Reklama

Reklama

Problemy z wypłatą dodatku węglowego. Kiedy dostaniesz 3 tys. zł? "Pieniędzy nie ma"

Zgodnie z założeniami, to dziś pierwsi szczęśliwcy mieli otrzymać 3 tys. zł dodatku węglowego. Pieniędzy nie ma, jest za to zniecierpliwienie i chaos. - Ludzie ustawiają się w kolejce do wypłaty. Już w piątek przychodzili. A tych pieniędzy nie ma - słyszymy w urzędach miast i gmin. Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica podkreśla: - Rząd mówi, że środki poszły do wojewodów i mają być w tym tygodniu. Ale to, że przyjdą, nie oznacza, że natychmiast dostaną je mieszkańcy - zaznacza włodarz. Bo, jak się okazuje, są procedury, z których wielu czekających na dodatek węglowy, nie zdaje sobie sprawy.

Od 19 września ruszyć miały wypłaty dodatku węglowego. Miały. Bo ze świecą szukać gminy, w której ruszyły.

Dodatek węglowy. "Pieniędzy nie ma. Kiedy będą? Nie wiadomo"

Podczas czwartkowej konferencji prasowej Anna Moskwa, minister klimatu i środowiska, poinformowała, że resort rozpoczął wypłatę środków na dodatek węglowy urzędom wojewódzkim, a te przekażą pieniądze do gmin.

- Najpewniej w przyszłym tygodniu już będą pierwsze wypłaty dla beneficjentów - mówił w piątek Aleksander Brzózka, rzecznik prasowy resortu.

Pytamy dziś gminy, co z planowanymi wypłatami.

- Jak sytuacja? Jak w całej Polsce: nie ma wypłat, bo nie dostaliśmy pieniędzy - mówi Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica. W jego gminie do tej pory złożono ponad 800 wniosków o dodatek węglowy. - Dzisiaj pracownicy dzwonili do urzędu wojewódzkiego z pytaniem, kiedy wpłyną do nas środki. Nie uzyskaliśmy żadnej informacji - dodaje włodarz.

Reklama

W Lublinie przyjęto 6,2 tys. wniosków na ponad 8,8 mln zł. Dodatku nie wypłacono na razie nikomu. - Miasto Lublin zawnioskowało do Wojewody Lubelskiego o przekazanie około 50 mln zł na dodatek węglowy. Do chwili obecnej Lublin nie otrzymał środków na ten cel - informuje Joanna Stryczewska z Urzędu Miasta w Lublinie.

"Przychodzą od piątku, bo minister powiedziała, że pieniądze już idą"

Tymczasem po upływie 30 dni od startu składania wniosków i słowach pani minister, że pieniądze już ruszyły do gmin, urzędy zalała fala zapytań, kiedy nastąpią wypłaty.

- Nasza miejska infolinia jest oblegana. Wiele osób przychodzi też osobiście do centrum z pytaniem, kiedy będą wypłaty - opisuje Damian Napierała, zastępca dyrektora Poznańskiego Centrum Świadczeń. W Poznaniu złożono 7,5 tys. wniosków. Pozytywnie rozpatrzono już 5 tys. z nich. 

Interia Biznes: Dodatek węglowy: Mieszkańcy Łodzi mogą mieć powody do niepokoju?

"To, co w telewizji, a to, co w rzeczywistości, to dwie różne sprawy"

Pieniędzy doczekać nie mogą się także mieszkańcy mazowieckiej Siennicy.

- Dopytują się bardzo. Już w piątek dzwonili: kiedy pieniądze i kiedy pieniądze? "Bo w tv mówili, że już do urzędów idą". Ale to co w telewizji, a to co w rzeczywistości, to są dwie różne sprawy - wzdycha Marta Wilk, urzędniczka z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Siennicy. I dodaje: - Nie dziwię się ludziom, bo dostali obietnicę. Wielu czeka, bo nie ma opału i za te pieniądze chce kupić węgiel. 

Gminy, przy pomocy mediów społecznościowych, zaczęły tłumaczyć mieszkańcom co z wypłatami.

Nie do wszystkich mieszkańców apele trafiają.

- W piątek poszła plotka, że otrzymaliśmy środki. Ludzie przyjeżdżali i pytali: "dlaczego nie wypłacacie? Przecież powiedziano, że już macie pieniądze!". Tłumaczymy: nie ponoście kosztów, nie przyjeżdżajcie. Rozumiem, że mieszkańcy się niecierpliwią. Ale muszą czekać kiedy damy sygnał, że pieniądze są gotowe do wypłaty - mówi Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica.

Wypłata dodatku węglowego. Nie wszędzie "od ręki"

Po cichu samorządy liczą, że pieniądze na kontach gmin pojawią się w połowie tygodnia lub tuż przed weekendem.

- Ale to nie oznacza, że od razu wypłacimy je mieszkańcom - zaznacza Leszek Kuliński.

I wyjaśnia, w czym problem. - Część samorządów uznaje, że wypłaty można wprowadzić zarządzeniem wójta, burmistrza czy prezydenta, ale są też samorządy takie jak mój, gdzie pani skarbnik mówi, że nie można dodatku wypłacić do momentu, kiedy nie wprowadzimy pieniędzy do budżetu gminy. A żeby je wprowadzić, musimy zwołać sesję rady - podkreśla wójt.

- Wszystkie pieniądze, jakie przychodzą do gminy, trzeba wprowadzić do budżetu sesją. Nie możemy ich od razu wypłacać - potwierdza w rozmowie z Interią Marta Wilk, urzędniczka z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Siennicy.

- Ja mam w tym tygodniu sesję, ale jeśli do czwartku nie przyjdą pieniądze, to będę musiał potem zwołać kolejną nadzwyczajną. A to też są wydatki, które musimy, jako gmina, ponieść - dodaje wójt Kobylnicy.

Gotowość melduje Poznań. - Jesteśmy na tyle przygotowani, że jeśli tylko wpłyną środki, możemy uruchamiać wypłatę. Formalne rzeczy, które ją umożliwiają - z planami finansowymi, uchwałami miasta - mamy już gotowe - zapewnia Damian Napierała.

Opóźniony dodatek węglowy. Dla gmin to tylko koszty

W sobotę prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o szczególnych rozwiązaniach w zakresie niektórych źródeł ciepła w związku z sytuacją na rynku paliw, która zawiera zmiany w ustawie o dodatku węglowym. Przepisy czekają na publikację w Dzienniku Ustaw. Wejdą w życie następnego dnia po publikacji.

Dopóki nie wejdą, obowiązuje poprzednia ustawa, a z nią 30-dniowy termin na rozpatrzenie złożonych wniosków. To oznacza dla gmin i ich mieszkańców kolejne, niepotrzebne koszty.

- Wysłałyśmy 600 pism informujących o niezałatwieniu sprawy w terminie i przedłużających termin do 26 października. Jak nie dostaniemy środków do końca września, będziemy musieli wysłać kolejnych tysiąc pism - mówi Marta Wilk z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Siennicy.

Jak podkreśla, rodzi to ogrom pracy i koszty. - Znaczki, każdy po 8,60 zł, koperty, papier, tonery. Papier kosztuje już u nas 30 zł za ryzę. U nas idzie pięć ryz dziennie. Papier goni papier i papierem pogania. Masa pieniędzy - ocenia urzędniczka.

Leszek Kuliński, wójt Kobylnicy przyznaje: to duże koszty, ale urzędnicy wyjścia nie mają. - Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego jesteśmy zobowiązani do poinformowania naszych mieszkańców, dlaczego nie załatwiliśmy sprawy w terminie. Więc, czy nam się to podoba, czy nie, wysyłamy zawiadomienia o przesunięciu terminu realizacji tego zadania - mówi Leszek Kuliński.

Od urzędników słyszymy: - Robota głupiego. Ludzie chcą pieniędzy, a nie pisma, że przedłużamy termin załatwienia sprawy. Jedyne czym to skutkuje, to to, że nie wiemy w co ręce włożyć. Bo prócz dodatku węglowego są jeszcze świadczenia rodzinne - mamy początek okresu zasiłkowego, więc każdy składa wniosek, stypendia, dodatek osłonowy, przy którym trzeba ustalić dochody, wyliczyć. Codziennie z koleżankami siedzimy do godziny 20. Nie wiemy, jak się nazywamy - podkreślają w rozmowie z Interią urzędniczki.

Sześć gospodarstw pod jednym adresem. Komu należy się dodatek węglowy? Dla kogo pieniędzy zabraknie?

Już dziś wiadomo, że nie każdy kto wniosek złożył, dodatek otrzyma. W oczekiwaniu na nowelizację ustawy, gminy zaczęły od tych wniosków nie budzących kontrowersji.

- Jak mieliśmy już wprowadzone wszystkie wnioski i widzieliśmy, że jest jedno gospodarstwo domowe, jeden wniosek, to te szły do rozpatrzenia w pierwszej kolejności. Część osób wycofywała wnioski, bo zaczęły się pojawiać informacje prasowe, że będą kontrole - wyjaśnia Damian Napierała z Poznańskiego Centrum Świadczeń.

Nie wszędzie wśród składających wnioski pojawiały się jednak takie autorefleksje.

- Mamy przypadki, że z jednego domu było sześć wniosków, bo funkcjonuje tam rzekomo sześć gospodarstw domowych. Wszystkie wnioski wciąż są złożone, żadnego nie wycofano. Po naszej stronie jest teraz ustalenie. W niektórych sytuacjach sprawy są oczywiste, bo jeśli 18-letnie dziecko mieszkając z rodzicami, składa oddzielny wniosek o dodatek, to chyba gospodarstwem nie jest - tłumaczy Marta Wilk z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Siennicy.

Jak podkreślają urzędnicy, wizje kontroli nie budzą w nich entuzjazmu. - Jeśli jakikolwiek wniosek budzi zastrzeżenie, to musimy to zweryfikować, sprawdzić. A mieszkańcom bardzo się to nie podoba, bo przecież rząd im obiecał pieniądze. Moi urzędnicy już usłyszeli pierwsze niecenzuralne słowa pod swoim adresem. A gdzie w tym jest ich wina? - pyta Leszek Kuliński.

Problemem jest też jak wypłacać, by starczyło dla wszystkich. - Budżet dodatków węglowych szacowano na 11,5 mld zł. Już mówi się o wnioskach na ponad 15 mld. I teraz co dalej? Mamy wypłacać w całości wszystkim? Zmniejszać? Dla części zabraknie środków i znowu będziemy musieli to wprowadzać do budżetu - zastanawia się wójt pomorskiej Kobylnicy.  

O to spokojny jest resort klimatu. Anna Moskwa w czwartek na pytanie, czy w związku z tak dużą liczbą wniosków o dodatek węglowy nie zmniejszy się jego kwota, skoro w puli jest niezmiennie 11,5 mld zł, odpowiadała, że jeżeli gminy dobrze dokonają weryfikacji wniosków, "a tak się dzieje", to "jesteśmy po bezpiecznej stronie, a te środki zostaną wypłacone" i nie ma ryzyka, że będą mniejsze. "Deklarowane 3 tys. zł to 3 tys. zł wypłaty" - podkreśliła minister. 

Dodatek węglowy zmiany - jeden dodatek na jeden adres

Nowelizacja ustawy o dodatku węglowym wprowadza m.in. zasadę jeden adres - jeden dodatek. Gmina będzie miała na wypłatę, zamiast 30, 60 dni. A co za tym idzie, więcej czasu na weryfikację najbardziej skomplikowanych wniosków, przy których są wątpliwości czy danemu gospodarstwu domowemu przysługuje dodatek węglowy.

Ponadto nie będzie można wprowadzać zmian we wniosku do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków (CEEB). Liczyć będzie się stan z dnia wejścia w życie nowelizacji.

Irmina Brachacz

Irmina.brachacz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy