Reklama

Reklama

Politycy o słowach przyszłej ambasador USA. "Mam nadzieję, że nie będzie sporu"

​"To są słowa, które w ogóle nie powinny paść. Szczególnie z ust kobiety, której w Polsce nie ma" - tak rzeczniczka PiS Beata Mazurek odniosła się do wypowiedzi przyszłej ambasador USA w Polsce. Georgette Mosbacher stwierdziła, że antysemityzm we wschodniej Europie został wywołany przez nowelizację ustawy o IPN. Mówiła także, że będzie namawiała polski rząd do przyjmowania uchodźców.

Zaskoczenia nie kryła Anna Maria Anders, pełnomocnik premiera ds. dialogu międzynarodowego. Uważa, że przyszła ambasador powiedziała to, co chciał usłyszeć amerykański Senat. Minister wierzy jednak, że ta postawa się zmieni, po przyjeździe Mosbacher do Warszawy.

- Mam nadzieję, że nie będzie sporu, że ona przyjedzie do nas, bo z tego co słyszałam to jest bardzo fajna babka - mówiła Anders.

Zdaniem Borysa Budki z PO to porażka polskiej dyplomacji, bo przyszła ambasador kwestionuje ważne dla partii rządzącej decyzje.

Jak widać, Amerykanie nie dają się nabrać na PiS-owską narrację - mówił.

Reklama

Sprawy nie chciał komentować ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych Piotr Wilczek, który był obecny dzisiaj w Warszawie. Na senackim korytarzu stwierdził, że ma urlop.

Mosbacher podczas przesłuchania w Senacie USA obiecała, że dołoży wszelkich starań, by polskie władze przyjęły uchodźców. Zaznaczyła także, że po przybyciu do Warszawy zamierza sprzeciwiać się wszelkich przejawom bigoterii i antysemityzmu.

Mosbacher odpowiadała też na serie pytań. Zapytana o wzrost antysemityzmu w Europie stwierdziła: Niestety został on wywołany przez prawo dotyczące Holokaustu, które Polska niedawno uchwaliła. Chodziło o nowelizację ustawy o IPN, która wywołała kontrowersje w amerykańskich i izraelskich środowiskach. Słowa Mosbacher wywołały zdziwienie wśród niektórych senatorów. Poproszona o doprecyzowanie stwierdziła, że będzie współpracować z Polską, by żadne ustawy nie wywoływały uprzedzeń. Nietolerancja w jakiejkolwiek formie jest nie do zaakceptowania- tłumaczyła kandydatka na ambasadora.

Korespondent RMF FM w Waszyngtonie Paweł Żuchowski donosi, że słowa te oburzyły przedstawicieli polskiej dyplomacji. Przebywający w Waszyngtonie wiceminister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki będzie chciał dziś poruszyć w czasie rozmowy z asystentem sekretarza stanu do spraw Europy i Eurazji Wessem Mitchellem kwestię skandalicznej wypowiedzi Mosbacher.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama