Reklama

Reklama

Polacy znaleźli sposób na drożyznę. "Tysiąc nowych osób tygodniowo"

Iza, licząc nocami sklepowy towar, stara się nie myśleć o tym, że od lat ma pracę na etat i dyplom magistra w szufladzie. - 280 zł piechotą nie chodzi, więc cieszę się, że mogę dorobić - mówi kobieta. Patrycja, czekając na odzew pracodawców, nie zmierza wybrzydzać. - Ważne, by płacili dniówkami lub tygodniówkami, bo mam zwierzęta i potrzebuję pieniędzy "na już" - zaznacza dziewczyna. Popularność prac dorywczych bije właśnie rekordy. W ubiegłym miesiącu, tylko w jednym z serwisów z ogłoszeniami, liczba odsłon w kategorii praca dodatkowa, przekroczyła 3 miliony.

Iza skończyła administrację. Od kilku lat pracuje w branży meblarskiej. - Firma mała, ale zamówień sporo. Praca biurowa. Wrzucam ogłoszenia, robię wysyłki, odpowiadam na reklamacje. Dostaję 3,5 tys. zł na rękę. Mąż jest kierowcą. W domu dwoje dzieci. Wystarczało nam na życie i rachunki. Dziś przestało - opowiada Iza.

Największym obciążeniem stał się wzięty dwa lata temu kredyt na mieszkanie. Po podwyżkach stóp procentowych rata wzrosła prawie dwukrotnie. Pierwszy raz o pracy dorywczej Iza pomyślała we wrześniu. Dziś ma już za sobą dwie sklepowe inwentaryzacje.

Reklama

- Za jedną dostałam 130 zł, za drugą 150 zł na rękę. Może i niedużo, ale 280 zł piechotą nie chodzi. Cieszę się, że mogę dorobić - wyjaśnia kobieta. Osób takich jak Iza jest coraz więcej.

Praca dodatkowa. Tysiąc nowych osób tygodniowo, 3 mln wyświetleń ofert

Dariusz Łuczak jest administratorem facebookowej grupy "Praca Dodatkowa". - Grupa istnieje od ponad roku. Z miesiąca na miesiąc cieszy się coraz większym zainteresowaniem, co pokazuje, że kryzys sięga do kieszeni Polaków. Coraz więcej osób szuka chociaż małego "dorobku" - mówi Interii Dariusz Łuczak. Podkreśla, że sam jest tego doskonałym przykładem. - Robię w budowlance, mam małe dziecko i po godzinach pracuję, żeby godnie żyć - dodaje mężczyzna.

Ogromny wzrost zainteresowania dodatkowymi pracami widzi także Wojciech Kwiatkowski. Kilka lat temu założył na Facebooku "Czasoowkę" - sieć kilkudziesięciu grup pomagających łączyć pracodawców i pracowników zainteresowanych wykonywaniem prac dorywczych i w niepełnym wymiarze godzin.

- Na początku dołączało kilkanaście osób w tygodniu. Teraz tygodniowo przybywa nam tysiąc nowych użytkowników. Jeszcze we wrześniu "Czasoowka" liczyła 60 tys. osób. Dziś to już 70 tys. Ludzie ewidentnie szukają dodatkowych pieniędzy - mówi Wojciech Kwiatkowski.

To skłoniło Kwiatkowskiego do pewnej zmiany. Od września "Czasoowka", oprócz projektu na FB, stała się także pełnoprawną agencją pośrednictwa pracy.

Duży skok widać też w serwisach ogłoszeniowych. - W październiku aż 54 proc. więcej użytkowników niż przed rokiem poszukiwało możliwości dodatkowego zarobku. Sama liczba odsłon w kategorii praca dodatkowa w minionym miesiącu przekroczyła 3 miliony - mówi Interii Łukasz Borowicz, Brand & PR Manager OLX Praca, podkreślając, że w dobie dwucyfrowej inflacji coraz więcej osób szuka dodatkowych sposobów na zarobek.

Kobiety chcą dorabiać w zawodzie, mężczyźni - żeby praca była dobrze płatna

Kto i czego szuka? - Dodatkowej pracy szukają głównie kobiety. Szczególnie te zatrudnione np. w sektorach administracyjnych i księgowych - mówi Anna Sudolska, ekspert rynku pracy, IDEA HR Group. - Pytają nas o dodatkowe zlecenia lub o możliwość pracy na cząstki etatu w innych firmach. Co ważne, zwykle zależy im na pracy w zawodach pokrewnych ich wykształceniu - wyjaśnia nasza rozmówczyni.

Ekspertka wskazuje, że panowie dodatkowej pracy szukają rzadziej. - A jak już szukają, to generalnie jest im wszystko jedno, co to będzie za praca, byle była dobrze płatna i pozwalała im elastycznie dopasować nowy grafik do dotychczasowych zobowiązań - zaznacza Anna Sudolska.

Obserwacje te potwierdzają dane "Czasoowki". - Tylko w warszawskiej grupie mamy 23 tys. osób. 70 proc. z nich to kobiety. Najliczniejsze grupy wiekowe to 18-24, 25-34 i 35-44. Widzimy, że są osoby, które łapią po kilka zleceń - mówi Wojciech Kwiatkowski.

Wachlarz ofert? Bardzo szeroki. - Pojawia się coraz więcej prac pomocniczych, typu proste prace produkcyjne, albo praca w sklepie. Gastronomia się zdarza, ale nie tak często. Sporo jest opieki nad osobami starszymi, ale głównie liczenie towaru, bo to świetna praca na jeden wieczór, żeby podreperować prywatny budżet - wyjaśnia założyciel "Czasoowki".

Do tego hostessy, hości, statyści, przebieranie się za maskotki. Teraz zostać można na przykład aniołkiem w galerii. Wynagrodzenie: od 20 do 30 zł za godzinę, plus premia.  

- Jest z czego wybierać. Wypełnianie płatnych ankiet, sprzedaże katalogowe, pomoc domowa, opieka nad dziećmi i osobami starszymi, praca na weekend. Każdy znajdzie coś dla siebie - mówi Dariusz Łuczak, administrator grupy "Praca Dodatkowa".

"Pracy szukam pilnie. Ważne, by dawali tygodniówki"

Łukasz Borowicz z OLX Praca podkreśla, że oferty pracy dodatkowej systematycznie zwiększają swój udział w całkowitej liczbie ogłoszeń. - Największy wzrost możliwości dodatkowego zarobkowania obserwujemy w kategorii "Marketing i PR". Tylko w październiku ofert pracy dodatkowej przybyło tu o blisko 40 proc. rok do roku oraz 22 proc. miesiąc do miesiąca. Choć warto zwrócić uwagę, że w tej kategorii wiele ofert dotyczy prac realizowanych na potrzeby marketingowe, a nie są bezpośrednio związane z samym marketingiem czy PR-em. Oferty często opisywane są jako "praca zdalna bez wychodzenia z domu, 3h dziennie" - wyjaśnia Łukasz Borowicz.

Nie wszyscy widzą się jednak w takiej pracy. Patrycja uczy się w ostatniej klasie technikum turystycznego. "Gastronomia, dzieci, magazyn, sklep" - wymienia jednym tchem branże, w których chciałaby znaleźć zajęcie. Dodatkowe, ale najlepiej regularne. - Wszystko jedno, byle nie było zbyt wymagające fizycznie i dało się to połączyć ze szkołą - tłumaczy Patrycja.

W swoim ogłoszeniu pisze: "Pracy szukam pilnie". - Mieszkam z dziadkami. Wszystko tak podrożało. A ja mam na utrzymaniu zwierzęta. To też są koszty. Dlatego zależy mi na pracy, w której będą dniówki albo tygodniówki. Żeby ten pieniądz od razu się pojawiał - zaznacza Patrycja.

Polacy w kryzysie. Nadgodziny albo zmiana pracy

Wzrost zainteresowania pracą dodatkową zauważają także sami pracodawcy. - Odnotowujemy wzrost zgłoszeń od pracodawców, że ich pracownicy szukają dodatkowych etatów lub są chętniejsi do pracy ponad standardowe godziny pracy. Pracodawcy zwykle są w tym przypadku elastyczni, muszą być bowiem świadomi, że bez regularnej waloryzacji wynagrodzeń ich pracownicy będą szukać dodatkowej pracy lub takiej, która będzie lepiej płatna - mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Dorota Siedziniewska-Brzeźniak, ekspert rynku pracy, prokurent firmy rekrutacyjnej IDEA HR Group dodaje, że są i tacy, których niespinający się budżet zmotywował do odważniejszych kroków.

- Część kandydatów nie tyle szuka pracy dodatkowej albo bierze nadgodziny, co decyduje się na zmianę pracy. To zjawisko funkcjonowało zawsze, ale teraz zmienia się motywacja. Do tej pory zmieniający pracę, prócz wynagrodzenia, brali także pod uwagę możliwość rozwoju, wyższe stanowisko, kulturę organizacji pracy. Teraz zauważamy, że gros kandydatów decyduje się na zmianę pracodawcy głównie w kontekście zmiany wynagrodzenia - mówi Dorota Siedziniewska-Brzeźniak, ekspert rynku pracy, prokurent firmy rekrutacyjnej IDEA HR Group.

Zobacz też: Powrót do biur? Polacy chcą elastyczności w pracy

"Ludzie się wstydzą, że muszą dorabiać"

Wojciech Kwiatkowski, mówiąc o popularności pracy dorywczej wśród Polaków, zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. - My na naszych grupach chcemy też odczarować pracę dorywczą. Ludzie się wstydzą tego, że muszą pracować. Wiele osób zakłada konta tylko po to, żeby znaleźć pracę i potem je szybko usuwa, bo boją się, że ich znajomi zobaczą, że potrzebują pieniędzy. My staramy się z tym walczyć. Bo to, że ludzie chcą dorobić, są zaradni, tylko dobrze o nich świadczy - mówi Wojciech Kwiatkowski, właściciel agencji pracy tymczasowej i sieci grup na FB "Czasoowka".

Iza o tym, że nocami jeździ na inwentaryzacje, powiedziała tylko mamie. - Bo czym tu się chwalić? Cieszę się, że są pieniądze, ale nie zliczę, ile razy pytałam siebie: no i po co ci te studia, skoro musisz dorabiać? Ale takie czasy, że dyplom nie ma znaczenia, kiedy rata wzrosła dwukrotnie - dodaje.

W tym tygodniu spędzi na inwentaryzacji dwie noce. - Tym razem jedzie też ze mną mój mąż. Jeszcze kilka takich wyjazdów i na ratę wystarczy - dodaje kobieta. Martwi się tylko tym, żeby po zarwanych nocach dali z mężem radę w pracy etatowej.  

- Praca w zbyt wysokim wymiarze godzin będzie prowadziła do spadku efektywności oraz do wypalenia zawodowego - przestrzega Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. - Nie jest możliwe, by pracownik dobrze i efektywnie wykonywał swoje zobowiązania, pracując 16 godzin na dobę. Nawet najzdolniejszy programista, najzręczniejszy kierowca czy najbardziej wytrzymała kasjerka, ma swoją granicę wydolności - dodaje prezes szczecińskiej izby.

Irmina Brachacz

Irmina.brachacz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy