Reklama

Reklama

Proces Stefana W. Świadek o ostatnich godzinach Adamowicza

Były współpracownik zamordowanego w styczniu 2019 roku prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza opowiadał przed sądem o ostatnich godzinach przed śmiercią samorządowca. W sądzie w części dla publiczności po raz pierwszy zasiadła matka Stefana W. oskarżonego o zamordowanie Adamowicza. Prokuratura ujawniła, że kobieta "złożyła oświadczenie o odmowie składania zeznań jako osoba najbliższa dla oskarżonego i sąd nie będzie jej przesłuchiwał". Dziennikarzom powiedziała, że "nie jest w stanie" nic powiedzieć.

Na początku czternastego posiedzenia sądu w procesie w sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska sędzia Sądu Okręgowego Aleksandra Kaczmarek poinformowała, że stan zdrowia fizycznego oskarżonego Stefana W. pozwala na jego uczestnictwo w rozprawie. Podkreśliła również, że do sądu wpłynęła opinia biegłych psychiatrów, z której wynika, że Stefan W. może brać udział w procesie. O przebadanie Stefana W. przez biegłych wniósł na drugiej rozprawie jego obrońca mec. Marcin Kminkowski.

Oskarżony Stefan W. został doprowadzony na rozprawę z pobliskiego aresztu śledczego do największej sali w gdańskim sądzie. Siedział w specjalnie wydzielonym pomieszczeniu za szklaną szybą.

Reklama

Matka oskarżonego Stefana W. na procesie syna

W trakcie przesłuchań świadków, na sali sądowej zasiadła po raz pierwszy matka Stefana W. 

Kobieta po wyjściu z sali rozpraw nie chciała odpowiedzieć na pytania dziennikarzy tłumacząc, że "nie jest w stanie".

Prokurator Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Agnieszka Nickel-Rogowska wskazała, że kobieta może uczestniczyć w rozprawach w charakterze publiczności ponieważ, "złożyła oświadczenie o odmowie składania zeznań jako osoba najbliższa dla oskarżonego i sąd nie będzie jej przesłuchiwał" - tłumaczyła.

Stefan W. jest oskarżony o dokonanie zabójstwa w zamiarze bezpośrednim w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, a także o popełnienie przestępstwa zmuszania innej osoby do określonego zachowania. Obu przestępstw oskarżony miał dopuścić się w warunkach powrotu do przestępstwa. Oskarżonemu grozi od 12 lat do dożywotniej kary więzienia.

W opinii biegłych, gdy 13 stycznia 2019 r. wszedł na scenę i zaatakował nożem Pawła Adamowicza, miał ograniczoną poczytalność. Może to wpłynąć na wysokość kary więzienia. Sąd może zastosować jej nadzwyczajne złagodzenie.

"Wręczyłem mu zimne ognie i stanąłem metr za nim"

W trakcie czwartkowej rozprawy pierwszy zeznawał Marcin M. były współpracownik prezydenta Adamowicza, który 13 stycznia 2019 r. był wolontariuszem i kwestował wraz z byłym prezydentem Gdańska. W zeznaniach opisał ostatnie godziny, które spędził wraz Pawłem Adamowiczem. Z jego słów wynikało, że od około godz. 14 wraz z koleżanką rozpoczął kwestowanie z prezydentem przy fontannie Neptuna. Po godzinie Adamowicz zaprosił świadka i jego koleżankę na pierogi do restauracji na ul. Piwnej.

- Około godz. 17-18 wyszliśmy z restauracji i przeszliśmy w kierunku budynku sądu, gdzie była organizowana manifestacja Obywateli RP i KOD-u, tam prezydent przemówił - zeznawał świadek. Po około 15 minutach świadek, jego przyjaciółka i prezydent wrócili do centrum miasta. Prezydent zaprosił swoich towarzyszy na herbatę do restauracji na ul. Św. Ducha.

Świadek zeznał, że po wyjściu z restauracji prezydent zaprosił jego i koleżankę na scenę.

Zabójstwo Pawła Adamowicza. Trzech świadków nie pojawiło się w sądzie

- Wręczyłem prezydentowi zimne ognie i stanąłem metr za nim - relacjonował Marcin M.  Wskazał również, że po przemówieniu prezydenta, które trwało ok. 2-3 minut, na scenę wbiegł oskarżony i pchnął nożem Adamowicza.

Z relacji świadka wynikało, że po ataku na prezydenta udał się on do szpitala, do którego został przewieziony Paweł Adamowicz i wraz z rodziną oczekiwał na informację o stanie zdrowia Pawła Adamowicza. - Około godz. 3:30 wyszedł do nas Piotr Adamowicz, brat prezydenta, który powiedział, że operacja się udała - mówił mężczyzna.

Dodał jednak, że gdy następnego dnia dotarł do szpitala, dowiedział się, że stan Pawła Adamowicza jest krytyczny. - Około godz. 14 pan prezydent zmarł - zeznawał Marcin M.

Świadek zeznał również, że na scenie znalazł czapkę zimową i przez kilka godzin trzymał ją w dłoniach. Po kilku dniach miał zobaczyć w gazecie zdjęcie oskarżonego w tej samej czapce.

Ochroniarz nie miał licencji w dniu koncertu

Kolejnym przesłuchiwanym świadkiem był ochroniarz, który zeznał, że w dniu kiedy ochraniał scenę nie posiadał licencji.

Wskazał również, że widział, jak oskarżony był na scenie i trzymał mikrofon. Świadek zeznał, że nie pamięta słów wypowiedzianych przez oskarżonego po ataku na prezydenta.

Przed Sądem w czwartek zeznawał również Jakub C. operator telewizyjny, który ze sceny nagrywał "Światełko do nieba". 

Utajnienie procesu Stefana W. na czas zeznań dwóch świadków. Znają oskarżonego od lat

W swoich zeznaniach wskazał, że zarejestrował moment, w którym oskarżony zaatakował Adamowicza. - Nóż zobaczyłem przy odtwarzaniu nagrania - tłumaczył sądowi mężczyzna.

Dodał, że po ataku, prezydent Gdańska usiadł na jednej ze skrzyń ze sprzętem scenicznym. 

- Prezydent wskazał ręką, że nie jest w najlepszym stanie i że coś jest nie tak - wspominał mężczyzna. W tym czasie - relacjonował świadek - oskarżony Stefan W. cały czas przemieszczał się po scenie wykrzykując swój manifest.

Kolejna rozprawa odbędzie się 22 lipca.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy