Reklama

Reklama

Rachunki za prąd mocno w górę. Nawet o kilkaset procent. Polskie miasta pogrążą się w ciemnościach?

Z powodu wzrostu cen energii samorządy szukają oszczędności. Podwyżki mogą sięgnąć nawet kilkuset procent, a to z pewnością odbije się na mieszkańcach. Włodarze miast zapowiadają, że będą wyłączać część ulicznego oświetlenia, wygaszać iluminacje budynków, rezygnować z otwierania lodowisk czy ograniczać zużycie prądu w szkołach. Samorządy zamierzają zmniejszyć także wydatki na sport, kulturę czy nowe inwestycje.

Związek Miast Polskich przeprowadził w czerwcu ankietę wśród miast członkowskich. Na podstawie uzyskanych odpowiedzi oszacował, że w skali całego kraju miasta zapłacą za prąd o 5 mld zł więcej niż dotychczas. Wiele miast obecnie jest na etapie rozstrzygania przetargów, a ceny w porównaniu z ostatnimi umowami są wyższe nawet o kilkaset procent.

Rachunki za prąd. Kwoty mrożą krew w żyłach

W takiej sytuacji jest Bydgoszcz. Miejscy urzędnicy właśnie otworzyli dokumenty przetargowe. Wnika z nich, że w 2023 r. za prąd będzie trzeba zapłacić 184,6 mln zł. Dotychczas było to 45 mln zł. - Przetarg jeszcze nie został rozstrzygnięty, prezydent rozważa jego unieważnienie - mówi w rozmowie z Interią Marta Stachowiak, rzecznik prasowa prezydenta Bydgoszczy.

Reklama

W podobnej sytuacji jest Gdynia. - Nie otworzyliśmy jeszcze kopert, w których znajdują się oferty przetargowe, stanie się to za kilka dni, ale mogę wymienić trzy liczby, które dobrze obrazują, co nas czeka. Do tej pory płaciliśmy 461 zł za MWh. Do tak zwanego oszacowania, które jest nam potrzebne, by ogłosić przetarg, przyjęliśmy kwotę 1850 złotych za MWh. Z obserwacji rynku wynika, że ta cena będzie nie niższa niż 2250 zł. A jeśli mamy być realistami, to nie powinniśmy liczyć, że otrzymamy ofertę niższą niż 2,5 tys. złotych. Cały czas oczywiście mówimy o cenach netto. Łatwo więc obliczyć, że wzrost cen za energię będzie około pięciokrotny, a może się zdarzyć, że jeszcze wyższy - wyjaśnia Interii Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni ds. gospodarki.

Przeczytaj także: Płacili za prąd 7 tys. zł, teraz zapłacą 30 tys. zł. "Te ceny nas zabiją" 

Problem z zakupem energii mają również w Olsztynie. ­- W naszej grupie zakupowej jest ok. 370 podmiotów, są to szpitale, uczelnie, samorządy i przedsiębiorcy. Jesteśmy dużym odbiorcą, ale mimo to cena, jaką otrzymaliśmy w postępowaniu przetargowym była nie do zaakceptowania. Nie jesteśmy w stanie wygenerować w budżecie takich kwot, jakie obecnie proponują dostawcy energii - tłumaczy Marta Bartoszewicz, rzecznik prasowa urzędu miasta w Olsztynie.

- Dla porównania w ubiegłym roku za oświetlenie naszych budynków i oświetlenie uliczne oraz za koszty, jakie generują spółki miejskie, płaciliśmy niecałe 21 mln zł. A kwota, jaką otrzymaliśmy w tegorocznym przetargu wzrosła do ponad 132 mln zł - dodaje.

Szukają oszczędności. Miasta pogrążą się w ciemnościach 

Kilkuset procentowe podwyżki z pewnością odbiją się na mieszkańcach. Włodarze wielu miast zapowiadają, że są zmuszeni szukać oszczędności.

Anna Kowalska z departamentu komunikacji społecznej urzędu miasta w Białymstoku przyznaje, że z powodu oszczędności wyłączana zostanie m.in. iluminacja obiektów architektonicznych oraz przestaną działać fontanny. Miasto będzie chciało także przygotować rekomendacje dla szkół i przedszkoli, jak powinny oszczędzać prąd.

Władzie Ciechanowa szacują, że w przyszłym roku ceny energii wzrosną nawet o 600 proc. - To są podwyżki nieracjonalne i nieakceptowalne. Apelujemy do rządu, aby objął samorządy taryfą ochronną i wpłynął na politykę cenową swoich spółek energetycznych. Dla miasta konieczne są dalsze inwestycje w OZE i ograniczenie zużycia energii - powiedział podczas sierpniowej sesji rady miasta Ciechanów prezydent Krzysztof Kosiński.

Zobacz także: Gminy reagują na słowa Kaczyńskiego. Zapowiadają kontrole i kary 

W związku z podwyżkami władze Ciechanowa planują ograniczenie czasu funkcjonowania oświetlenia ulicznego (wyłączenie oświetlenia w godzinach nocnych) i wyłączenie oświetlenia ścieżek rowerowych w miejscach, gdzie funkcjonuje oświetlenie uliczne (pętla miejska). Miasto zrezygnuje z otwierania sezonowego lodowiska, a fontanny miejskie zostaną włączone tylko na dwa miesiące w przyszłoroczne wakacje.

- Niewątpliwie będziemy szukać różnych rozwiązań. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że nie da się tak mocno oszczędzić, żeby zbalansować rozmiar tych podwyżek. Będziemy musieli zatem szukać oszczędności gdzie indziej, pewnych działań nie przeprowadzić, a środki, które do tej pory wydawaliśmy na sport czy kulturę, przeznaczyć na opłacenie rachunków za energię. Przypomnę, że używamy jej do bardzo wielu różnych celów, to nie jest tylko przysłowiowe światło, w niektórych przypadkach także ogrzewanie, a w Gdyni np. transport publiczny realizowany przez trolejbusy - wyjaśnia Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni ds. gospodarki.

- Konkretne działania podejmiemy wtedy, kiedy będziemy znali cenę i będziemy wiedzieli z czym dokładnie w liczbach musimy się zmierzyć. Na pewno będzie nam towarzyszyło założenie, że najmniej tniemy na tym, co dotknie jakości życia mieszkańców, ale też trzeba sobie powiedzieć, że nie do końca wiemy co nas spotka - dodaje.

Przeczytaj także: Z węglem jest gorzej, niż sądzono. Miliony Polaków mogą zostać na lodzie

Wzrost cen energii. Samorządy nie były w tak trudnej sytuacji 

Zdaniem Moniki Beuth, rzeczniczki prasowej warszawskiego ratusza, wzrost cen "oznacza dla miasta gwałtowne zahamowanie rozwoju, nowych inwestycji i nowych programów". - Podstawowym obowiązkiem jest zachowanie ciągłości funkcjonowania miasta, zadań i usług publicznych i na tym będziemy się skupiać - mówi. I dodaje, że samorządy, szczególnie dużych miast, nie były wcześniej w tak trudnej sytuacji.

Koszt zakupu prądu na 2023 r. w przypadku Warszawy to kwota oscylująca w okolicy miliarda złotych. - Trudno zrozumieć, skąd aż tak duże podwyżki. Wynika, że nasz sprzedawca energii generuje 600-700 zł nadzwyczajnej marży, którą jesteśmy zmuszeni pokryć. Zapewne, jak w latach przeszłych, rząd zaproponuje ustawę o rekompensatach cen energii dla niektórych odbiorców energii czy gazu - jednak dla większości naszych jednostek - szczególnie spółek realizującym zadania z zakresu transportu publicznego - wyższe ceny zakupu energii nie zostaną zrekompensowane - mówi rzeczniczka.

- Jeśli do tego dodać fakt, że wskutek rządowych rozwiązań, zawartych w programie "Polski Ład" oraz  z uwzględnieniem przepisów uchwalonych 2 września, to tylko w 2023 r. będzie miało miejsce ograniczenie dochodów Warszawy z PIT o 2 mld 720 mln zł, to oczywiście będzie to miało wpływ na ograniczenie wydatków bieżących, a następnie także inwestycji. Jeśli otrzymamy zapowiadaną przez rząd rekompensatę skutków "Polskiego Ładu", dotyczącą 2023 r. na poziomie 852 mln zł, to strata Warszawy w dochodach z PIT na skutek programu "Polski Ład" wyniesie w samym 2023 r. 1 mld 868 mln zł - wyjaśnia rzecznik prasowa.

Część miast w lepszej sytuacji 

Nie wszystkie miasta są jeszcze w trudnej sytuacji. Sosnowiec ma zapewnioną dostawę energii elektrycznej na podstawie dwuletniej umowy podpisanej w ramach postępowania przetargowego zorganizowanego przez Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię. Obowiązuje ona do końca 2023 r., a kwoty w niej zawarte są czterokrotnie mniejsze niż obecne ceny rynkowe.

- Rzeczywiście w ramach działań metropolitalnych mamy zawartą umowę na zakup energii przez wiele miast. Jednak Tramwaje Śląskie, których jesteśmy współwłaścicielem, razem z innymi miastami aglomeracji, właśnie są na etapie zakupu. Do przetargu, który został ogłoszony nie zgłosił się żaden dystrybutor. Przetarg zostanie powtórzony, ale patrząc na wyniki innych takich postępowań w Polsce można założyć, że wzrost będzie bardzo dotkliwy dla spółki tramwajowej i dla miast - mówi w rozmowie z Interią Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca.

- Właśnie wracam ze spotkania z przedstawicielami miast metropolii, z którymi rozmawialiśmy o kosztach zakupu energii. Każdy ma podobne przemyślenia, że już za bardzo nie ma na czym oszczędzać. W Sosnowcu wymieniliśmy oświetlenie na energooszczędne. Owszem można je jeszcze przyciemnić czy wyłączyć. Szukać jeszcze można oszczędności w placówkach urzędowych i szkołach, ale chyba nie o to chodzi. Wszyscy czekamy na to co się wydarzy, a coś wydarzyć się musi, bo inaczej samorządy zostaną zaduszone - dodaje prezydent Sosnowca. 

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: dawid.serafin@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy