Reklama

Reklama

Polska w UE. Kaczyński o "obcości kulturowej" Zachodu

Myśmy poprzedzili przyjęcie do Unii Europejskiej uchwałą Sejmu o naszej suwerenności kulturowej - podkreślił Jarosław Kaczyński w czasie Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Zdaniem prezesa PiS, przed 2004 rokiem "nikt nie kwestionował 'obcości kulturowej' Zachodu". - My uważamy każdą ingerencję w tę sferę za nadużycie, za złamanie prawa - zaznaczył były premier.

Jarosław Kaczyński, w środę w Karpaczu podczas dyskusji nt. "Realizmu i wartości w polityce", odniósł się do wątpliwości dotyczących decyzji poprzedzających przystąpienie Polski do Unii Europejskiej oraz ich ewolucji, do relacji z Unią, w tym do realizowanej obecnie polityki Niemiec wobec Polski.

Kaczyński o "obcości kulturowej" Zachodu

Prezes PiS przypomniał, że polskie władze zakładały, iż wejście do Unii "zapewni nam pewne środki, rynek europejski, bo przecież przedtem działaliśmy w istocie warunkach niemalże wojny celnej". Przypomniał, że Polska miała wtedy "z jednej strony Wspólnotę Niepodległych Państw, czyli Rosję, a z drugiej Unię Europejską".

Reklama

- Jeżeli te wszystkie sprawy było wziąć łącznie pod uwagę, to wydawało się, że jednak, żeby po prostu istnieć i się rozwijać, musimy do Unii Europejskiej wejść. I to było wtedy, jak sądzę, myślenie właśnie realistyczne; to znaczy wybór wartości był tutaj tym wyborem, w którym realizm odgrywa bardzo dużą rolę - ocenił.

Przyznał, że nikt wtedy nie kwestionował "obcości kulturowej" państw Zachodniej Europy. - Kiedy pierwszy raz w ogóle byłem na Zachodzie, w Wiedniu i tam zobaczyłem różne rzeczy, których tutaj nie będę opisywał. To mi zupełnie wystarczyło, żeby zobaczyć, że jestem w innej strefie kulturowej, chociaż było to 33 lata temu - zaznaczył.

Jak dodał, jednak czasem jest tak, że "konieczny jest wybór między tym, co jest rzeczywiście naszą wartością, a tym co, jest pewną groźną dla tej wartości rzeczą, przy pozostawieniu sobie możliwości obrony".

Wejście Polski do UE a "suwerenność kulturowa"

- Myśmy przecież nie podpisywali umowy o tym, że przyjmujemy cały ten zespół kulturowy, który reprezentuje Zachodnia Europa, który już wtedy reprezentowała i który promowała. Myśmy poprzedzili przyjęcie do Unii Europejskiej uchwałą Sejmu o naszej suwerenności kulturowej - podkreślił Kaczyński. Jednak - jak ocenił - ta uchwała Sejmu została "przez pewną, bardzo silną część naszej klasy politycznej zupełnie zapomniana".

- A my ją całkowicie podtrzymujemy. My uważamy każdą ingerencję w tę sferę za nadużycie, za złamanie prawa, za realizację tej zasady, która tutaj została sformułowana, "kto silniejszy ten lepszy" - oświadczył. Podsumowując wątpliwości, które towarzyszyły decyzji o poparciu wejścia Polski do Unii, Kaczyński zauważył, że "nie było wtedy innego wyjścia".

Wspomniał o rolnictwie, fatalnej sytuacji na wsi, ogromnym wówczas bezrobociu wśród jej mieszkańców i o tym, "jak bezradna była ta władza, która wtedy rządziła". Ocenił, że w tym obszarze, Unia Europejska "nam rzeczywiście pomogła". Odnosząc się do obecnej sytuacji i pozycji Polski, prezes PiS ocenił, że "w Unii Europejskiej obowiązuje zasada 'kto silniejszy ten lepszy', a ponieważ najsilniejsze są Niemcy, to funkcjonuje stara koncepcja niemiecka, którą dzisiaj można nazwać neoimperialną".

W tym kontekście przypomniał o niemieckim rozumieniu pojęcia Mitteleuropa (Europa Środkowa) i politycznym programie, który był celem wojennym Niemiec podczas I wojny światowej. Zakładał on dominację Cesarstwa Niemieckiego nad Europą Środkową i jej eksploatację przez Niemcy, aneksję terytoriów zamieszkanych w większości przez ludność nieniemiecką oraz stopniową germanizację ludów podbitych.

Kaczyński przypomniał, że już wtedy zakładano, iż Polska "będzie niepodległa, tylko to będzie Polska całkowicie podporządkowana Niemcom, i do tego jeszcze Polska, która będzie pilnowana, żeby przypadkiem nie rozwinęła się na poziom niemiecki, europejski".

- I to, można powiedzieć, jest w tej chwili realizowane. I naszym świętym obowiązkiem, jest świętym obowiązkiem każdego polskiego polityka, jeżeli się chce nazywać polskim politykiem, no to jest przeciwdziałanie tego rodzaju sytuacji, przeciwstawienie się tego rodzaju polityce - oświadczył Jarosław Kaczyński.

Wskazał przy tym, na "charakter zmiany, jaka miała miejsce w Polsce i innych krajach, które były kiedyś komunistyczne". - Dzisiaj, ten raj dla byłych komunistów rzeczywiście może dla nich funkcjonować - ocenił.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy