należy, że każdemu należy się odpoczynek w gronie rodziny lub najbliższych" - przekonywał poseł PiS.

Zdaniem PiS - jak mówił - "społeczeństwo, które nie może odpoczywać i nie ma czasu, żeby poświęcić się rodzinie, niszczy najpierw rodzinę, a potem same podstawy społeczeństwa".

Mosiński mówił, że w trakcie analizowania projektu pojawiły się m.in. pytania, czy w wyniku wejścia ustawy w życie nastąpi spadek sprzedaży i wzrost bezrobocia. "Oczywiście nad tym będziemy dyskutować podczas prac w komisji" - zapewniał. "W tym miejscu warto jednak przytoczyć opinie autorów projektu ustawy, że ograniczenie handlu w niedzielę nie tylko nie spowoduje zmniejszenia obrotów w handlu i tym samym konieczności redukcji zatrudnienia, ale w początkowym okresie nawet zwiększy obroty sklepów" - podsumował.

"W projekcie jest chaos"

- Jeśli ustawa dot. ograniczenia handlu w niedziele miałyby zostać przyjęta w zaproponowanym kształcie, przyniosłaby same negatywne skutki - dla pracowników, dostawców i klientów - przekonywała we wtorek posłanka PO Maria Małgorzata Janyska.

W czasie debaty nad projektem posłanka PO zwróciła się do Alfreda Bujary, który w Sejmie przedstawiał propozycję zmian w prawie dot. ograniczenia handlu w niedziele. "Pan mówił o świętości niedzieli dla wszystkich obywateli, wszystkich Polek i dla wszystkich Polaków. W takim razie należałoby zrobić zmiany w prawie pracy, a nie w obszarze jednego segmentu, skierowanego do jednej grupy społecznej" - mówiła.

Według Janyski, "w projekcie jest chaos". "I gdyby on miałby być wprowadzony w takim kształcie, wprowadzi same negatywne skutki" - oceniła. Zdaniem posłanki PO, "cel ustawy jest niejasny i jest oparty na niczym", a przewidywania dot. skutków wprowadzenia ustawy nie były oparte na rzetelnych konsultacjach i badaniach.

"Pan nie przedstawił na to żadnych dowodów, nie ma ich także w druku sejmowym. Są tam tylko informacje, które określiłabym jako pobożne życzenia - że nie spadną obroty, nie będzie zmniejszenia zatrudnienia, nie będzie mniejszych wpływów do budżetu" - mówiła Janyska.

Projekt - według Janyski - pozostawia "furtkę" pewnym rodzajom handlu, których zakaz nie będzie obowiązywał. Jej zdaniem część ze wskazanych w projekcie wyjątków rzeczywiście dotyczy zabezpieczania podstawowych potrzeb ludzi, typu zaopatrzenie w wodę czy energię. Inne - przekonywała - nie są ludziom niezbędne.

"Ja nie wiem, czy jest niezbędne, by w niedzielę kupować dewocjonalia. Tym bardziej, że mówimy o świętości niedzieli, a gdzie te dewocjonalia są sprzedawane, w jakich miejscach? W miejscach kultu religijnego. Skoro episkopat popiera ten projekt, to powinien i o tym pomyśleć, że sam powinien zwrócić się o to, by w niedziele jak najmniej osób było angażowanych (do pracy)" - mówiła posłanka PO.

Jej zdaniem pomysłodawcy projektu nie sprawdzili rzetelnie tego, czy podoba się on pracownikom sklepów i klientom. "Bo gdyby nie konsumenci, to ten handel w niedziele by nie istniał. To kto chodzi po tych sklepach w niedzielę, kto potrzebuje robić wtedy zakupy? Czy to są obcokrajowcy, którzy przyjeżdżają do nas i wykupują nasze towary?" - pytała Janyska.

Według niej ewentualne wprowadzenie zmian w prawie mogłoby się także odbić się na polskich producentach i dostawcach. Jak wskazywała, podmioty świadczące usługi na rzecz handlu, musiałyby nie pracować od niedzieli rano do poniedziałku rano. "Drodzy konsumenci - w poniedziałek możecie się spodziewać, że nie kupicie towarów świeżych, których potrzebujecie, a może nawet i we wtorek. Do tego, by handel działał, potrzebna jest też sprawna logistyka" - podkreślała posłanka PO.

Janyska wskazywała też na przykład Węgier, w których - jak mówiła - analogiczne prawo obowiązywało niewiele ponad rok.

Referendum w sprawie zakazu handlu w niedzielę?

Obywatelski projekt ustawy przewidującej ograniczenie handlu w niedziele dotyczy wszystkich, tak pracowników jak i klientów, dlatego Polacy powinni zdecydować o tym postulacie w ogólnokrajowym referendum - przekonywał Jarosław Porwich z Kukiz'15 we wtorek wieczorem w Sejmie.

"Z tego powodu, że problem ten dotyczy wszystkich obywateli, nie tylko pracowników, ale też i klientów wydaje się, że najwłaściwszą formą wyrażenia zgody przez Polaków na ewentualne ograniczenie handlu w niedzielę powinno być ogólnokrajowe referendum. To wszyscy Polacy powinni mieć możliwość wypowiedzenia się w tej i innych kwestiach, najlepiej po uprzednim obniżeniu progu frekwencyjnego wymaganego do obligatoryjności wyników referendów" - powiedział poseł.

Obecnie ten próg wynosi ponad 50 proc.

Porwich przekonywał, że projekt ustawy - co jest warte zdaniem posła podkreślenia - gwarantuje odzyskanie wolnych niedziel pracownikom sklepów wielkopowierzchniowych. "Spowoduje, że chociaż jeden dzień w tygodniu będzie możliwy dla nich na spędzenie czasu z najbliższymi" - dodał.

Argumentował, że na ograniczeniu handlu w niedziele skorzystają też branże związane z turystyką i rekreacją, kulturą, czy sportem.

Zwrócił jednak uwagę, że projekt ustawy wymaga dopracowania. Wskazał w tym kontekście na kwestie: sankcji, które powinny obejmować osoby naruszające przepisy; to, czy wolnych niedziel powinno być kilka czy kilkanaście; to, czy "katalog" odstępstw od handlu w niedziele jest zbyt szeroki, czy też zbyt wąski. Poseł dodał, że warto się też zastanowić nad ewentualnym wprowadzeniem ulg dla przedsiębiorców zatrudniających w niedziele studentów.

"Kolejne ograniczenia końcem sukcesu gospodarczego"

Nowoczesna nie może poprzeć projektu dot. ograniczenia handlu w niedziele; ten projekt gwarantuje zwolnienia pracowników - mówił w Sejmie poseł tej partii Michał Stasiński i złożył wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.

"Podstawą polskiego sukcesu gospodarczego jest wolność gospodarcza. Wolność gospodarcza, która od 1989 r. nie jest rozwijana, ale wręcz przeciwnie - jest ograniczana. Z każdym kolejnym rokiem polscy przedsiębiorcy, polskie firmy, mały, duży i średni biznes jest obciążany nie tylko przepisami, ale też coraz większymi podatkami" - mówił Stasiński przedstawiając stanowisko swojego klubu do projektu ustawy ograniczającej handel w niedziele.

"Kolejne ograniczenia, jakie chcecie wprowadzić, będą końcem sukcesu gospodarczego" - dodał zwracając się do wnioskodawców tego projektu.

Stasiński wskazał, że w Unii Europejskiej zaledwie 9 na 28 krajów wprowadziło ograniczenia w handlu w niedziele. Podał też przykład Węgier, gdzie wprowadzenie podobnej ustawy skutkowało - według niego - likwidacją kilkunastu tysięcy miejsc pracy. "Utracono też bardzo dużą część obrotów, które doprowadziły do zwolnień pracowników" - mówił.

"Nie możemy poprzeć projektu ustawy, która ma gwarantowane w swoich skutkach zwolnienia pracowników. Polscy przedsiębiorcy, polskie firmy zbyt długo pracowały na to, aby bezrobocie było tak niskie. Ta ustawa w 100 proc. spowoduje likwidację miejsc pracy" - podkreślił.

Poseł Nowoczesnej wyraził też zdziwienie, że przedstawiciel wnioskodawców "mówiąc o pracy używa określeń: wyzysk, przymus i zło". "Rozumiem, że w mniemaniu związku zawodowego lepszym określeniem jest po prostu bycie bezrobotnym" - stwierdził.

"Etos pracy i praca to jest podstawa bogacenia się jednostek, społeczeństwa i tym samym całego państwa, a nie ograniczenia i bezrobocie" - dodał.

W ocenie Stasińskiego w projekcie ustawy kuriozalne jest też to, że za złamanie zakazu handlu w niedziele grozi kara więzienia. "Mamy takie szczęście do projektów obywatelskich, czy to do tego dotyczącego aborcji, czy tego dotyczącego handlu, że wnioskodawcy bardzo chętnie chcą wszystkich Polaków, którzy ośmielą się naruszyć to pseudoprawo, wsadzać do więzień. Proponuję w ocenach skutków regulacji zwiększyć nakłady na więziennictwo" - ironizował.

Poseł Nowoczesnej złożył też wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.

"Ministerstwo pozytywnie odnosi się do inicjatywy obywatelskiej"

Będziemy rekomendować rządowi pozytywne stanowisko do obywatelskiego projektu ustawy przewidującej ograniczenie handlu w niedzielę - zapowiedział wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed we wtorek wieczorem w Sejmie.

Wiceminister wskazał, że na razie nie ma stanowiska rządu do projektu obywatelskiego, ale - jak zapewnił - resort pracy będzie go pozytywnie rekomendował Radzie Ministrów. "Ministerstwo pozytywnie odnosi się do inicjatywy obywatelskiej i taką rekomendację do stanowiska rządu będziemy przedstawiać" - mówił.

Przedstawiciel MRPiPS podkreślił, że regulacje dotyczące ograniczenia handlu w niedzielę powinny "być jasne i proste, czym mniej skomplikowane tym lepsze rozwiązania".

Dodał, że należy się zastanowić nad tym, jak powinny wyglądać ewentualne ograniczenia w handlu w niedziele i od czego miałyby być one uzależnione, np. od powierzchni sklepu, od obrotu, czy powinien być to jednoznaczny zakaz - zastanawiał się wiceminister.

"Trzeba ten projekt spokojnie przepracować w komisjach. Jest kilka rzeczy, które trzeba doprecyzować, ewentualnie zmienić, ale jesteśmy otwarci na szeroką debatę" - zaznaczył Szwed.

Szwed nie zgodził się też z posłami opozycji, głównie z PO i Nowoczesnej, którzy wskazywali, że ograniczenie handlu w niedziele doprowadzi do utraty miejsc pracy przez ponad 80 tys. osób, jak i strat finansowych dla polskich przedsiębiorców. Mówił, że kiedy zastanawiano się nad zakazem handlu w święta, podobnie straszono wielomiliardowymi stratami oraz dziesiątkami tysięcy zwolnieć pracowników. Teraz - jak powiedział - te straty mają być jeszcze większe. "Tak nie jest" - przekonywał wiceminister.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy