Reklama

Reklama

Prezydent: List Comeya wskazuje na głęboką refleksję

List dyrektora FBI Jamesa Comeya wskazuje na głęboką refleksję, jego osobistą, ale być może także struktur państwa amerykańskiego, idącą w dobrą stronę - ocenił w czwartek prezydent Bronisław Komorowski.

Dyrektor FBI James Comey w liście przekazanym ambasadorowi RP w Waszyngtonie Ryszardowi Schnepfowi wyraził żal, że w przemówieniu w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie powiązał Polskę z Niemcami; podkreślił, że państwo polskie nie ponosi odpowiedzialności za okrucieństwa, których dopuszczali się naziści.

- Ta ewolucja jest w dobrą stronę, ale według mnie, jest jednocześnie wskazaniem na to, że powinna być wykonywana konsekwentnie i z włożeniem dużej ilości energii dalsza praca na rzecz przebudowy wiedzy społeczeństwa amerykańskiego o historii zarówno Polski w okresie II wojny światowej, roli Polaków także w zakresie przeciwstawiania się zbrodni Holocaustu. To w Stanach Zjednoczonych można robić skutecznie m.in. w oparciu o liczne szeregi przyjaciół Polski i przyjaciół prawdy - powiedział Komorowski pytany o list szefa FBI przez dziennikarzy.

Reklama

Dlatego - dodał prezydent - dobrze, że w czwartkowym wygłoszonym w Sejmie wystąpieniu ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny "był także ten akcent wdzięczności za reakcję amerykańskich środowisk żydowskich i swego rodzaju nacisk tych środowisk kierujących się i prawdą, i przyjaźnią w stosunku do Polski". - Nacisk na właśnie wycofywanie się dyrektora FBI z naprawdę nierozsądnej, szkodliwej i nieprawdziwej opinii - mówił prezydent.

Schetyna powiedział m.in.: "Nie będziemy bierni w przypadku prób fałszowania historii, ignorancji czy przypisywania nam win, których nie popełniliśmy". Podkreślił, że tylko w 2014 r. "nasze placówki dyplomatyczne reagowały ponad 150 razy w przypadku użycia tzw. wadliwych kodów pamięci dotyczących Polski i Polaków".

Szef MSZ przypomniał też, że w czwartek odbędzie się w Warszawie w Muzeum Historii Żydów Polskich odbędzie się projekcja filmu o Janie Karskim, emisariuszu Polskiego Państwa Podziemnego, który poinformował świat o Holocauście, ale w USA o jego raporcie napisano na 16 stronie "New York Times'a", podczas gdy na pierwszej była informacja o oddaniu przez gubernatora stanu Nowy Jork swych sportowych butów do składu gumy.

Schetyna podkreślił, że polska dyplomacja będzie nadal promować postać Karskiego i jego zasługi, bo to "najlepszy sposób na przełamanie krzywdzących stereotypów o historii naszego kraju". Podziękował za "wsparcie w tej kwestii organizacjom żydowskim w USA, zwłaszcza Amerykańskiemu Komitetowi Żydowskiemu i jego szefowi Davidowi Harrisowi".

Jak poinformował w czwartek rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski, szef FBI spotkał się w środę ze Schnepfem, by wyjaśnić sprawę swej wypowiedzi w Muzeum Holocaustu, a także przekazał odręczny list, w którym wyraził żal z powodu zaistniałej sytuacji i stwierdził, że Polska nie ponosi odpowiedzialności za zbrodnie nazistów. "Żałuję, że powiązałem Polskę z Niemcami. Państwo polskie nie ponosi odpowiedzialności za okrucieństwa, których dopuszczali się naziści" - napisał m.in. Comey w liście.

Prezydent był też w czwartek pytany - m.in. w kontekście sprawy wypowiedzi Comeya - jak ocenia stosunki polsko-amerykańskie i stosunek Polaków do Amerykanów.

- Oceniam jako niesłychanie korzystne, jeśli chodzi o relacje międzypaństwowe i między społeczeństwami. Oczywiście każde tego rodzaju wydarzenie kładzie się jakimś cieniem, ale to nie może oznaczać i - w moim przekonaniu - nie ma takiego skutku w postaci zmniejszenia pozytywnych elementów w relacjach wzajemnych, zarówno między państwami, jak i społeczeństwami - powiedział Komorowski.

I u przyjaciół - dodał - "zdarzają się rzeczy, wypowiedzi, przykre, błędne, szkodliwe". - Trzeba je napiętnować, trzeba je poprawiać, trzeba im przeciwdziałać, ale to nie oznacza, że mamy przestać traktować Stany Zjednoczone jako najważniejszego polskiego sojusznika - powiedział prezydent.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy