Reklama

"Pan sobie nie życzy". Bąkiewicz prosi, policja wyprasza dziennikarza

Robert Bąkiewicz "sobie nie życzył", aby dziennikarz TVN24 uczestniczył w kilkuosobowym przemarszu ulicami Warszawy i zadawał mu pytania. Powiedział więc policjantowi, by wyprosił reportera, a mundurowy - aspirant Wojciechowski - spełnił prośbę przedstawiciela środowisk narodowych. Ośrodek Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych zarzucił stołecznej policji łamanie prawa, natomiast spór między dziennikarzem a Bąkiewiczem przeniósł się do internetu.

Reporter TVN24 Artur Warcholiński w piątek wybrał się na publiczne zgromadzenie, jakie co tydzień organizuje Robert Bąkiewicz, szef Stowarzyszenia Roty Marszu Niepodległości. Zamierzał porozmawiać z nim o działalności jego zrzeszenia.

Bąkiewicz zorganizował przemarsz w centrum Warszawy. Na nagraniach zamieszczonych przez TVN24 widać, że na wydarzeniu zjawiła się garstka osób. Ich bezpieczeństwa podczas przemarszu Alejami Jerozolimskimi pilnowali policjanci.

Bąkiewicz "nie życzy sobie" obecności dziennikarza na marszu. Policjant interweniuje

Artur Warcholiński chciał uzyskać wypowiedź od szefa Roty Marszu Niepodległości, lecz ten odmówił. Zamiast tego zwrócił się do jednego z mundurowych. - Proszę o zabranie tego pana, bo przeszkadza nam w zgromadzeniu. Może pan tego pana zabrać? Bo to jest dziennikarz... - mówił.

Reklama

Dziennikarz potwierdził, że zjawił się tam zawodowo. Bąkiewicz rzucił wtedy, iż "nie chce udzielać informacji", a policjant, który później przedstawił się jako "aspirant Wojciechowski" dodał: - Proszę o opuszczenie. Pan sobie nie życzy.

Jak zauważył reporter, Bąkiewicz zorganizował zgromadzenie publiczne. - Ale pan sobie nie życzy, aby pan (dziennikarz - red.) brał udział w tym zgromadzeniu - argumentował funkcjonariusz.

Warcholiński stwierdził, że nie rozumie działań aspiranta, na co Wojciechowski odparł: - Normalnie nie życzy sobie i tyle. Co pan nie rozumie? Proszę opuścić zgromadzenie i tyle.

Padło oskarżenie, że policjant złamał Prawo prasowe

Policjant dopytany, czy jego słowa są oficjalnym stanowiskiem policji, odesłał dziennikarza TVN24 do rzecznika prasowego stołecznej policji i udał się w stronę mostu Poniatowskiego. Wtedy też głos jeszcze raz zabrał Robert Bąkiewicz. - Człowiek przeszkadza nam w zgromadzeniu - uznał.

Nagranie z wymiany zdań między Bąkiewiczem, pracownikiem TVN24 a policjantem skomentował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych

W jego ocenie aspirant uniemożliwiał i utrudniał reporterowi wykonywanie czynności służbowych w trakcie interwencji dziennikarskiej, co "jest przestępstwem". Powołał się na artykuł 43. Prawa prasowego. 

"Aspirant Wojciechowski, który w służalczy sposób wykonuje polecenia oskarżonego Roberta Bąkiewicza - poniesie konsekwencje" - zapowiedział ośrodek.

Warszawska policja na razie nie odniosła się do incydentu podczas zgromadzenia.

Bąkiewicz: Dziennikarz to nie święta krowa. Warcholiński: Jak zakłócałem sześcioosobowe zgromadzenie?

Z kolei lider Roty Marszu Niepodległości napisał na Twitterze (pisownia oryginalna): "Hej TVN24 przy was brukowiec to mało. Wasz pseudo dziennikarzyna zakłócał legalne zgromadzenie. Warchoł ignorował kilkukrotnie moje prośby, aż musiała interweniować policja. Dziennikarz to nie święta krowa i jego przyzwoitość również musi obowiązywać. Jak nie, to do widzenia".

Bąkiewiczowi odpowiedział Warcholiński. "Po pierwsze, w jaki sposób zakłócałem państwa sześcioosobowe zgromadzenie? Po drugie, z całym szacunkiem, ale akurat pan nie jest od tego, żeby mnie uczyć przyzwoitości. Po trzecie, ja pana nazwiska nie przekręcam".

W innym wpisie reporter podziękował za "wszystkie wyrazy wsparcia". "Nie może być zgody na to, aby policja na życzenie utrudniała pracę dziennikarzom. Bo 'Pan sobie nie życzy', żebym zadawał pytania" - podsumował.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Robert Bąkiewicz | aspirant Wojciechowski

Reklama

Reklama

Reklama