W skrócie
- Były szef ochrony Karola Nawrockiego ujawnił szczegóły incydentu z kampanii prezydenckiej w Ząbkowicach Śląskich.
- W dniu 15 maja 2025 roku Nawrocki źle się poczuł po przemówieniu i doznał konwulsji oraz wymiotów.
- Nawrocki odmówił transportu do szpitala mimo nacisków ze strony ochrony, a incydent nie został zgłoszony służbom.
- Nie pobrano żadnych próbek ani nie sporządzono notatki służbowej po zdarzeniu.
- Według szefa ochrony w trakcie kampanii zauważono obecność dronów i podejrzanych samochodów w miejscach pobytu kandydata.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
"Rzeczpospolita" przeprowadziła wywiad z ppłk rez. dr inż. Krzysztof "Rydzem" Radziwonem. To on odpowiadał za ochronę Karola Nawrockiego w czasie zeszłorocznej kampanii prezydenckiej.
Prowadzący rozmowę wrócił do wydarzeń z 15 maja 2025 roku. W książce o Nawrockim autorstwa prof. Andrzeja Nowaka pojawia się sugestia, że mogło wówczas dojść do próby otrucia wspieranego przez PiS obywatelskiego kandydata.
Sytuacja miała miejsce w Ząbkowicach Śląskich. W pewnym momencie, już po zakończeniu przemówienia, Nawrocki źle się poczuł. Udał się do autobusu, a potem stracił przytomność.
- Procedury były jasne: w momencie, kiedy kandydat kończył wystąpienie, następowało zaciśnięcie pierścienia i procedura odprowadzenia do pojazdu - w tym przypadku busa - tłumaczył Radziwon.
Następnie dodał: - W Ząbkowicach po kilkudziesięciu sekundach od momentu, gdy ruszył bus z kandydatem, dostałem sygnał od członka ochrony będącego w pojeździe, że coś się dzieje z Karolem Nawrockim. Gdy dotarłem do pojazdu, ten już stał. Wbiegliśmy do niego. Byliśmy w pełni zabezpieczeni medycznie - oprócz indywidualnych apteczek każdego z nas mieliśmy dużą, kompaktową apteczkę do udzielania pierwszej pomocy.
Nawrocki i problemy w Ząbkowicach Śląskich. "Nastąpiła utrata motoryki, konwulsje"
Z relacji Radziwona wynika, że sytuacja była dynamiczna i nie można było jej zbagatelizować. - Gdy weszliśmy do busa Karol Nawrocki był przytomny i odpowiadał na pytania. Z relacji osób, które brały udział w zdarzeniu bezpośrednio wynikało, że nastąpiła utrata motoryki, konwulsje i nagłe wymioty - przekazał.
Prowadzący rozmowę dopytywał, dlaczego Nawrockiego prewencyjnie nie zawieziono do szpitala oraz czemu nie zawiadomiono służb.
- Praktycznie wszyscy członkowie ochrony ówczesnego kandydata na prezydenta służyli wcześniej w siłach specjalnych - ja również. Nasza reakcja nie była przypadkowa, to był proces decyzyjny wyuczony latami doświadczeń - odparł rozmówca "Rzeczpospolitej".
Radziwon podkreślił, że ws. incydentu w Ząbkowicach faktycznie zawiązały się dwie grupy: od oceny zagrożenia i ratowania. On należał do tej pierwszej.
- To jest priorytet - jak przewiduje medycyna pola walki - najpierw należy zneutralizować zagrożenie, potem brać się za ratowanie. Równolegle ekipa, która wbiegła ze mną, miała za zadanie działać zgodnie z medycyną pola walki: udrożnić drogi oddechowe, sprawdzić krążenie i ocenić świadomość - wyjaśnił. Jak dodał, wymienione czynności okazały się niepotrzebne, bo Nawrocki siedział i był przytomny.
"Nawrocki kategorycznie odmówił". Wraca sprawa incydentu z kampanii
Zdaniem Radziwona Nawrocki po incydencie w Ząbkowicach Śląskich sam nie chciał jechać do szpitala.
- Kilkukrotnie nalegaliśmy, żeby pojechać do szpitala na płukanie żołądka, ale kategorycznie odmówił. Chcę podkreślić, że zawsze przed planowaniem trasy kampanijnej na dany dzień robiłem rekonesans - w Ząbkowicach Śląskich dokładnie wiedziałem, gdzie jest SOR, miałem telefony - relacjonował.
Nieinformowanie opinii publicznej o incydencie miało być "kwestią działań operacyjnych". Rozmówca "Rz" nie chciał zdradzić szczegółów.
Z opublikowanego wywiadu wynika, że niedyspozycja Nawrockiego była chwilowa. - Od momentu powiadomienia o incydencie do momentu wejścia do pojazdu minęła maksymalnie minuta - tłumaczył Radziwon. W momencie wejścia na pokład busa kandydat był już przytomny.
- Jeżeli zastałbym szefa nieprzytomnego - proszę mi uwierzyć - reakcja wyglądałaby inaczej. Odwieźlibyśmy go na SOR bardzo szybko, równolegle podejmując czynności ratunkowe. Ale skoro był świadomy i rozmawiał, to jest zupełnie inna sytuacja - przekazał emerytowany wojskowy.
Krzysztof Radziwon poinformował, że próbki - stanowiące potencjalny materiał dowodowy dla prokuratury - nie zostały pobrane. Po incydencie nie sporządzono też notatki służbowej.
Zdradził kulisy kampanii Nawrockiego. "Byliśmy nagrywani"
Szef ochrony Karola Nawrockiego w kampanii 2025 roku zdradził, że już przez incydentem w Ząbkowicach Śląskich, zaczął zauważać "pewien wzorzec".
- Po pierwsze: w miejscach, w których przebywał kandydat, były puszczane drony. Nie mówię o wiecach, bo tam to normalne - ale były one w momentach i miejscach, w których nie powinno ich być, w miejscach czasowego pobytu. Po drugie: często widzieliśmy powtarzające się samochody, zaparkowane godzinami tam, gdzie przebywał kandydat - relacjonował.
- Byliśmy nagrywani jako zespoły ochronne - nasze szyki, sposób poruszania się, jak działamy. My to wszystko wychwyciliśmy, choć nie jestem w stanie wskazać, kto to robił - dodał Radziwon.
















