Reklama

Reklama

Press Club Polska: Żołnierze zaatakowali fotoreporterów na granicy. Wojsko: To fake news

Grupa osób w mundurach Wojska Polskiego zaatakowała we wtorek trzech fotoreporterów podczas wykonywania przez nich obowiązków dziennikarskich w okolicach miejscowości Wiejki, tuż przy granicy z Białorusią, ale poza strefą stanu wyjątkowego - alarmuje Press Club Polska. Z relacji fotoreporterów wynika, że wojskowi skuli ich w kajdanki, przeszukali, a wcześniej szarpali i wyzywali. - To fake news, nic takiego nie miało miejsca - powiedział w rozmowie z Interią rzecznik 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej. Jak oświadczył, dziennikarze zostali zatrzymani "zgodnie z procedurami" i przekazani policji oraz Służbie Wywiadu Wojskowego.

Do zdarzenia doszło we wtorek ok. godziny 16 przy obozowisku żołnierzy 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej, którzy stacjonują w okolicach miejscowości Wiejki i strzegą północnej części granicy z Białorusią. 

"Przetrzymywano ich ponad godzinę"

"Grupa osób w mundurach Wojska Polskiego zaatakowała trzech fotoreporterów: Macieja Nabrdalika, Macieja Moskwę i Martina Diviska podczas wykonywania przez nich obowiązków dziennikarskich" - podaje Press Club Polska, fundacja zrzeszająca dziennikarzy. 

"Jak relacjonują zaatakowani, przed wykonaniem zdjęć dokumentujących obecność wojska w rejonie miejscowości Wiejki koło Michałowa (poza obszarem obowiązywania stanu wyjątkowego) podeszli do bramy, przedstawili się wartownikowi jako dziennikarze i uprzedzili, że będą z zewnątrz wykonywać fotografie. Po wykonaniu zdjęć wsiedli do samochodu i chcieli wrócić do Michałowa" - czytamy na pressclub.pl. 

Reklama

"Wtedy drogę zastąpiły im osoby w mundurach Wojska Polskiego, które następnie wyciągnęły fotoreporterów z samochodu, szarpiąc ich przy tym i używając wulgaryzmów. Pozbawionych kurtek dziennikarzy skuto kajdankami i przetrzymywano ponad godzinę, do przyjazdu policji. W tym czasie osoby te dokonały faktycznego przeszukania samochodu, przejrzały także zawartość kart pamięci w aparatach fotograficznych pomimo wyraźnego poinformowania ich, że mogą naruszać w ten sposób tajemnicę dziennikarską" - wynika z relacji dziennikarzy.  

Według nich wojskowi byli wyjątkowo agresywni. Reporterów rozkuto dopiero po przyjeździe policjantów, którzy - mimo próśb - nie wylegitymowali wojskowych, a jedynie poinformowali o możliwości złożenia w tej sprawie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.

Jarosław Włodarczyk z Press Club Polska podkreślił w rozmowie z Interią, że zatrzymani przez wojskowych to doświadczeni fotoreporterzy, którzy byli na wojnach i szlakach uchodźczych. 

Policja potwierdza interwencję

Policja nie zdradza wielu szczegółów, ale potwierdza, że interweniowała w tej sprawie. 

- Zgłoszenie pochodziło od żołnierzy. Policjanci przeprowadzili interwencję, strony zostały pouczone przez policjantów o dalszym trybie i możliwym postępowaniu - powiedział w rozmowie z Interią podinspektor Tomasz Krupa, rzecznik podlaskiej policji. Po szczegóły odesłał nas do MON.

W środę rano resort obrony opublikował oświadczenie. "Nie zgadzamy się na używanie takich określeń jak: "żołnierze zaatakowali fotoreporterów i byli wyjątkowo agresywni". Wojskowi nie stosowali przemocy" - podkreślano. 

Wojsko: To fake news

Zupełnie inną wersję wydarzeń niż fotoreporterzy przedstawia wojsko. - To fake news, nic takiego nie miało miejsca - stwierdził mjr Marek Nabzdyjak, rzecznik 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej, pytany przez Interią o "atak na fotoreporterów". 

- Mężczyźni, którzy pojawili się w rejonie obozowiska, zostali zatrzymani i sprawdzeni zgodnie z procedurami, które obowiązują żołnierzy w przypadku, gdy w rejonie obozowiska pojawią się niezidentyfikowane osoby. Zostali oni przekazani policji i Służbie Wywiadu Wojskowego - wyjaśnił.

Przyznał, że żołnierze przeszukali fotoreporterów. - Osoby, które się tam pojawiły, nie miały legitymacji prasowych w widocznych miejscach, byli natomiast częściowo zamaskowani, dlatego można było przypuszczać, że nie są to dziennikarze - podkreślił. 

Nabzdyjak zapewnił, że nie doszło do przepychanek, dodał też, że żołnierze nie dysponują kajdankami. - Sprawę przejęła policja - podsumował. 

Reklama

Reklama

Reklama