Reklama

Reklama

Piotr Gliński: Możliwe kolejne rozwiązania dotyczące kryzysu energetycznego

- Mam nadzieję, że w tym tygodniu będą już konkretne propozycje ustawowe. Nad tymi ustawami pracuje przede wszystkim Ministerstwo Aktywów Państwowych, także nad rozwiązaniami dla samorządów - mówi Interii Piotr Gliński, pytany o ustawę dotyczącą podatku od nadmiarowych marż. Wicepremier odnosi się także do kwestii reparacji i przyznaje, że Niemcy nie unikną wypłaty odszkodowań. - Tak, jak nie da się zaciemnić słońca i ogłosić, że w ciągu dnia go nie ma, tak kwestia reparacji jest faktem - ocenia minister kultury i dziedzictwa narodowego.

Magdalena Pernet, Interia: Nota dyplomatyczna w sprawie reparacji została przekazana stronie niemieckiej. Jednocześnie z Niemiec płyną głosy, że reparacje to kwestia zamknięta. Jakie Polska ma realnie narzędzia, aby reparacje zostały wypłacone?

Piotr Gliński, wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego: - Nota jest dokumentem formalnym, który umożliwia oficjalne otwarcie rozmów ze stroną niemiecką. Natomiast podstawowym narzędziem, którym będziemy się posługiwać w tych rozmowach, jest kompleksowa informacja ukazująca stan faktyczny. Dlatego przed rozpoczęciem działań dyplomatycznych, opracowany został szczegółowy, naukowy raport poświęcony wszystkim stratom poniesionym przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej. To wymagało czasu, nie mieliśmy wcześniej takiego sumarycznego raportu dotyczącego całego kraju. Pewne analizy są prowadzone również, jeżeli chodzi o drugiego okupanta. Ten raport jest podstawą wszelkich innych działań, jego rola jest wielowymiarowa. To dokument, który oddziałuje na świadomość społeczną, na opinię publiczną, zarówno w Polsce, jak i w Niemczech oraz w innych krajach. Zawarte w nim informacje są prezentowane po raz pierwszy, a ponadto skala tych strat jest tak ogromna, że nie można przejść nad nim do porządku dziennego. Świadomość społeczna już się zmienia, a żeby rozstrzygać pewne sprawy na poziomie politycznym, najpierw trzeba wypracować pewną gotowość właśnie w obszarze świadomości opinii publicznej.

Reklama

Jakie będą kolejne kroki?

- Teraz rozpoczęła się debata publiczna, opracowana i przekazana została nota dyplomatyczna, oczekujemy na oficjalne stanowisko Niemiec. Oczywiście, wstępne wypowiedzi polityków niemieckich są takie, jakich można było się spodziewać. Niemcy nie mają żadnych argumentów, dlatego odpowiadają jednym zdaniem i powtarzają, że sprawa reparacji jest rozstrzygnięta. Z naszego punktu widzenia ani nie jest rozstrzygnięta, ani nie ma żadnych argumentów i dowodów, które mogłyby zaprzeczyć uzasadnionemu żądaniu odszkodowań. Jesteśmy otwarci na dyskusję dotyczącą szczegółów, ale ze względów moralnych, politycznych, prawnych i wszelkich innych, nasze oczekiwania są w pełni uzasadnione. Niemcy, moralnie przyznając się do winy, muszą poczynić kolejne kroki, tego wymaga od nich respektowanie wartości europejskich, wartości cywilizacji zachodniej, cywilizacji judeochrześcijańskiej. Oni nie unikną tej odpowiedzialności, także w postaci wypłaty odszkodowań. Ten temat nigdy nie zniknie z obszaru publicznego, bo został udowodniony, udokumentowany i formalnie postawiony. Tak, jak nie da się zaciemnić słońca i ogłosić, że w ciągu dnia go nie ma, tak kwestia reparacji jest faktem, który trudno zakrzyczeć, zamilczeć czy unieważnić.

"Analizy są prowadzone także w sprawie drugiego okupanta" - kiedy możemy spodziewać się jakichś wyników tych analiz?

- W tej chwili jest za wcześnie, żeby o tym mówić. Ponadto, jeśli chodzi o żądanie odszkodowań ze strony Niemiec, jego podstawą jest respektowane, mam nadzieję przez oba państwa, prawo międzynarodowe, a przede wszystkim wspólna aksjologia. My, razem ze współczesnymi Niemcami, znajdujemy się w obozie państw cywilizowanych, które swoje funkcjonowanie opierają na pewnych wspólnych wartościach. Federacja Rosyjska nie respektuje ani prawa międzynarodowego, ani wspólnych wartości, więc oczekiwanie jakichkolwiek odszkodowań od takiego kraju jest znacznie trudniejsze, dlatego koncentrujemy się na tym, co jest realne. Natomiast naszym obowiązkiem jest prowadzić wszelkie takie analizy, dokumentować straty, i nad tym będzie pracował Instytut Strat Wojennych.

Aktualna opozycja sejmowa przyznaje, że jeśli wygra nadchodzące wybory, to tematu nie unieważni.

- Po pierwsze, co do wygrania wyborów przez obecną opozycję, to nie sądzę, żeby Polacy pozwolili na to, aby do tego doszło, i to z wielu powodów. Przede wszystkim opozycja nie ma żadnego programu, a racjonalnie wybierający wyborcy muszą chyba poznać program. Oczywiście, można dalej działać tak, jak opozycja robi od siedmiu lat, czyli za pomocą skrajnych emocji, paniki moralnej, nienawiści, manipulacji i agresywnego marketingu politycznego. To jest niebezpieczne i my jesteśmy świadomi tego zagrożenia, natomiast mam nadzieję, że do ich wygranej po prostu nie dojdzie. W związku z tym nie jestem w stanie spekulować, co by było, gdyby to nieszczęście spotkało Polskę. Nie przypominam sobie, żeby przedstawiciele obecnej opozycji, zarówno z Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, jak i Lewicy, zrobili cokolwiek dla naszego społeczeństwa w obszarze odszkodowań, gdy przez wiele lat sprawowali w Polsce władzę.

Gdy mowa o władzy, to pojawiały się przypuszczenia, że może dojść do zmiany na stanowisku premiera, a to ze względu na spór pomiędzy nim a wicepremierem Jackiem Sasinem. Ponoć spór ucichł. Jaka atmosfera panuje tak naprawdę w rządzie?

- Nie chciałbym mówić o spekulacjach. Rozumiem, że media czy część opinii publicznej ekscytują takie spekulacje. Media chcą być atrakcyjne dla odbiorców, a odbiorcy często lubią tabloidowe treści i ekscytują się takimi sytuacjami, co jest zrozumiałe, bo mamy różne potrzeby. Szanuję zainteresowanie także takim personalnym poziomem polityki. Zapewniam jednak, że jako Zjednoczona Prawica prezentujemy stabilną większość. Jesteśmy formacją spójną, mamy wyrazistego lidera. Jarosław Kaczyński jest aktywnym i racjonalnym politykiem, a teraz, gdy minęła pandemia, często występuje publicznie i komunikuje się bezpośrednio ze społeczeństwem.

- Mogę natomiast odnieść się do faktów, a fakty są takie, że od wielu miesięcy walczymy z różnego typu kryzysami. Najpierw były dwa lata pandemii, teraz mamy kryzys energetyczny i putinflację, które zostały wywołane przez wojnę i skutki pandemii. Mimo to dajemy radę. Jakiekolwiek napięcia czy różnice zdań wewnątrz naszej formacji nie skutkują żadnymi negatywnymi kwestiami na zewnątrz. Demokracja polega między innymi na tym, że w różnych sprawach mogą się pojawiać różne opinie, dyskusja, nawet spór - to jest zupełnie oczywiste. Po to mamy wolność, żeby ona służyła podejmowaniu dobrych, racjonalnych decyzji. Na pewnym etapie w rządzie toczy się dyskusja o różnych możliwych rozwiązaniach, ale później podejmowane są decyzje, które są wspólnie, konsekwentnie realizowane. Kto nie potrafi przyjąć takiego rozwiązania - odpada. I u nas też czasami są dymisje. A atmosfera jest dobra. Określiłbym ją atmosferą pracy, działania. Przecież my wszyscy, w kierownictwie, spotykamy się codziennie w pracy, codziennie podejmujemy wspólnie decyzje, to łączy.

To znaczy, że Michał Dworczyk nie realizował jakiejś decyzji i dlatego odpadł?

- Myślę, że odejście Michała Dworczyka jest związane z tą niefortunną akcją prowadzoną przez służby, chyba sowieckie, a dotyczącą jego korespondencji. To chyba głównie ta sytuacja spowodowała, że minister Dworczyk podjął decyzję o odejściu, czego ja bardzo żałuję. Blisko z nim współpracowałem, to była osoba szalenie przydatna dla rządu, niebywale pracowita. Natomiast, niestety, czasami bywają w życiu publicznym takie sytuacje, że niezależnie od nas dzieje się coś, co powoduje, że musimy podejmować trudne decyzje. Tak postrzegam odejście Michał Dworczyka, a raczej zmianę obowiązków, bo jestem przekonany, że Michał będzie na pewno wykorzystany w pracy na rzecz państwa, nie wyobrażam sobie, żeby tak się nie stało, bo to jest po prostu dobry państwowiec i człowiek, wręcz nadaktywny w swojej działalności.

Gdzie Michał Dworczyk będzie teraz zagospodarowany?

- Nie ja o tym decyduję, więc nie jestem w stanie nic na ten temat powiedzieć, ale mam nadzieję, że będzie dalej pracował dla dobra państwa.

Michała Dworczyka ma zastąpić były marszałek Sejmu, Marek Kuchciński. Czy to dobra decyzja, skoro ze stanowiska marszałka ustępował w 2019 roku, gdy na jaw wyszły jego kosztowne loty do Rzeszowa?

- Pan marszałek Kuchciński jest bardzo dobrym, sprawnym w wielu obszarach politykiem. Od wielu lat zajmował się merytoryczną pracą programową i ekspercką. To on stworzył słynny zespół ekspercki Prawa i Sprawiedliwości, który działa już kilkanaście lat i którego zazdrości nam opozycja totalna. Natomiast jeżeli opozycja i media będą go dalej atakowały, to mogę tylko powiedzieć, że ubolewam nad tym, że próbuje się wyciągać argumenty sztuczne, właśnie "medialne", a nie realne. Na całym świecie szefowie parlamentu korzystają ze służbowych samochodów i przelotów. Czy jest jakiekolwiek państwo demokratyczne, gdzie tak nie jest? Skończmy z tym. Znam pana marszałka Kuchcińskiego od kilkunastu lat, współpracowałem z nim najpierw jako ekspert i mogę zaświadczyć, że jest skromnym i bardzo kulturalnym człowiekiem, któremu obce są wszelkie przejawy - nazwijmy to - przesady.  

Ale tych lotów było wyjątkowo dużo, kosztowały budżet państwa ponad cztery miliony złotych. Czasem uczestniczyli w nich także członkowie rodziny marszałka.

- Pan Tusk latał z córką i ze swoim przyszłym zięciem. Mamy się przerzucać takimi argumentami? Obwinianie kogoś o to, że korzysta z należnych mu narzędzi pracy, jest po prostu nieuczciwe. Ale kiedy nie ma się argumentów merytorycznych, programowych, gdy nie można zarzucić politykowi, że się na czymś nie zna, że źle wykonuje swoje obowiązki, to szuka się właśnie takich rzeczy. Tymczasem wiedza merytoryczna jest bardzo dużą siłą naszej formacji. Spójrzmy na wiedzę i kompetencje Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego czy właśnie "system ekspercki" Marka Kuchcińskiego. Sam przyszedłem do polityki jako pewna alternatywa programowa i zajmowałem się sprawami programowymi, czyli przedstawianiem alternatywnych rozwiązań wobec tego, co było, albo rozwiązań kwestii, które w ogóle nie były realizowane przez naszych poprzedników.

Aktualnie istotne jest realizowanie rozwiązań dotyczących energii. Kiedy trafi do Sejmu ustawa dotycząca podatku od nadmiarowych marż i ustanowienia maksymalnej ceny za energię elektryczną dla odbiorców wrażliwych? Na razie znane są założenia, ale projektu ustawy nie ma.

- Reagujemy na problemy energetyczne wywołane przez wojnę najszybciej jak tylko można. Ale, niestety, i wojna, i kłopoty z energią zostały sprowokowane nieodpowiedzialną polityką niektórych państw europejskich, z Niemcami na czele. Jeżeli ktoś uzależnia się energetycznie od państwa tak nieobliczalnego, jak Federacja Rosyjska, i buduje na tym przyszłość gospodarki swojej i europejskiej, to jest współodpowiedzialny za obecne kłopoty. Odpowiedzialny za kryzys energetyczny jest przede wszystkim oczywiście Putin i Federacja Rosyjska, natomiast współodpowiedzialna jest, niestety, polityka niemiecka i unijna, między innymi także polityka polskiej opozycji i Donalda Tuska jako jednego z liderów UE przez lata. My tę kwestię rozwiązujemy. Mam nadzieję, że w tym tygodniu będą już konkretne propozycje ustawowe. Nad tymi ustawami pracuje przede wszystkim Ministerstwo Aktywów Państwowych, także nad rozwiązaniami dla samorządów, zwłaszcza tych, które nie posiadają spółek komunalnych. Samorządy o tym wiedzą, ale niektórzy ich przedstawiciele zamiast pomagać społeczeństwu w kryzysie, żerują na problemach, które sami współstworzyli. Bo to polska opozycja od dawna współrządzi w Europie i doprowadziła m.in. do tego, że UE wykarmiła Putina ekonomicznie, dzięki czemu może on prowadzić tę wojnę. Oni są za to odpowiedzialni. Są też odpowiedzialni za dekarbonizację Polski i za to, że faktycznie zmniejszyliśmy wydobycie węgla, bo byliśmy do tego zmuszeni przez politykę UE. My byliśmy przeciwni tym rozwiązaniom, ale niestety, jako rzetelny partner w Europie, musieliśmy postępować racjonalnie i kontynuować wykonanie decyzji, które podpisywali pan Tusk i pani Kopacz. Mimo że ostrzegaliśmy, że nie tędy droga...

- Warto też przypomnieć, że to polska opozycja wiosną krzyczała - akurat w tym przypadku słusznie, chyba że już wtedy liczyli, że będą na tym żerowali - żeby zatrzymać węgiel z Rosji i nie karmić Putina. A teraz ta sama opozycja krzyczy, że nie ma węgla i że to jest nasza wina. To szczyt obłudy. Ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni. Widzimy tę twarz Tuska, jak tym ogonem, w tym ornacie, na mszę dzwoni...

Jak Polacy radzą sobie z kryzysem energetycznym? Czytaj Raport Interii

Czyli, precyzując, ta ustawa pojawi się w tym tygodniu?

- Tak, tylko tłumaczę, dlaczego to nie jest takie proste. Dokładnie bezpośrednio przez działania PO i UE nie da się z dnia na dzień zmniejszać i różnicować ceny energii. Ale zarówno w kwestii gazu, węgla, jak i energii problemy są rozwiązywane. Węgiel jest dostępny, zbijamy ceny. To samo dzieje się w kwestii energii dla gospodarstw domowych, instytucji, samorządu, małego i średniego biznesu. To wielkie koszty dla budżetu, ale po to m.in. pogoniliśmy vatowskich złodziei, żeby budżet było na to stać. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby w Polsce rządziła obecna opozycja...  

A czy będą jeszcze kolejne ustawy dotyczące kryzysu energetycznego?

- Myślę, że pojawią się kolejne rozwiązania prawne, jeżeli będą konieczne. Rozwiązania, które sprawią, że polskie rodziny będą miały pewność i będą bezpieczne od strony energetycznej. Chociaż można powiedzieć, że polskie rodziny już mają tę pewność i bezpieczeństwo, ponieważ zadbaliśmy o to kilkanaście lat temu. To śp. Lech Kaczyński, ówczesny lider naszego ugrupowania, rozpoczął politykę dywersyfikacji źródeł energii. Gdyby tego nie zrobił, gdyby tej polityki nie kontynuowały kolejne rządy Prawa i Sprawiedliwości, Polska byłaby teraz w takiej sytuacji, w jakiej są Niemcy, albo jeszcze gorszej... Jeszcze raz warto sobie wyobrazić, gdzie byśmy byli np. bez Baltic Pipe, gdyby w Polsce rządzili obecni "totalsi".

Jakie cele na najbliższy czas ma Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego?

- W ramach odszkodowań, o które wystąpiliśmy do Niemiec, jest część, która dotyczy kultury. W ministerstwie od lat prowadzone są działania restytucyjne dotyczące dzieł sztuki, które utraciliśmy podczas wojny. Niemcy systemowo i systematycznie kradli polskie dzieła sztuki już od września 1939 roku. Częścią naszej działalności, która jest związana ze stratami wojennymi, jest odzyskiwanie tego, co można jeszcze odzyskać. Gdy przyszedłem do ministerstwa zajmował się tym czteroosobowy wydział, teraz mamy już oddzielny departament i zajmuje się tym kilkanaście osób. Prowadzimy ponad sto trzydzieści procesów restytucyjnych w piętnastu krajach świata. Jeżeli chodzi o Niemcy, to mamy pewien problem na poziomie politycznym, bo prawo niemieckie nie sprzyja oddawaniu dzieł sztuki, szczególnie tych, które utraciliśmy w czasie wojny, gdyż w odniesieniu do kolekcji prywatnych funkcjonuje trzydziestoletni okres przedawnienia. Oczywiście, odzyskujemy z Niemiec nasze dzieła sztuki, ale to są indywidualne przypadki. Rząd niemiecki także, niestety, nie współpracuje z nami w tej kwestii.

Ponadto prowadzimy ponad 300 inwestycji muzealnych w całej Polsce, od największego polskiego muzeum, jakim będzie Muzeum Historii Polski, poprzez remonty istniejących instytucji po modernizacje wystaw stałych w muzeach w całym kraju. Niektóre z tych inwestycji już się zakończyły, jak Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie, Muzeum Sybiru w Białymstoku, Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, Muzeum-Miejsce Pamięci w Sobiborze czy otwarte niespełna trzy tygodnie temu nowe Muzeum Bitwy Pod Grunwaldem. Za kilka tygodni otworzymy Muzeum Dom Rodziny Pileckich w Ostrowi Mazowieckiej. Inne są w różnych fazach realizacji, jak Muzeum Piaśnickie w Wejherowie, cztery muzea poświęcone Kresom czy nowa siedziba Narodowego Muzeum Techniki na błoniach Stadionu Narodowego. Te wszystkie inwestycje służą nie tylko instytucjonalizacji naszej pamięci, często wypełnieniu białych plam w naszej historii, ale mają znacznie szerszy wymiar, stając się często dla lokalnych społeczności impulsem do rozwoju, centrami kultury i edukacji, tworząc miejsca pracy i kreując źródła dochodów dla mieszkańców okolicy. A frekwencja i kolejki przed naszymi muzeami świadczą najlepiej, jak Polacy czekają na tę ofertę. 

Reklama

Reklama

Reklama