Chorwacja, otwiera się w nowym oknie dołączyła 1 stycznia do strefy euro. Stała się 20. krajem, który przyjął wspólną walutę. Następna w kolejce jest Bułgaria, otwiera się w nowym oknie, która deklaruje gotowość do tego kroku w 2024 r. Rumunia, otwiera się w nowym oknie ma to zrobić w 2029 r., a Dania, otwiera się w nowym oknie, która jako jedyna z pozostającej poza euro siódemki ma traktatową zgodę na utrzymanie własnego pieniądza, de facto ma euro, ponieważ utrzymuje niemal sztywny kurs walutowy i podąża za polityką Europejskiego Banku Centralnego, otwiera się w nowym oknie (EBC).
Przyjęcie euro to wybór polityczny
Od kilkunastu tygodni Chorwaci żyją dyskusją związaną z podwyżkami cen. Do największych doszło w ciągu dwóch ostatnich miesięcy 2022 r. Handlowcy przewidzieli wprowadzenie w życie zakazu podnoszenia cen i postanowili nie czekać na decyzje polityków.
Zjawisko, z którym mają do czynienia Chorwaci, było widoczne z różną intensywnością także w innych krajach, które w przeszłości zdecydowały się na przyjęcie euro. Po krótkotrwałych wahaniach ceny z reguły wracały do "normalnych" wartości.
Chorwaccy eksperci wskazują, że wprowadzenie euro to poza kwestiami gospodarczymi i nadzieją na obniżenie inflacji, decyzja czysto polityczna, obliczona na zwiększenie głosu Zagrzebia w Brukseli, otwiera się w nowym oknie w sytuacji coraz bardziej integrującej się Unii Europejskiej, otwiera się w nowym oknie.
Eksperci zwracają uwagę, że większość państw buduje sojusze wokół uczestnictwa w strefie euro. Stanowiska wypracowywane są w ramach eurogrupy, gdzie nie ma Polski, ponieważ nie przyjęliśmy jeszcze euro.
W ten sposób państwa pozostające poza strefą euro osłabiają swoją pozycję polityczną w kluczowych dla nich sprawach gospodarczych. Zwolennicy przyjęcia wspólnej waluty wskazują, że wejście do euro byłoby niczym kolejna kotwica, która wiązałaby silniej nasz kraj z Unią Europejską po ostatnich latach sporów rządu z Brukselą, a tym samym ograniczałaby ryzyko polexitu - zostawiając na boku dyskusję o jego realności.
Chorwacja w strefie euro ożywia dyskusję w Polsce
Przyjęcie przez Chorwację euro ożywiło nieco dyskusję w Polsce. W trakcie ubiegłotygodniowego wywiadu w Radiu Zet lider Polski 2050, otwiera się w nowym oknie Szymon Hołownia, otwiera się w nowym oknie stwierdził, że "wprowadzenie euro sprawiłoby m.in., że mielibyśmy dzisiaj dużo niższe kredyty".
Według posła Marka Sawickiego, otwiera się w nowym oknie (PSL, otwiera się w nowym oknie) Polska na razie nie spełnia warunków do zmiany waluty na euro, bo - jak mówił - "PiS, otwiera się w nowym oknie sprowadził nas do takiego poziomu gospodarczego, że na chwilę obecną nie jest to możliwe".
Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński oświadczył w czwartek, że przyjęcie euro w Polsce byłoby głęboko szkodliwe i oznaczałoby radykalny spadek tempa wzrostu gospodarczego.
Jak mówił, przyjęcie euro w Polsce mogłoby odpowiadać "najbogatszym, którzy mają nieruchomości, inwestują oraz wydają pieniądze za granicą".
- Wprowadzenie euro oczywiście nie rozwiązałoby wszystkich problemów gospodarczych, jednak rozwiązałoby ich wystarczająco dużo, żeby przyspieszyć wzrost gospodarczy kraju i zauważalnie poprawić jakość życia Polaków - podkreśla w rozmowie z Interią dr Krzysztof Biegun z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, otwiera się w nowym oknie.
Nasz rozmówca dodaje, że "pozostając poza eurozoną, ponosimy coraz większe koszty. My, czyli polska gospodarka, rząd i - co najważniejsze - my i nasze rodziny".
Biznes za przyjęciem euro
Przystępując do UE, Polska zobowiązała się do wprowadzenia euro. Z najnowszego sondażu IBRiS dla radia Zet wynika, że 64,2 procent Polaków jest przeciw przyjęciu euro przez nasz kraj, a 24,5 proc. ankietowanych chce zastąpienia złotego wspólną europejską walutą.
W Polsce przez lata dominował silny pogląd, że w obliczu możliwych kryzysów - po globalnym finansowym i europejskim zadłużeniowym - lepiej zachować własną politykę pieniężną i płynny kurs jako stabilizatory ułatwiające w razie kłopotów odzyskanie równowagi gospodarczej.
Jednak wojna, wysoka inflacja, słabość złotego - to czynniki, które przyczyniły się w ostatnich miesiącach do ożywienia dyskusji dotyczącej wspólnej waluty.
Tradycyjnie zwolennikami dołączenia do eurozony są przedsiębiorcy. Około 54 proc. szefów średnich i dużych firm chciałoby, aby Polska zamieniła złotego na euro - wynika z ubiegłorocznych badań International Business Report prowadzonych przez firmę doradczą Grant Thornton. 33 proc. wolałoby zostać przy złotym, a 13 proc. nie ma przesądzającego zdania w tej kwestii.
Poparcie dla wspólnej waluty na poziomie 54 proc. to najwyższy wynik od 2018 r. i wyraźnie wyższy niż w dwóch ostatnich latach, gdy było ono rekordowo niskie.
Korzyści z przyjęcia euro: Mniejsze stopy procentowe i tańsze kredyty
Dr Biegun podkreśla, że w Polsce mamy znacznie wyższe stopy procentowe niż strefa euro. - I nie chodzi tylko o oficjalne stopy procentowe banku centralnego, te mało kogo faktycznie interesują - dodaje nasz rozmówca.
- Mamy znacznie wyższy poziom rynkowych stóp procentowych, a więc kosztów kredytów dla firm i gospodarstw domowych. Obecnie koszt nowo zaciągniętych kredytów hipotecznych w strefie euro rzadko kiedy przekracza 3 proc. Podobnie jest z kredytem odnawialnym dla przedsiębiorstw - zwraca uwagę dr Biegun.
Nasza rozmówca wskazuje, że polski rząd, emitując obligacje np. pięcioletnie, musi zapłacić inwestorom ponad 6 proc., podczas gdy np. znacznie bardziej zadłużeni Włosi mogą pożyczać na 3,6 proc., a Grecy na 3,3 proc., a to przekłada się na koszty obsługi zadłużenia.
- Według optymistycznych prognoz z wieloletniego planu finansowego państwa, koszty obsługi polskiego długu mają wzrosnąć z ok 30 mld złotych w 2021 do 50 mld w 2022 r. oraz do 68 mld w 2023 r. Wzrost kosztów byłby znacznie niższy w strefie euro, a zaoszczędzone pieniądze moglibyśmy przeznaczyć na tak potrzebne inwestycje w sektor energetyczny, zakup technologii czy modernizację armii.
Zobacz również:
Przeciwnicy euro: Warto zachować kontrolę nad własną walutą
Argumenty przeciwko dołączeniu do strefy euro prezentuje od lat były wiceminister finansów i jeden z architektów tzw. planu Balcerowicza, otwiera się w nowym oknie. Stefan Kawalec w książce "Paradoks euro. Jak wyjść z pułapki wspólnej waluty?" napisanej wraz z ekonomistą dr Ernestem Pytlarczykiem przekonuje, że strefa euro w przeciwieństwie do politycznych korzyści z integracji europejskiej przynosi więcej problemów niż pozytywów. Na zmianę opinii Kawalca nie wpłynął kryzys inflacyjny.
Kawalec podkreśla, że nie bagatelizuje argumentów politycznych w sprawie euro, a przynależność do UE to być albo nie być dla przyszłości cywilizacyjnej i gospodarczej Polski. Nasz rozmówca podkreśla jednak, że nie można lekceważyć gospodarki. - Powinniśmy mieć własną walutę, bo jest ona amortyzatorem dla tego, co się dzieje w gospodarce - dodaje.
Kawalec zwraca uwagę, że wbrew błędnie uproszczonemu poglądowi, korzyść z posiadania własnej waluty nie polega na tym, że rząd i bank centralny mogą manipulować i ciągle osłabiać kurs walutowy. Istotne jest samoczynne dostosowanie kursu walutowego, które następuje w znacznej mierze niezależnie od woli władz monetarnych.
Ważne jest zarówno umacnianie się kursu w czasie boomu jak i jego osłabienie w czasie kryzysu. Jeżeli w sytuacji dobrej koniunktury nie następuje umocnienie kursu walutowego, bo kraj nie ma własnej waluty lub kurs walutowy jest sztywny, to rośnie inflacja i następuje to, co ekonomiści nazywają realną aprecjacją waluty. Realna aprecjacja osłabia konkurencyjność gospodarki, której przywrócenie bez własnej waluty jest zadaniem karkołomnym i może wiązać się z kilkuletnią recesją. W kraju z własną walutą nadmierna nominalna aprecjacja kursu może również osłabić konkurencyjność gospodarki, lecz w takim przypadku przywrócenie konkurencyjności może później łatwo nastąpić przez nominalne osłabienie waluty.
Najkrócej tłumacząc, w przypadku posiadania własnej waluty można obniżać jej wartość, a przynajmniej wpływać na zmniejszenie jej wartości wobec ważnych partnerów handlowych. Przekłada się to na korzyści gospodarcze. Dzięki obniżeniu wartości rodzimej waluty towary produkowane w kraju mającym własną i słabszą walutę są tańsze. Dzięki temu można zwiększać eksport, a hamowany jest relatywnie droższy import.
- Rzecz w tym, że przy braku amortyzatora w postaci elastycznego kursu walutowego w przypadku kryzysu kraj może być zmuszony do niezmiernie bolesnego dostosowania. Jeśli w przypadku utraty konkurencyjności ratunkiem nie może być dostosowanie kursu walutowego, to wyjścia są dwa: albo długoterminowe bezrobocie, otwiera się w nowym oknie, albo emigracja.
Kawalec zwraca uwagę, że pouczający może być przypadek Łotwy, otwiera się w nowym oknie, której PKB w latach 2008-2010 spadło o 21 proc. i w krótkim czasie kraj opuściło 10 proc. populacji. - Doświadczenie pokazuje, że niewielkie państwa są często w stanie znosić wstrząsy, które są nie do pomyślenia dla dużych gospodarek, takich jak chociażby Polska - dodaje.
Problemy peryferyjnej waluty. Niestabilność kursu
W przeszłości niejednokrotnie zdarzało się, że lokalna, dewaluowana waluta faktycznie amortyzowała szoki, ale dzieje się tak do pewnych granic. Są nimi wysoka inflacja, która jest zabójcza dla gospodarki i stabilności finansowej. W Polsce obserwujemy skutki takiej polityki od wielu miesięcy w wydaniu NBP, otwiera się w nowym oknie.
- Kolejnym problemem, który zostałby rozwiązany dzięki wprowadzeniu euro, są wahania kursu złotego wobec walut naszych partnerów handlowych - zwraca uwagę dr Biegun.
Według naszego rozmówcy ostatnie lata pokazały, że płynny kurs walutowy zamiast być czynnikiem stabilizującym gospodarkę po wystąpieniu szoków makroekonomicznych coraz częściej sam jest źródłem takich szoków.
- Gwałtowne osłabienie naszej waluty, które miało miejsce w czasie pandemii czy po napaści Rosji na Ukrainę, było tylko przyczyną dalszych problemów gospodarki, przedsiębiorców i konsumentów. Nie tylko obywatele realnie biednieją za każdym razem, kiedy złoty osłabia się z powodu zdarzeń zachodzących w światowej gospodarce. Biednieje i rząd, który, dysponując słabszym złotym, może kupić mniej towarów i usług na rynku światowym. A zakupów za granicą będzie miał coraz więcej, od wydatków na modernizację armii, po zakup technologii związanych z budową elektrowni atomowej - dodaje dr Biegun.
Z euro bezpieczniej
Na ile realne są szanse dołączenia Polski do strefy euro, aby ochronić gospodarkę przed wstrząsami? Kraj chcący dołączyć do eurozony musi powiązać rodzimą walutę z euro w ramach mechanizmu ERM II (uważany za przedsionek do strefy euro) na przestrzeni dwóch lat oraz pilnować, aby wahania kursu nie były zanadto dynamiczne w żadną ze stron. Kurs, jakim wiąże się walutę w mechanizmie, jest negocjowany z Komisją Europejską oraz EBC.
- W warunkach postępującej integracji rynków (i nie chodzi tylko o integrację rynku polskiego z rynkami innych państw UE, ale także o procesy globalne) polityka pieniężna prowadzona przez kraj o małej, otwartej gospodarce (jak Polska) jest coraz mniej skuteczna - przekonuje dr Biegun.
Podkreśla on, że autonomia Rady Polityki Pieniężnej, otwiera się w nowym oknie jest realnie w znacznym stopniu ograniczona. - W warunkach otwartej gospodarki, wymienialnej waluty i płynnego kursu złotówki, nasz bank centralny nie prowadzi autorskiej, niezależnej polityki pieniężnej, tylko coraz częściej musi naśladować to, co robią główne banki centralne świata - podkreśla.
- Nie jest szczególnie istotne, czy polityka pieniężna w Polsce okazała się dramatycznie nieskuteczna w realizacji swojego podstawowego celu - walce z inflacją - z powodu globalnych procesów zachodzących w gospodarce światowej, czy dlatego że zapomnieliśmy, jak się to robi. Skoro narzędzie jest nieskuteczne lub nie umiemy go używać - po co ponosić gigantyczne koszty jego utrzymywania? RPP będzie coraz częściej przyjmować postawę "wait and see" (poczekamy i popatrzymy co się stanie) - podkreśla dr Biegun.
- Patrzmy i czekajmy, ale w burzliwych czasach taniej i bezpieczniej będzie czekać z euro w kieszeni - przekonuje ekspert.
Polska nie spełnia kryteriów w sprawie przyjęcia euro
Z taką argumentacją nie zgadza się Stefan Kawalec.
- Dysponujemy już ponad 150-letnim doświadczeniami funkcjonowania systemów tzw. currency board, które wprowadzono w ponad 70 krajach, aby się uwolnić się od ryzyka i niepewności wahań kursu walutowego. W systemie currency board utrzymywany jest sztywny kurs walutowy wobec waluty jakiegoś dużego kraju czy obszaru, np. funta, dolara czy euro. System sprawdził się w dziesiątkach bardzo małych otwartych gospodarek, ale już nie w tych większych. Sztandarowym przykładem większego kraju, który próbował rozwiązać w ten sposób swoje problemy gospodarcze, była Argentyna, otwiera się w nowym oknie, mająca populację podobnego rzędu co Polska. System currency board działał tam ponad dekadę, lecz zakończył się wielką katastrofą w 2002 r. - podkreśla nasz rozmówca.
Wejścia do strefy euro domagają się polskie organizacje przedsiębiorców, którym niestabilność narodowej waluty dała się silnie we znaki. Jedni chcą przyjęcia euro jak najszybciej, inni mówią o dacie granicznej 2030 r. - świadomi, że w ostatnich latach silnie oddaliliśmy się od kryteriów wejścia do strefy, zwłaszcza w zakresie inflacji i stopy procentowej.
W ostatnim raporcie dotyczącym konwergencji z 2020 r. Komisja Europejska, otwiera się w nowym oknie wskazuje, że Polska obecnie nie wypełnia ani wymogów związanych z legislacją, ani niektórych spośród innych kryteriów.
W praktyce Polska nie spełniłaby przynajmniej dwóch z pięciu kryteriów traktatu z Maastricht - inflacji i długoterminowych stóp procentowych.
I chociaż są one obecnie poluzowane z powodu skutków gospodarczych pandemii COVID-19, wypełnienie ich i tak potrwałoby co najmniej kilka lat. W tej sytuacji wola dołączenia do strefy euro byłaby raczej gestem politycznym, z którym i tak musiałyby się mierzyć kolejne rządy.




















