Reklama

Reklama

Proces ws. organizacji lotu do Smoleńska. Zeznania świadka​

Urzędnicy Kancelarii Prezydenta nie weryfikowali statusu lotnisk - zeznał we wtorek świadek w procesie osób sądzonych w związku z organizacją wizyty prezydenta L. Kaczyńskiego w Katyniu w 2010 r. Jak ocenił, nie było to zadaniem urzędników z tej kancelarii.

Świadek - który pracował w Kancelarii Prezydenta w 2010 r. - powiedział, że urzędnicy tej kancelarii nie zajmowali się weryfikacją statusu lotnisk. "Takie zadanie należało, jak sądzę, do BOR, albo urzędu lotnictwa, trudno mi powiedzieć, kto to winien weryfikować" - mówił Jakub O. Ocenił, że urzędnicy nie mieli możliwości takiej weryfikacji. "Byliśmy cywilami" - zaznaczył.

"Naszą intencją było, aby każda wizyta odbyła się sprawnie, a lotnisko było najbliżej miejsca docelowego" - wskazał ponadto.

Już w połowie września inny z urzędników KPRP zeznał przed sądem w tym procesie, że gdyby Kancelaria Prezydenta RP wiedziała, że lotnisko jest nieczynne, to "po konsultacji z 36. pułkiem lotniczym wybrano by inne lotnisko".

Reklama

Sąd Okręgowy w Warszawie we wtorek kontynuował proces b. szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego i czworga innych urzędników, oskarżonych w trybie prywatnym przez część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej o niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta z 10 kwietnia 2010 r. Podczas wtorkowej rozprawy sąd przesłuchał m.in. dwóch świadków, którzy w 2010 r. byli urzędnikami Kancelarii Prezydenta. Brali oni udział w przygotowaniu niektórych technicznych aspektów wizyty prezydenta w Katyniu 10 kwietnia 2010 r.

"Jeśli chodzi o logistykę było to trudne przedsięwzięcie" - zeznał O. Dodał, że do Smoleńska przybył już 9 kwietnia i miał dopilnować, czy na miejscu uroczystości w Katyniu jest wszystko przygotowane z technicznego punktu widzenia np. liczba miejsc siedzących dla gości.

Jak wskazał na miejscu 9 kwietnia nie spotkał żadnego urzędnika kancelarii premiera. "Pierwsi urzędnicy tej kancelarii pojawili się tam po południu 10 kwietnia" - zaznaczył. Ocenił jednocześnie, że urzędnicy kancelarii premiera brali udział w wizytach przygotowawczych, gdy przewidziane były uroczystości z udziałem premiera lub wicepremiera.W odczytanych we wtorek zeznaniach złożonych jeszcze w 2010 r. przed prokuratorem O. powiedział, że po katastrofie pojechał wraz z innymi osobami na smoleńskie lotnisko. "Na lotnisku był chaos, ludzie biegali, krzyczeli, jeździły karetki. Nad pasem startowym była średnia mgła" - zeznawał wówczas.

Drugi z przesłuchanych urzędników Tomasz S. był obecny 10 kwietnia rano na Okęciu w momencie odlotu prezydenta. "Godzina rozpoczęcia uroczystości w Katyniu została wyznaczona po sprawdzeniu czasów przelotu i przejazdu na miejscu w Smoleńsku" - zeznał.

Ostatni z przesłuchanych świadków był urzędnikiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i do lipca 2008 r. zajmował się kwestiami organizacji lotów specjalnych. Mówił o procedurach wówczas obowiązujących.Kolejne termin rozprawy sąd wyznaczył na 25 października - przesłuchani mają zostać wtedy kolejni urzędnicy. Wyznaczone są także terminy na listopad i grudzień.Podsądni nie przyznają się do zarzutów. 

Poza Arabskim pozostali oskarżeni to urzędnicy KPRM - Monika B. i Miłosław K. oraz ambasady RP w Moskwie - Justyna G. i Grzegorz C. Grozi im do 3 lat więzienia.

Oskarżycielami prywatnymi są bliscy kilkunastu ofiar katastrofy, m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna. W rozprawach uczestniczy dwóch prokuratorów, ale formalnie nie jako strona oskarżycielska, lecz w charakterze "rzecznika praworządności".

Prywatny akt oskarżenia złożono w 2014 r. - po tym, gdy cywilna prokuratura umorzyła prawomocnie śledztwo ws. organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska.10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku zginęło 96 osób, w tym L. Kaczyński i jego małżonka. Śledztwo w sprawie początkowo prowadziła Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Postawiła ona zarzuty dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska (dotychczas nie zdołano im ich przedstawić) oraz dwóm oficerom rozwiązanego po katastrofie 36. pułku. 

W kwietniu br. śledztwo przejęła Prokuratura Krajowa z nowym zespołem śledczym. Własne śledztwo prowadzi strona rosyjska, która wiele razy podkreślała, że przed jego zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 i jego "czarnych skrzynek".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy