Reklama

PiS chce zmienić Kodeks wyborczy. Idzie po "wsie kościelne”

Dużo większa liczba obwodowych komisji wyborczych, łatwiejszy dostęp do lokalu wyborczego i bezpłatny transport dla seniorów - to główne założenia projektu zmiany ustawy Kodeksu wyborczego zaproponowanego przez PiS. - To rewolucyjne zmiany - nie ma wątpliwości prof. Jarosław Flis. Czy PiS w ten sposób chce walczyć o swojego wyborcę na wsi? - To proobywatelskie rozwiązanie, a nie wyłącznie w interesie politycznym - przekonuje poseł Marek Ast.

PiS zamierza zmienić prawo wyborcze. Nie będzie jednomandatowych okręgów wyborczych, nie będzie też zmiany liczby i wielkości okręgów, o czym spekulowano od wielu miesięcy. Prawo i Sprawiedliwość stawia na rozwiązania prostsze, a jednocześnie odpowiadające na głos Jarosława Kaczyńskiego.

Prezes PiS, objeżdżając Polskę w październiku, zdradził wstępne plany partii rządzącej, które dziś mają odbicie w konkretnym projekcie. Kaczyński mówił tak: - Mamy 28 tysięcy okręgów wyborczych. My chcielibyśmy, żeby było ich więcej, bo w niektórych miejscach do lokalu wyborczego jest kawał drogi. W związku z tym w mniejszych miejscowościach będzie można stworzyć jeszcze parę tysięcy takich punktów, szczególnie w tak zwanych "wsiach kościelnych". Żeby ludzie, którzy wychodzą z kościoła, nie musieli się nadto trudzić, aby dotrzeć do lokalu wyborczego.

Reklama

I to kluczowy element zmiany zaproponowanej w Kodeksie wyborczym. Na czym ona polega? Do tej pory tzw. stały obwód głosowania powinien obejmować od 500 do 4000 wyborców. Projekt obniża ten próg bardzo wyraźnie - według propozycji PiS definicja stałego obwodu będzie się rozpoczynać od 200 wyborców. A to zmiana rewolucyjna, bo dzięki niej na polskiej mapie wyborczej powstaną tysiące nowych komisji wyborczych. Zmiany odczuje w zasadzie każdy, bo może się zdarzyć, że w danej gminie nie będzie już 15 lokali wyborczych, ale np. 22. Założenie jest takie, że komisji będzie więcej, a dzięki temu wyborca będzie miał bliżej do lokalu. A to, jak zakładają wnioskodawcy, ma go zachęcić do oddania głosu.

Flis: Problem rozwiązywany "od góry"

Tyle tylko, że w miastach ten problem jest marginalny, bo obwodowych komisji jest naprawdę sporo. Kłopot dotyczy głównie terenów wiejskich, a szczególnie "wsi kościelnych", o których mówi Kaczyński. Niektóre gminy są rozległe terytorialnie, ale ich gęstość zaludnienia jest niska. Wobec tego dość często zdarzało się, że do lokalu wyborczego potencjalny wyborca miał za daleko. A to zniechęcało go do pójścia do urny.

- Próbuje się problem rozwiązać od góry, jak zwykle nie mając zaufania do tego, co dzieje się na dole, w gminach. Te widełki są przede wszystkim luźne, bo jeżeli są uzasadnione powody, to przy obecnych przepisach gmina może zrobić więcej komisji, nie patrząc na tę liczbę 500 wyborców. Gmina Jeżów w pow. brzezińskim ma wszystkie komisje poniżej limitu. A w skali kraju jest takich komisji więcej niż co dziesiąta - mówi Interii prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Proponowane zmiany mają sprawić, że komisji wyborczych będzie więcej, a tym samym poprawi się frekwencja. Zresztą w uzasadnieniu projektu słowo "profrekwencyjny" pojawia się kilka razy. W projekcie brakuje natomiast wyliczeń i odpowiedzi na pytania: jak bardzo ma wzrosnąć frekwencja, ile wszystkie zmiany będą kosztować, a także choćby ile nowych komisji powstanie, a co za tym idzie, ilu członków komisji będzie potrzebnych.

- To jest wielka, rewolucyjna zmiana, a w ogóle nie ma szacowanego kosztu. Dziś jest na wsi ok. 15 tys. komisji, a może dojdzie do tego 30 tys. nowych? Nie wiemy, czy taka kalkulacja została przeprowadzona, bo nie jest dołączona do projektu - dodaje prof. Flis. Gdy pytamy go o jego szacunki dotyczące liczby nowych komisji, rozkłada ręce.

- Nie mam pojęcia, bo przyjrzałem się dwóm przypadkom. W gminie Dębno w pow. brzeskim na 11 komisji przybędą maksymalnie dwie nowe. W Dziadowej Kłodzie w pow. oleśnickim z trzech komisji zrobi się dziewięć. Sytuacja może być naprawdę różna - podkreśla.

Polityk PiS: Chodzi o tereny wykluczone

Odpowiedzi na to pytanie szukaliśmy też w obozie władzy. Zapytaliśmy posła Marka Asta, który jest wnioskodawcą tego projektu, ile nowych komisji powstanie.

- Wszystko będzie zależało od zapotrzebowania. Na dziś trudno to oszacować, ale może to być 20-25 proc. obwodowych komisji wyborczych więcej niż do tej pory. Głównie chodzi o tereny wykluczone, gdzie komunikacyjnie jest kiepsko i kłopot z dotarciem do lokalu jest duży - mówi nam poseł Ast.

Projekt zakłada też inne zmiany. Jedną z nich jest nowy obowiązek dla wójtów gmin dotyczący organizacji bezpłatnego transportu do lokalu wyborczego dla osób z niepełnosprawnościami, chorych i starszych (60+). Koszty ma pokryć wojewoda.

Krótko mówiąc, proponowany projekt zakłada, że komisji wyborczych będzie dużo więcej niż dotąd, również w miejscach trudniej dostępnych (choć nie wiadomo, ile ich powstanie), a z lokalizacji najbardziej wykluczonych komunikacyjnie seniorzy będą dowożeni do lokali wyborczych. Takie rozwiązanie ma sprawić, że podział między miastem a wsią w kwestii dostępu do komisji wyborczej zostanie zasypany.

PiS wygrywa wybory na wsi

Natychmiast po ogłoszeniu projektu część polityków opozycji krytykowała te rozwiązania mówiąc, że Prawo i Sprawiedliwość chce ułatwić dostęp do głosowania głównie w tych miejscach, w których może liczyć na swój elektorat. PiS wygrywało bowiem od 2015 roku wszystkie wybory na wsi. W 2015 roku z wynikiem 46,8 proc., w 2019 roku z wynikiem 56,2 proc., a w wyborach prezydenckich Andrzej Duda zgarnął 63,2 proc. głosów wsi. Dla porównania PO/KO w wyborach parlamentarnych zdobywała na wsi kilkanaście procent głosów.

Posła Asta zapytaliśmy wprost, czy przez te zmiany PiS chce utrwalić swój elektorat na wsi.

- Każde rozwiązanie profrekwencyjne jest przede wszystkim rozwiązaniem prodemokratycznym. Zwiększenie liczby lokali w dużych miastach też spowoduje, że większa liczba wyborców pójdzie do głosowania. To proobywatelskie rozwiązanie, a nie wyłącznie w interesie politycznym - przekonuje Ast.

- Trochę to wygląda tak, jak z przesunięciem wyborów samorządowych, że strach zagląda PiS w oczy. Kiedy miało się dobre sondaże, to nikt się nie przejmował takimi problemami. Kiedy sondaże się popsuły, odbywa się nerwowe poszukiwanie jakichś rezerw. Byłoby niedobrze, gdyby te nerwowe działania doprowadziły do rozwiązań kompletnie nieskutecznych, takich jak wprowadzone pięć lat temu podwójne komisje, które właśnie się likwiduje - konkluduje prof. Flis.

Co jeszcze może się zmienić?

Tymczasem w projekcie znalazły się też inne zmiany. Jedna z nich dotyczy różnego rodzaju incydentów, wątpliwości i kontrowersji związanych z procesem wyborczym, którymi teraz zajmą się sądy administracyjne. Kolejne zmiany dotyczą finansowania i rejestracji komitetów wyborczych. W projekcie znalazł się też zapis dotyczący członków komisji wyborczych.

Jakie pojawią się zachęty? Członkowi komisji będzie przysługiwał dzień wolny na czas głosowania, a także liczenia głosów, jak również dzień później. Jednocześnie będzie mu przysługiwało wynagrodzenie, a w zasadzie co wybory jest ono wyższe. Oddzielnie uregulowane zostały kwestie mężów zaufania i obserwatorów wyborczych, których kompetencje zostały wyraźnie wzmocnione. Oni też będą mogli liczyć na dzień wolny od pracy, a także wynagrodzenie - tyle tylko, że niższe o połowę od członków komisji.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na: lukasz.szpyrka@firma.interia.pl 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: wsie kościelne | kodeks wyborczy | Jarosław Kaczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy