Reklama

Reklama

Poznań: Były senator Henryk S. skazany w procesie dotyczącym korupcji

Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał byłego senatora Henryka S. na rok i trzy miesiące więzienia za wręczenie łapówki urzędnikowi Ministerstwa Finansów. W wyroku politykowi zaliczono na poczet kary okres tymczasowego aresztowania. Sąd uniewinnił Henryka S. od większości zarzutów.

W 2013 r. Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał byłego senatora, a obecnie radnego powiatu pilskiego za korupcję i wyłudzenia funduszy unijnych na karę ośmiu lat więzienia i 600 tys. zł grzywny. Jednocześnie uniewinnił go od zarzutu narażenia na zatrucie środowiska naturalnego przez składowanie odpadów zwierzęcych na należących do niego polach. W 2014 r. poznański sąd apelacyjny zdecydował, że proces Henryka S. w części korupcyjnej będzie prowadzony ponownie, utrzymał przy tym uniewinniający wyrok w części "środowiskowej".

W styczniu 2015 r. Sąd Najwyższy uchylił na wniosek prokuratury wyrok uniewinniający Henryka S. i zwrócił sprawę do sądu okręgowego, gdzie była ona rozpoznawana wspólnie z oskarżeniem w części korupcyjnej. Ponowny proces byłego senatora rozpoczął się pod koniec października 2015 r. Przed rozpoczęciem procesu, ze względu na przedawnienie, sąd umorzył część zarzutów korupcyjnych stawianych politykowi.

Reklama

Uniewinnienie od większości stawianych zarzutów

W środę Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił byłego senatora od większości stawianych mu zarzutów, ale skazał go na rok i trzy miesiące pozbawienia wolności za dwukrotne udzielenie w 2001 r. co najmniej 50 tys. zł korzyści majątkowej dyrektorowi departamentu systemu podatkowego Ministerstwa Finansów. Jednocześnie sąd zaliczył na poczet wymierzonej kary okres tymczasowego aresztowania polityka w okresie od 12 listopada 2007 r. do 24 grudnia 2008 r. oraz od 28 lutego 2013 r. do 26 marca 2013 r.

Sędzia Tomasz Borowczak w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że choć pierwotnie Henrykowi S. zarzucono popełnienie łącznie 21 przestępstw, to na skutek prawomocnego uniewinnienia, a także przedawnienia części zarzutów, w powtórnym procesie sąd zajmował się sześcioma zarzutami wobec Henryka S.

Borowczak dodał, że spośród zarzutów korupcyjnych przedstawionych Henrykowi S. tylko jeden został uznany za zasadny. - I to przy modyfikacji opisu zarzucanego czynu, jak też kwalifikacji prawnej - dodał sędzia.

- Niewątpliwie ustalenia dotyczące tzw. wątku korupcyjnego opierały się głównie (...) na relacjach procesowych Mariana J. - jego wyjaśnieniach jako podejrzanego i jego późniejszych zeznaniach jako świadka - mówił sędzia Borowczak.

Jak dodał, do zeznań tych należy podchodzić z wyjątkową ostrożnością, gdyż mogą one mieć charakter pomówień. - Ów główny świadek oskarżenia jest osobą, która została prawomocnie skazana za przestępstwo składania fałszywych zeznań oraz fałszywe oskarżenie - powiedział sędzia.

"Nienaturalnie bliska relacja"

Wśród argumentów podważających wiarygodność zeznań świadka sędzia wymienił m.in. fakt, że Marian J. relacjonował w różny sposób to samo zdarzenie, był skonfliktowany z oskarżonym Henrykiem S oraz że miał być w "nienaturalnie bliskiej relacji" z prokuratorem prowadzącym śledztwo. Sędzia zarzucił też prokuratorowi zbyt emocjonalne przywiązanie do prowadzonej sprawy.

Sędzia Borowczak zaznaczył, że jedynie w przypadku zarzutu dotyczącego udzielenia łapówki Andrzejowi Ż. dowodem świadczącym o winie Henryka S. były nie tylko zeznania Mariana J., ale także przyznanie się do winy Andrzeja Ż. i relacja innego świadka.

- Henryk S. poprosił go (Andrzeja Ż. - PAP) do dużej sali, w której byli sami, i w czasie rozmowy Henryk S. w pewnym momencie wyjął żółto-brązową kopertę i zaczął mu ją, jak podkreślił świadek, wciskać. Mówił, że w Ministerstwie Finansów znajduje się jego sprawa podatkowa i chciałby, aby została ona pozytywnie załatwiona - powiedział sędzia.

Sąd uznał, że w rzeczonej kopercie była łapówka o nieustalonej wartości. Andrzej Ż. miał zwrócić kopertę Henrykowi S., który następnie przez Mariana J. miał przekazać dyrektorowi departamentu 50 tys. zł. Miało to być podziękowanie za wydanie przez Andrzeja Ż. korzystnej dla byłego senatora i, jak zaznaczył sędzia Borowczak, zgodnej z prawem decyzji.

W oparciu m.in. o zeznania biegłych sąd uniewinnił oskarżonego od zarzutów dotyczących nieodpowiedniego postępowania z odpadami i zanieczyszczenia środowiska. Henryk S. miał kazać zakopać odpady zwierzęce na dwóch należących do niego działkach w 2005 r. i 2006 r. Sędzia Borowczak zaznaczył w uzasadnieniu, że żaden z przesłuchanych w sprawie biegłych nie uznał, aby mogły one wpłynąć na stworzenie zagrożenia dla wielu osób czy znacznie zanieczyściły środowisko.

Dotychczasowa niekaralność

Uzasadniając wymiar kary wymierzonej Henrykowi S. sędzia podkreślił, że polityk w czasie popełniania zarzucanego mu czynu był senatorem. - Z jednej strony reprezentował wszystkich obywateli uczestnicząc w procesie tworzenia praw obowiązujących w naszym kraju. Z drugiej zaś strony sam dopuszczał się przestępstwa godząc tym właśnie w prawidłowość funkcjonowania instytucji publicznych oraz podważając zaufanie społeczne do rzetelności działania instytucji państwowych - powiedział.

Sędzia Borowczak zwrócił jednocześnie uwagę na podeszły wiek oskarżonego, jego dotychczasową niekaralność oraz fakt, że prowadzi działalność charytatywną.

Obrońca byłego senatora adwokat Jolanta Turczynowicz-Kieryłło w rozmowie z dziennikarzami oceniła środowy wyrok jako "prawie totalną wygraną". Przyznała, że nie jest pewna, czy złoży od niego apelację. - Przy tym rozstrzygnięciu sądu, aż się prosi o wystąpienie do prokuratury o odszkodowanie - oceniła.

Na publikacji wyroku nie pojawił się przedstawiciel prokuratury. Środowe orzeczenie sądu nie jest prawomocne.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne