Czechy jako pierwsze z państw kandydujących do Unii Europejskiej przystały na unijną ofertę ograniczeń w sprawie ziemi. Praga zgodziła się, by przez siedem lat po wejściu do wspólnoty, mieszkańcy Unii nie mogli swobodnie kupować ziemi rolniczej i leśnej. Wcześniej nasi południowi sąsiedzi domagali się 10-letniego okresu ochronnego. W zamian za ustępstwa, Unia Europejska przystała na czeski postulat utrzymania przez pięć lat restrykcji w nabywaniu tzw. drugich domów (np. domków letniskowych) przez obcokrajowców. Polska tymczasem domaga się rekordowo długiego, 18-letniego okresu przejściowego na nabywanie ziemi rolniczej. Unia zaś proponuje jedynie siedem lat. Dlaczego podczas wczorajszej rundy sytuacja negocjacyjna Polski jeszcze się pogorszyła? O tym w relacji brukselskiej korespondentki RMF FM, Katarzyny Szymańskiej-Borginon: A jakie stanowisko zajęła Polska w sprawie dostępu do unijnych rynków pracy? Choć negocjacje nie są wyścigiem - jak zapewnia się w Brukseli - to faktem jednak jest, że pod koniec roku nasza sytuacja negocjacyjna może się jeszcze bardziej pogorszyć. Unia nie wyklucza, że w grudniu poda datę członkostwa dla najlepiej przygotowanych krajów. Istnieje więc ryzyko, że wtedy Polska naprawdę wypadnie z pierwszej grupy kandydatów. Zdaniem polskiego głównego negocjatora, Jana Kułakowskiego nie powinniśmy mieć jednak kompleksów. Kułakowski przyznał, że na Polskę jest wywierana presja przez małe kraję, które szybko ustępują w negocjacjach z UE. Jednak zdaniem Kułakowskiego powinniśmy "zachować zimną krew" i ustępować tam, gdzie możemy ustąpić - w zamian za coś innego. Na razie jednak takich propozycji na stole negocjacyjnym nie ma.