Reklama

Reklama

Paweł Borys o inflacji w Polsce: Nie sądzę, by przekroczyła 20 procent

Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju poinformował w najnowszym wywiadzie, że szczyt inflacji będzie się kształtował przez najbliższe pół roku. Paweł Borys dodał, że nie będziemy mieli do czynienia z jej dalszym znaczącym skokiem. - Nie sądzę, aby inflacja przekroczyła 20 procent - ocenił.

Szef Polskiego Funduszu Rozwoju w wywiadzie, który ukazał się w poniedziałek w "Super Expressie", był pytany, dlaczego inflacja wbrew oczekiwaniom ekspertów zamiast hamować, przyspiesza. 

- Szczyt inflacji będzie się kształtował przez najbliższe pół roku. Natomiast to, co jest pozytywne, to fakt, że impuls do wzrostu cen wygasa - powiedział Paweł Borys.

Ekonomista zauważył, że inflacja zaskoczyła poprzez ceny żywności. 

- Eksperci uznali, że wyhamowanie cen paliw sprawi, iż w pozostałych branżach inflacja wyhamuje. Jednak w tym wszystkim chodzi o trend - podkreślił szef PFR.

Reklama

Paweł Borys: Inflacja nie przekroczy 20 proc.

- Nie będziemy mieli, na szczęście do czynienia z dalszym znaczącym skokiem inflacji - dodał Paweł Borys.

Zdaniem szefa Polskiego Funduszu Rozwoju inflacja nie powinna przekroczyć 20 procent. Ekonomista zaznaczył także, że dynamika cen będzie na podwyższonym poziomie do końca pierwszego kwartału przyszłego roku. Zwrócił też uwagę, że największy skok cen nastąpił, gdy wybuchła wojna na Ukrainie.

- Moim zdaniem inflacja obniży się poniżej 10 proc. w drugim półroczu przyszłego roku. Potrzebujemy lekkiego schłodzenia koniunktury, aby presja inflacyjna była mniejsza. Mamy bardzo rozgrzany rynek pracy. Płace prawie nadrabiają inflację. Firmy przekładają to na ceny produktów - powiedział.

Jak wskazał, przez najbliższe 12 miesięcy inflacja będzie na podobnym poziomie. 

- Jednak od 2024 roku mamy szansę wrócić na ścieżkę zrównoważonego rozwoju. Pod warunkiem, że Rosja nie będzie podejmowała dalszych agresywnych działań - zaznaczył Borys.

Wzrost płac to większy problem niż ceny energii

Na temat galopującej inflacji, szef Polskiego Funduszu Rozwoju rozmawiał także podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Ekonomista tłumaczył wówczas, że płace, a nie energia są kosztem, z którym firmy radzą sobie coraz trudniej. Podkreślił także, że sam zna piekarzy, dla których wynagrodzenia są najbardziej dotkliwym składnikiem kosztów.

- W piekarniach dużo większe znaczenie niż energia mają płace (...). Z cenami energii jeszcze sobie damy radę, ale z płacami może być trudniej(...). Z perspektywy utrwalenia się inflacji w Polsce na pierwszym miejscu jest dostępność pracowników i presja płacowa - powiedział Paweł Borys.

Prezes PFR dodał, że wzrost cen energii spowodował, iż w otoczeniu premiera powstał zespół, który ma zdiagnozować branże energochłonne, czyli najbardziej zagrożone wzrostem cen energii i być może rząd zaproponuje dla nich jakieś wsparcie.

- To nie jest normalny cykl biznesowy. W normalnym cyklu firmy nieefektywne znikają z rynku. Ale jeśli są szoki zewnętrzne, nieprzewidziane, w normalnym biznesie nie można oszacować takiego ryzyka (...). Rolą państwa w takiej sytuacji jest zapewnienie wsparcia - powiedział ekonomista.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy