Reklama

Reklama

Pikieta nauczycieli. Chcą podwyżek płac i zmian programowych

Przed siedzibą Ministerstwa Edukacji i Nauki w Warszawie zebrali się nauczyciele. Domagają się oni zwiększenia nakładów na edukację, dwudziestoprocentowych podwyżek, a także zmiany sposobu pracy w szkołach i podstawy programowej. - Mówienie o polityce edukacyjnej ministra Czarnka jest czymś niedorzecznym, bo tu nie ma żadnej polityki edukacyjnej - powiedział podczas manifestacji Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. Jednocześnie wyraził gotowość do rozmowy z ministrem edukacji.

Uczestnicy pikiety mieli ze sobą flagi ZNP z różnych miast, trzymali też banery z hasłami: "Bez nauczycieli nie ma edukacji", "Kocham swoją pracę, nienawidzę swojej pensji", "Oświata w dole wróży narodową niedolę", "Czarno to widzę".

Nauczyciele przekonują, że podniesienie wynagrodzeń jest konieczne, dotychczasowe zostały "zjedzone" przez inflację. Protest nie dotyczy tylko kwestii finansowych, także sposobu pracy w szkołach i podstawy programowej.

"Nie ma żadnej polityki edukacyjnej ministra Czarnka"

Szef przedstawił rekomendacje i postulaty uczestników i uczestniczek miasteczka edukacyjnego, które działało od 8 do 14 października w pobliżu Ministerstwa Edukacji i Nauki przy placu Na Rozdrożu w Warszawie.

Reklama

Postulaty wypracowane w miasteczku edukacyjnym to m.in. systematyczne zwiększanie wynagrodzenia dla nauczycieli, przeprowadzenie ponownego badania czasu pracy nauczyciela przez instytucje do tego powołane, określenie dobowej normy czasy pracy nauczyciela m.in. w świetle wycieczek szkolnych, utrzymanie pensum dydaktycznego na dotychczasowym poziomie, wykreślenie z ustawy Karta Nauczyciela godziny dostępności, dokonanie zmiany powrotu do oceny pracy nauczyciela według zasad obowiązujących przed 1 września 2022 r., zwiększenie środków finansowych na doskonalenie zawodowe i podnoszenie kwalifikacji nauczycieli.

Jednym z postulatów jest także ustawowe powiązanie wynagrodzenia zasadniczego pracowników niebędących nauczycielami akademickimi z wynagrodzeniami zasadniczymi nauczycieli akademickich oraz żądanie systemowego, corocznego zwiększania nakładów finansowych na szkolnictwo wyższe i naukę o 0,3 proc. PKB do poziomu 3 proc. PKB.

- Mówienie o polityce edukacyjnej ministra Czarnka jest czymś niedorzecznym. Bo tu nie ma żadnej polityki edukacyjnej. Tu jest jeden wielki chaos i myślenie reaktywne. Tu jest działanie w zależności od tego, z kim pan minister rozmawia i z kim się spotyka - podkreślił Sławomir Broniarz. 

- Pan minister nie tylko nie ma żadnego spójnego planu poprawy sytuacji w edukacji, ale też żadnego planu jak rozmawiać z tym środowiskiem - dodał.

"Dla nas edukacja jest najważniejsza"

Broniarz podkreślił, że szef resortu edukacji, mimo zaproszenia, ani razu nie pojawił się w miasteczku edukacyjnym. - To świadczy o tym, że pan minister nie ma nam nic do powiedzenia, chociaż nie ukrywam, że liczyliśmy na to, że zechce skonfrontować swoje poglądy z tym, o czym była mowa na panelach, a mówiliśmy o najistotniejszych sprawach edukacji - powiedział szef ZNP i wyraził gotowość do rozmowy z ministrem edukacji.

- Dla nas edukacja jest najważniejsza, my nie uprawiamy polityki, my chcemy rozmawiać o edukacji. Bo ona jest związana z funkcjonowaniem prawie 10 mln obywateli naszego kraju - wskazał Broniarz.

Akcentował, że problemem edukacji jest głębokie niedofinansowanie i brak nauczycieli. Zwrócił uwagę, że inflacja wpływa na koszty prowadzenia szkół i uczelni, ale i budżety samych pracowników.

- Wczoraj minister Piontkowski powiedział, że brakuje około siedem tys. nauczycieli. Nie jestem pewny co do tych wyliczeń. Ale nawet jeżeli brakuje tych siedmiu tys. nauczycieli, to znaczy, że może kilkadziesiąt albo nawet kilkaset tysięcy uczniów nie ma zajęć ze swoimi nauczycielami. Nie ma tych nauczycieli, a na planach zajęć albo są zastępstwa albo są wolne godziny, dlatego że nie ma osoby, która byłaby w stanie zająć się tymi uczniami. To wina błędnej polityki ministra edukacji - ocenił Sławomir Broniarz.

"Koszt podróży ministra do półtoraroczna pensja nauczyciela"

- Jeśli minister nie może przeforsować podwyżek, niech będzie go stać chociaż na to, żeby wyjść i podziękować nauczycielom za ich pracę - powiedział szef ZNP.

Zauważył też, że nauczycieli brakuje, ponieważ spada prestiż tego zawodu i brakuje w nim młodych pracowników.

- Liczyliśmy, że pan minister spotka się z nami, ale on wybrał kolejna wycieczkę zagraniczną. Przypomnę, że koszt wyjazdu ministra do Stanów Zjednoczonych, to była półtoraroczna pensja nauczyciela początkującego. Jaki był efekt takiej wizyty? Chcielibyśmy wiedzieć co dzieje się z takimi pieniędzmi, które pan minister wykorzystuje na takie podróże i z czego finansowane są tego typu działania, które wynikają z czystej propagandy - zaznaczył Broniarz.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy