Prezes Sądu Najwyższego zabrał głos. Reaguje na zamieszanie po nominacji
- To jest ogromny zaszczyt, ale jeszcze większy obowiązek i traktuje to jako odpowiedzialność - powiedział nowo wybrany I prezes Sądu Najwyższego. Zbigniew Kapiński nawiązał też do kontrowersji, które pojawiły się wokół jego nominacji. - To tylko świadczy o tym, że jako sędzia z 30-kilkuletnim stażem nigdy nie byłem związany z żadną opcją polityczną - ocenił.

W skrócie
- Zbigniew Kapiński określił objęcie funkcji I prezesa Sądu Najwyższego jako duży zaszczyt i odpowiedzialność, a także odniósł się do sprzeciwu wobec jego nominacji podkreślając brak związku z polityką.
- Podczas konferencji Kapiński zapowiedział, że będzie dążył do zachowania niezależności Sądu Najwyższego oraz unikania wpływu politycznego na sąd.
- Karol Nawrocki powołał Zbigniewa Kapińskiego na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego, a decyzja ta spotkała się z krytyką m.in. ze strony Sławomira Cenckiewicza.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Zbigniew Kapiński wziął we wtorek udział w konferencji prasowej, która miała miejsce w siedzibie Sądu Najwyższego. W jej trakcie nowo wybrany prezes instytucji zapowiedział, że funkcję obejmie jutro.
- To jest ogromny zaszczyt, ale jeszcze większy obowiązek i traktuje to jako odpowiedzialność. Im większy obowiązek, tym większa odpowiedzialność. Już nie kierowanie Izbą, tylko całym Sądem Najwyższym - mówił.
Sąd Najwyższy. Kapiński: Nigdy nie byłem związany z żadną opcją polityczną
Pierwszy prezes Sądu Najwyższego odniósł się także do kontrowersji, które pojawiły się w ostatnim czasie wokół jego osoby. Jak podkreślił, jego kandydatura spotkała się ze sprzeciwem "wszystkich stron".
- To tylko świadczy o tym, że jako sędzia z 30-kilkuletnim stażem nigdy nie byłem związany z żadną opcją polityczną - ocenił.
Kapiński zapewnił przy tym, że od momentu objęcia funkcji I prezesa Sądu Najwyższego będzie "kierował SN w taki sposób, aby ta polityka tu nie miała wejścia".
- Będę bronił w sposób jednoznaczny Sądu Najwyższego, żeby był niezależny, żeby politycy bez względu na opcję polityczną nie mieli najmniejszego wpływu. Takie jest moje credo - zapewnił.
Kapiński zwrócił się do Manowskiej. "Wiem, że to był ciężar"
Nowy I prezes Sądu Najwyższego podkreślił też, że "prawo nie może być interpretowane w zależności od tego, jaka opcja polityczna rządzi". - Mamy jedną konstytucję, jedno państwo i powtarzam: Jeżeli będziemy niszczyć własne instytucje, będziemy się kłócić, istnieje realna groźba utraty własnego państwa - mówił.
Podczas konferencji obecna była także ustępująca I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska, która otrzymała od Zbigniewa Kapińskiego bukiet kwiatów.
- Bardzo Ci serdecznie dziękuję za to wszystko. Życzę jako sędziemu dużo zdrowia, korzystania z wolności od prezesowania. Życzę satysfakcji osobistej i żebyś zrealizowała te wszystkie plany i marzenia, których obowiązki I prezesa ci nie pozwoliły zrealizować. Wiem, że to był duży ciężar - mówił nowy prezes SN.
Karol Nawrocki powołał Zbigniewa Kapińskiego na I prezesa Sądu Najwyższego
Przypomnijmy, że w poniedziałek Pałac Prezydencki informował, że Karol Nawrocki powołał Zbigniewa Kapińskiego na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego. Prezydent zwrócił uwagę na jego dorobek, doświadczenie orzecznicze oraz sprzeciw Kapińskiego wobec "łamania praworządności przez obecny rząd".
Nawrocki wybrał z pięciu kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne SN. Jednoznacznie krytycznie decyzję ocenił m.in. były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz.
"Karolu, popełniłeś straszny błąd i nawet to, kto i w jaki sposób Cię do tego namówił, nie tłumaczy tego błędu" - napisał na platformie X.
Zarzuty Cenckiewicza pod adresem nowego I prezesa SN dotyczą sprawy z sierpnia 2000 r., kiedy Kapiński orzekał w sprawie oświadczenia lustracyjnego Lecha Wałęsy. Sąd potwierdził wówczas autentyczność dokumentu, de facto orzekając, że Lech Wałęsa nie współpracował ze służbami PRL.
Negatywnie na temat decyzji prezydenta wypowiedział się też Jarosław Kaczyński. "26 lat, jakie dzielą nas od pseudoprocesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, i 18 lat od wydania książki IPN, która opisała nie tylko sprawę agenturalnej przeszłości L. Wałęsy, ale również sądową lustrację z 2000 roku, nie wyobrażam sobie, aby sędzia, który brał w tym udział, został I prezesem Sądu Najwyższego" - pisał prezes PiS.













