Reklama

Reklama

Pątnów: Byliśmy w miejscu, w którym ma powstać polska elektrownia atomowa

Stoimy na wysokości około 40. piętra. Z dachu budynku elektrowni w Pątnowie dziesięcioosobowa delegacja z Korei Południowej podziwia okolicę - na wprost jezioro Gosławskie, na prawo bloki, które pamiętają pierwsze lata funkcjonowania elektrowni, z drugiej strony wysokie kominy. Nie ze wszystkich już wydobywa się dym. Elektrownia powoli wygasa. Funkcjonujący od ponad połowy wieku kompleks budynków wkrótce ma stać się świadkiem polskiej przemiany energetycznej.

Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin ma plan odejścia od węgla brunatnego za dwa lata. Nie znaczy to jednak, że istniejąca już infrastruktura nie posłuży w przyszłości. Ta zlokalizowana w Pątnowie może za dziesięć lat stać się elektrownią atomową.

W poniedziałek 31 października w Seulu podpisano list intencyjny w sprawie budowy elektrowni atomowej w Polsce, w ramach polsko-koreańskiego konsorcjum. Prezesi trzech spółek obu krajów, polskiej prywatnej grupy energetycznej ZE PAK, państwowej spółki energetycznej PGE i KHNP (Korea Hydro & Nuclear Power) podpisali list, którego głównym celem jest opracowanie planu budowy elektrowni jądrowej w Pątnowie w oparciu o technologię APR1400.

Reklama

Postawienie elektrowni wymaga czasu, jednak biorąc pod uwagę doświadczenie i nastawienie do pracy Koreańczyków, można być pewnym, że zrobią to w możliwie krótkim okresie. 

Do funkcjonowania nowej elektrowni niezbędna jest woda. Nie w Warcie, w dorzeczu której znajduje się jezioro Gosławskie sąsiadujące z elektrownią w Pątnowie, ale w zbiornikach, które już są wokół elektrowni i tych, które dopiero powstaną. A muszą powstać, by osiągnąć większą moc chłodzenia, potrzebną przy nowej instalacji. 

- Teren ma już w tej chwili potencjał do wytworzenia energii ze źródeł konwencjonalnych, czyli takich, które potrzebują dużej ilości wody do chłodzenia - tłumaczy Andrzej Janiszowski, wiceprezes ZE PAK. 

Jak dodaje, im więcej wody, tym elektrownia jest bezpieczniejsza. Obecnie elektrownia przepompowuje ok. 200-300 mln metrów sześciennych wody w obiegu zamkniętym. 

Gdy o tym rozmawiamy, stoimy na wysokości około 40. piętra, na dachu jednego z budynków pątnowskiej elektrowni. Obok dziesięcioosobowa delegacja z Korei koncentruje się na okolicznych widokach na wprost jezioro Gosławskie, na prawo bloki, które pamiętają pierwsze lata funkcjonowania elektrowni, z drugiej strony wysokie kominy. Nie ze wszystkich już wydobywa się dym. Elektrownia powoli wygasa.

Delegaci przylecieli tu, by obejrzeć okolice, w której może dojść do ważnej inwestycji. Wśród gości jest między innymi wiceprezes wykonawczy Korea Hydro & Nuclear Power Yoh-Shik Nam oraz Ki-Sig Kang z Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.

Nie tylko sama elektrownia, dostępna infrastruktura czy możliwości komunikacyjne są ważne dla przyszłej inwestycji. Okolica Pątnowa to rozległy i piękny teren, który może dobrze posłużyć w przyszłości. Chodzi o obszary pogórnicze, które obecnie są rekultywowane - nieczynne odkrywki węgla zalewane są wodą, co daje kolejne zbiorniki wodne zwiększające możliwości chłodzenia reaktorów.

Kilkadziesiąt minut później oglądamy zbiornik Kleczew. To jedno z takich zalanych miejsc. Jak słyszymy, poziom wody wzrośnie tam jeszcze o kilka metrów.

- Powstające zbiorniki wodne zwiększą możliwość chłodzenia trzy-czterokrotnie - wyjaśnia Andrzej Janiszowski.

Można pomyśleć, że małomiasteczkowa okolica, mająca swoje lata, choć dobrze utrzymana i funkcjonująca infrastruktura, nie ma szans zrobić wrażenia na ekspertach od lat pracujących nad technologiami związanymi z elektrownia atomowymi. Jednak to, że istniejąca baza i okolice Pątnowa są miejscem dobrze skrojonym pod utworzenie elektrowni atomowej, potwierdza Kang Ki-Sig z Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej.

- Widziałem wiele miejsc budowy elektrowni atomowych na świecie - to jedno z najlepszych miejsc - powiedział nam.

Więcej na stronie polsatnews.pl

Jak tłumaczy, przygotowanie do budowy elektrowni atomowej to trzy lata, budowa 6-7 lat, co daje łącznie 10 lat. 

Ze swojej strony Koreańczycy oferują nie tylko funkcjonującą od ponad 40 lat technologię reaktorów jądrowych i doświadczone firmy budujące elektrownie jądrowe. Jeśli do inwestycji dojdzie, zapewne dołożą jeszcze skrupulatność, z której są znani.

Zalanie odkrywki w Jóźwinie

Może się wydawać, że dekada to sporo czasu, ale transformacja energetyczna musi zacząć się już teraz. Zapewne dlatego Koreańczycy zorganizowali wizytę już tydzień po podpisaniu listu intencyjnego.

Przy działaniu elektrowni atomowej potrzeba będzie siedem razy więcej wody w otoczeniu, niż dostępne jest teraz. Dlatego w planach są już kolejne zbiorniki. Jak ten, który powstanie po zalaniu odkrywki w Jóźwinie. Wieś leży niecałe cztery kilometry na północ od elektrowni Pątnów.

Postapokaliptyczny widok zwiastuje pewien koniec, który musi nadejść - w marcu 2023 roku ma tu zostać wykopana ostatnia tona węgla. Po zalaniu - zmieści się tam 220 mln metrów sześciennych wody. Odkrywka Jóźwin była największą i najdłużej eksploatowaną odkrywką w okolicy. W jej głębi stoją jeszcze maszyny, uśpione jakby na chwilę, czekają na znak, by ruszyć do pracy. Po drodze do odkrywki mija się zresztą stojącą niczym pomnik koparkę czerpakowo-odkrywkowo węgla brunatnego. Może i ona służyła przez wiele lat w Jóźwinie.

Korzyści dla regionu

Powstanie w regionie nowej instalacji, która bazuje na zupełnie innej, nowoczesnej technologii zeroemisyjnej, stworzy nowe miejsca pracy. Jak każda nowość, może tak rodzić pewne pytania. 

- Spotykamy się raczej z pozytywnym odbiorem inwestycji. Na pewno będą głosy sprzeciwu, nie da się tak, żeby wszyscy byli za. Jednak władze samorządowe i lokalna społeczność przywykły do funkcjonowania elektrowni ZE PAK - to jest historia ponad 60 lat wytwarzania energii elektrycznej. Nie słyszymy w okolicy o tym, by był jakiś bardzo duży niepokój związany z samą technologią jądrową - mówi Andrzej Janiszowski.

I przyznaje: - Z drugiej strony, wszyscy mamy świadomość, że historia wydobycia węgla brunatnego i produkcja energii w oparciu o węgiel brunatny, to jest historia, która zaraz się zakończy. 

Anna Nicz, anna.nicz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama