Reklama

Reklama

Porwanie rodzicielskie nie jest przestępstwem. "Sytuacja niezwykle skomplikowana"

- Porwanie rodzicielskie nie jest procederem, które w rozumieniu polskiego prawa stanowiłoby przestępstwo. Czasami bardzo trudno określić, po której stronie jest racja. To sytuacje niezwykle skomplikowane pod względem prawnym - mówi w rozmowie z Interią Izabela Jezierska-Świergiel z Fundacji Itaka.

Przypomnijmy, że w czwartek trzyletnia Amelka i jej 25-letnia matka zostały porwane przez dwóch zamaskowanych mężczyzn w Białymstoku. 

Według medialnych doniesień, porwanie miał zlecić ojciec dziewczynki. Policja ujawniła, że samochód, do którego siłą wciągnięto Amelkę i jej matkę, został wypożyczony w Łomży na dokumenty ojca. 

W piątek w okolicach Środy Wielkopolskiej policja odnalazła dziewczynkę razem z matką. Dwóch sprawców, w tym ojciec dziecka, zostało zatrzymanych.

Porwanie rodzicielskie to nie przestępstwo

- Porwanie rodzicielskie nie jest procederem, które w rozumieniu polskiego prawa stanowiłoby przestępstwo - wyjaśnia w rozmowie z Interią Izabela Jezierska-Świergiel z Fundacji Itaka. - Czasami bardzo trudno określić, po której stronie jest racja, dlatego jest to niezwykle skomplikowane pod względem prawnym - dodaje.

Reklama

- Taką sytuację zawsze musi rozstrzygnąć sąd. Gdyby przeanalizować każdy przypadek porwania rodzicielskiego, należałoby karać więzieniem na przykład matkę, która zabiera dziecko i ucieka przed agresywnym mężem - tłumaczy Jezierska-Świergiel. 

Jak wskazuje Itaka, dzieci zaginione na skutek porwania rodzicielskiego to szczególna grupa zaginionych. Porwania rodzicielskie traktowane są w Polsce jako forma konfliktu wewnątrzrodzinnego, który powinien zostać rozwiązany bez angażowania dodatkowych służb. 

"Pokutuje też przekonanie, że dziecko, przebywając z jednym ze swoich rodziców, jest z założenia bezpieczne. Rzeczywistość, niestety, często wygląda inaczej" - wskazuje na swojej stronie fundacja.

Jezierska-Świergiel wyjaśnia, że wiele zależy od tego, czy rodzic posiada pełnię praw rodzicielskich. - Czasami ta władza jest częściowo ograniczona, czasami ktoś w ogóle nie posiada władzy rodzicielskiej wobec osoby małoletniej, którą uprowadził, co upraszcza sytuację. Brak władzy rodzicielskiej to tak, jakby dziecko zabrała po prostu osoba obca - zaznacza.

Kilkanaście porwań od początku roku

Jak często dochodzi w Polsce do uprowadzenia dzieci przez jednego z rodziców?

- W tej chwili, od początku roku, mamy zgłoszonych już kilkanaście porwań rodzicielskich. W zeszłym roku było ich ponad 60, a dwa lata wcześniej - ponad 90 - wylicza Jezierska-Świergiel.

Przypomina, że jeszcze kilka lat temu w Polsce nie funkcjonowało nawet określenie "porwania rodzicielskiego". - To jest coś, co zaimplementowaliśmy z innych krajów na grunt polski. Tak samo, jak dążyliśmy do tego, by Child Alert został wdrożony w Polsce na wzór innych państw europejskich - tłumaczy.

Dziecko "kartą do rozgrywania" w związku

- Zawsze apelujemy o to, żeby rozstawać się rozsądnie, żeby dbać o dobro dziecka. One często stają się "kartą do rozgrywania" w związku. Czasami nie chodzi nawet o samo dziecko, ale tylko o to, by "dopiec" partnerowi. Przykładem jest np. utrudnianie kontaktów albo oskarżanie drugiej strony, że widzenia są uniemożliwiane, choć w rzeczywistości taka sytuacja nie ma miejsca. To też przekonywanie dziecka, że jeden czy drugi rodzic jest zły... Pamiętajmy, że kiedyś dziecko dorośnie i będzie musiało układać relacje, związki. Nie wyobrażam sobie, by taka sytuacja pozostała bez śladu na psychice - mówi Jezierska-Świergiel.

26 sytuacji uruchomienia Child Alertu

W związku z zaginięciem trzyletniej Amelki i jej matki w Białymstoku, policja ogłosiła w czwartek Child Alert. Dotychczas był on w Polsce uruchomiany dwukrotnie. 

- Drugie uruchomienie dotyczyło właśnie porwania rodzicielskiego. Tata zatrudnił mężczyzn, którzy uprowadzili dziecko spod wejścia do klatki schodowej w bloku. Dosyć podobna sytuacja, jak ta w Białymstoku, ale nie porwano wówczas matki. Dziecko zostało wyrwane, zamaskowani mężczyźni uprowadzili je i przekazali ojcu. Po kilku godzinach ojciec sam skontaktował się z policją i przyznał się do uprowadzenia - mówi Jezierska-Świergiel.

Jak wyjaśnia, Child Alert pierwotnie uruchamiany jest na 12 godzin, jednak może być przedłużany o kolejne godziny, jeśli są ku temu przesłanki. 

- W zeszłym roku w krajach europejskich było 26 sytuacji ogłoszenia Child Alertu. W 95 proc. przypadków udało się dzieci odnaleźć - podsumowuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy