"Policzek wymierzony Polsce". Zawrzało w Kongresie USA, dowódca się tłumaczy
"Najlepszą opcją redukcji wojsk w Europie" dowódca amerykańskich sił lądowych gen. Christopher LaNeve nazwał anulowanie wysłania brygady pancernej do Polski. Mowa o czterech tysiącach żołnierzy, których część była już w naszym kraju. Republikański kongresmen Don Bacon ocenił, że to policzek wymierzony Polsce. Stacja CNN donosi, że ruch w tej sprawie podjął szef Pentagonu Pete Hegseth w ramach działań, które zapadły też wobec Niemiec.

W skrócie
- Dowództwo amerykańskich sił lądowych uznało anulowanie wysłania brygady pancernej do Polski za "najlepszy sposób" redukcji wojsk w Europie.
- Pentagon zdecydował o rezygnacji z rozmieszczenia czterech tysięcy żołnierzy amerykańskich w Polsce i planuje wycofanie pięciu tysięcy z Niemiec.
- Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz oświadczył, że nie ma decyzji o ograniczeniu obecności wojsk USA w Polsce, a relacje między Polską i Stanami Zjednoczonymi pozostają silne.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Dowódca amerykańskich sił lądowych (US Army) generał Christopher LaNeve został zapytany w piątek w Izbie Reprezentantów o kwestię odwołania planowanego wysłania pancernej brygadowej grupy bojowej (ABCT) do Polski.
Generał podczas wysłuchania na temat budżetu US Army powiedział, że dowództwo otrzymało instrukcję redukcji sił i uznało, że anulowanie wysłania brygady pancernej do Polski było "najbardziej sensowną opcją".
USA anulowały wysłanie brygady do Polski. Część była już w kraju
- My, szef dowództwa bojowego Dowództwa Europejskiego, generał Alexus Grynkewich otrzymaliśmy instrukcje dotyczące redukcji sił. Współpracowałem z nimi, ściśle konsultując i uznaliśmy, że najbardziej sensowne byłoby, aby ta brygada nie wysyłała swoich sił na teatr działań - powiedział LaNeve.
- Konsultowałem się z generałem Grynkewichem na temat różnych elementów znajdujących się w Europie, w sprawie tego, który byłby najrozsądniejszy, by to wstrzymać - mówił generał.
LaNeve, przepytywany przez członków komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów, potwierdził w Kongresie, że część brygady, przerzucanej do Polski, była już w kraju, a sprzęt był w tranzycie.
Pytani o termin podjęcia decyzji LaNeve i występujący obok niego sekretarz ds. sił lądowych Dan Driscoll odpowiadali raz, że zapadła ona "w ciągu ostatnich kilku dni", a potem, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni.
"Policzek wymierzony Polsce". Republikanin wprost o ruchu armii USA
LaNeve zapytany też został, czy Polska została poinformowana o podjęciu przez szefa Pentagonu decyzji o wstrzymaniu planowanego przerzutu brygady pancernej. - Nie wiemy - przyznał LaNeve. Nie potrafił też odpowiedzieć na pytanie, czy istnieją plany zastąpienia brygady w Polsce.
- Cóż, ja już znam odpowiedź, bo dzwonili do mnie wczoraj. Nie wiedzieli. Zostali zaskoczeni - odparł kongresmen republikanów Don Bacon. - To jedni z naszych najlepszych sojuszników i nie mieli pojęcia - irytował się.
- Nadal nie wiedzą, dlaczego brygada została wstrzymana. Nie wiedzą, czy to tylko zawieszenie, czy na stałe. Jesteśmy winni Polsce i naszym bałtyckim przyjaciołom, którzy są bardzo narażeni przez tę decyzję, lepsze wyjaśnienie - dodał.
Polityk - emerytowany generał US Army - ocenił, że jest to "policzek" wymierzony Polsce, ale też Kongresowi, bo decyzja sprzeczna jest z przepisami nakładającymi restrykcje dotyczące wycofania wojsk USA z Europy. Ocenił też, powołując się na własne doświadczenie, że decyzja została podjęta wbrew opinii dowódcy sił USA w Europie.
"Okropny sygnał". Oburzenie w Kongresie po decyzji Pentagonu
Przepytujący urzędników kongresmeni - szef komisji Mike Rogers (republikanin), wiceszef Adam Smith (demokrata) i Austin Scott (republikanin) zgodnie krytykowali decyzję i sposób jej podjęcia. Scott kwestionował też tłumaczenia Pentagonu, że nie była to decyzja podjęta w ostatniej chwili. - Nie widzę, jak to stwierdzenie może być prawdziwe - powiedział Scott.
- Poza szerszymi szczegółami, o których mówi generał LaNeve, jesteśmy w stałym kontakcie z OSW (biurem ministra wojny) i dowódcami polowymi (...) tego typu rozmowy trwają przez cały rok, każdego roku, a armia jest zawsze gotowa do przesunięć ludzi i rzeczy w oparciu o preferencje dowódców polowych i ministra wojny - odparł Driscoll.
Szef komisji Rogers zarzucił Pentagonowi, że po raz kolejny decyzję podjął wbrew prawnemu obowiązkowi konsultacji z Kongresem.
Decyzję krytykował też Joe Courtney z Partii Demokratycznej. - Nasi przeciwnicy zwracają na to uwagę i doceniam tę odpowiedź, ale szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby to odpowiadało obecnej sytuacji w Europie. I szczerze mówiąc, nie tylko nasi przeciwnicy zwracają na to uwagę, ale także nasi sojusznicy. Polska, gdzie miały zostać rozmieszczone siły, jest sojusznikiem, który wydaje 4,8 proc. PKB na obronność - powiedział kongresmen.
- Biorąc pod uwagę fakt, że administracja również odwołała lub wycofuje pięć tysięcy żołnierzy z Niemiec, przepraszam, ale uważam, że to okropny sygnał, bo nasi przeciwnicy i sojusznicy zwracają na to uwagę - dodał Courtney.
Brygada USA nie trafi do Polski. Mowa o czterech tysiącach żołnierzy
Agencja Reutera poinformowała w piątek, powołując się na dwóch amerykańskich urzędników, wypowiadających się anonimowo, że Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia czterech tysięcy amerykańskich żołnierzy do Polski.
Z kolei CNN podał, powołując się na źródła w resorcie wojny USA, że decyzja szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha o wstrzymaniu planowanej rotacji amerykańskiej brygady pancernej była częścią serii ruchów mających zredukować liczbę sił USA w Europie. 1 maja Pentagon zapowiedział wycofanie pięciu tysięcy żołnierzy z Niemiec.
Szef MON: Nie ma decyzji o ograniczeniu sił USA w Polsce
Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zapewniał w piątek, że "nie ma żadnych decyzji ograniczających obecność sił i środków amerykańskich w Polsce".
Jak dodał, sojusz między Polską a USA "jest naprawdę silny". - Polska na swoim terytorium ma zarówno stałą, jak i rotacyjną obecność wojsk amerykańskich - zaznaczył wicepremier.
- Wysunięte dowództwo V Korpusu w Poznaniu, dowództwo dywizji w Bolesławcu, bazy logistyczne we Wrocławiu, magazyny w Powidzu, czy bazy lotnicze w Łasku i w Powidzu, batalionowa grupa w Orzyszu, Redzikowo i tarcza antyrakietowa, to trwałe symbole obecności wojsk amerykańskich na polskiej ziemi. Nic w tej sprawie się nie zmienia - zapewniał Kosiniak-Kamysz.
Szef MON dodał, że polski rząd jest "w stałym kontakcie z głównodowodzącymi siłami amerykańskimi w Europie", a "rotacje, które następują, nie zmieniają strategii polityki państwa polskiego".
- Te decyzje, które państwo obserwujecie, wynikają z decyzji prezydenta Donalda Trumpa. Jasno wskazał o zmniejszeniu kontyngentu o pięć tysięcy w Niemczech. Żeby to wykonać, Pentagon podejmuje różnego typu działania. Czasem jedna brygada może być wstrzymana, żeby przyjechała na jej miejsce inna. One dotyczą zmniejszania nie obecności w Polsce, ale u innych partnerów europejskich - podkreślał.
Deklaracja Trumpa wobec Polski. Chodzi o żołnierzy z Niemiec
Kosiniak-Kamysz był pytany na późniejszym briefingu, czy nie obawia się, że Polska "oberwie rykoszetem" wobec polityki wycofywania wojsk amerykańskich z Europy. - Polska jest modelowym sojusznikiem. To jest bardzo często podkreślane - odparł szef MON.
Zauważył, że Polska w przeciwieństwie do innych państw w Europie współfinansuje utrzymanie żołnierzy amerykańskich na swoim terytorium. - To jest około 15 tys. dolarów na każdego żołnierza. Niektórzy każą płacić sobie za obecność amerykańskich żołnierzy na ich terytorium - zaznaczył szef MON.
- Prezydent Trump w obecności prezydenta Karola Nawrockiego powiedział, że nie zmniejsza się obecność amerykańska w Polsce, a możemy nawet rozmawiać o zwiększeniu. To jest ta wypowiedź sprzed tygodnia - zauważył szef MON.
Prezydent Karol Nawrocki informował wcześniej, że rozmawiał z prezydentem USA Donaldem Trumpem o relokacji amerykańskich żołnierzy z Niemiec. Mówił wtedy, że - jeśli taka będzie decyzja Trumpa - Polska jest gotowa ich przyjąć. Również premier podkreślił wcześniej, że jeżeli pojawi się jakakolwiek szansa na zwiększenie obecności amerykańskiej w Polsce, rząd i prezydent będą ze sobą w tej kwestii współpracować.
Prezydent USA Donald Trump jeszcze w miniony piątek mówił, że "mógłby" przerzucić wycofywane z Niemiec wojska do Polski.

















