Reklama

Reklama

PiS dzieli kasę i stawia warunki koalicjantom

Zarówno Jarosław Gowin jak i Zbigniew Ziobro chcą, żeby PiS uwzględnił ich partie przy podziale pieniędzy z subwencji, które do tej pory zasilały wyłącznie konto ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. - Propozycja podziału subwencji nie wyszła od koalicjantów, ale samego PiS-u. Wiąże się to jednak z samodzielnym startem w następnych wyborach – mówi nam źródło zbliżone do ministra sprawiedliwości.

O podziale subwencji pomiędzy PiS, a jego koalicjantów jako pierwszy napisał portal polityka.pl. Z jego informacji wynika, że Solidarna Polska oraz Porozumienie chcą dla siebie po 2 mln zł. To niewiele, bo w związku z rekordową frekwencją PiS zgarnia obecnie ponad 23 mln zł rocznie.

Szkopuł w tym, że żeby podzielić się pieniędzmi, trzeba znowelizować ustawę o partiach politycznych. Obecnie wypłacane w kilku transzach w ciągu kadencji środki przypadają ugrupowaniu Jarosława Kaczyńskiego, bo PiS stanął do wyborów jako komitet, a nie koalicja trzech ugrupowań.  

Reklama

Jak usłyszeliśmy od polityków Zjednoczonej Prawicy, propozycja podziału wyszła z Nowogrodzkiej. Koalicjanci PiS są zadowoleni, bo chodzi o miliony, z których będzie można finansować kolejną kampanię wyborczą. - Kiedy coś oferujesz, możesz dać mniej - tłumaczy nam osoba znająca kulisy negocjacji. Nasz rozmówca zwraca uwagę, że problemem dla koalicjantów PiS może się okazać zebranie podpisów podczas rejestracji list.

Pod listą w danym okręgu powinno się podpisać co najmniej 5 tys. osób zamieszkujących dany okręg wyborczy. Okręgów jest 41, ale jak przed ostatnimi wyborami podawała "Gazeta Prawna", jeśli dany komitet zgłosił listy w połowie okręgów (co najmniej w 21 - red.), kolejne mógł zgłaszać już bez podpisów.

- To ciężka praca, ale do zrobienia. Dla Gowina jest trudniej, bo nie będzie tak łatwo mógł zbierać przez koła Radia Maryja. A Ziobro tak. Tam zbiera się bardzo szybko - mówi informator Interii. - Zresztą, polskie prawo pozwala poprzeć kilka partii, więc można jednocześnie zbierać dla Solidarnej Polski, Porozumienia i PiS - dodaje.

Jeszcze w środę wieczorem negocjacje związane z nową umową koalicyjną Zjednoczonej Prawicy rozbijały się m.in. o personalia. Chodzi o obsadę ministerstw oraz urzędów wojewódzkich. - Są różne koncepcje. Jedna jest taka, żeby wiceministrowie koalicjantów byli w resortach, które oni pełnią. Druga zakłada przemieszanie polityków - słyszymy. Jak już pisaliśmy, zarówno Porozumienie jak i Solidarna Polska mogą liczyć na 2-3 wiceministrów i taką samą liczbę wicewojewodów.

Jakub Szczepański  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy