Nowe przepisy o dowodzeniu w czasie wojny. Dziurawe?
Zmiany w przepisach dotyczących systemu kierowania i dowodzenia armią na czas wojny, m.in. dotyczące kompetencji i zadań naczelnego dowódcy oraz definiujące pojęcie czasu wojny - przewiduje uchwalona przez Sejm nowelizacja. Według opozycji, przepisy nie uwzględniają m.in. problemów związanych z tzw. wojną hybrydową.
Zmiany poparło w głosowaniu 252 posłów, 126 było przeciw, a 34 wstrzymało się od głosu.
Projekt nowelizacji m.in. Ustawy o powszechnym obowiązku obrony RP został skierowany do Sejmu przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Wiąże się on z reformą systemu kierowania i dowodzenia, wprowadzonym w styczniu ub. roku, i wskazuje, że kompetencje naczelnego dowódcy - powoływanego na czas wojny i podlegającego wtedy prezydentowi - muszą dotyczyć tylko kwestii związanych z obroną państwa.
Podczas wtorkowej debaty nad projektem przedstawiciele SLD i PiS zwracali uwagę, że mimo prac w komisji i podkomisji nie udało się projektu wystarczająco poprawić. Krytycznie odnosili się m.in. do zapisów, w myśl których naczelny dowódca w czasie wojny nie będzie dowodził całością Sił Zbrojnych.
Jak mówił Bartosz Kownacki (PiS), definicja "czasu wojny" wprowadzona przez projekt nie jest kompletna i nie uwzględnia wszystkich zagrożeń, m.in. problemów związanych z tzw. wojną hybrydową. Jak zaznaczył, wątpliwości PiS budzi też fakt, że naczelny dowódca ma ograniczone kompetencje.
Także zdaniem SLD w czasie wojny potrzebne jest jednolite dowodzenie. "Ja widzę, że naczelny dowódca sił zbrojnych otrzymuje do dyspozycji tylko część sił zbrojnych" - podkreślał Zbyszek Zaborowski (SLD). Według niego takie rozwiązanie "może działać, ale w warunkach bardzo dobrej współpracy Rady Ministrów, szefa MON, prezydenta i dowódców".
Z kolei zdaniem przedstawicieli PO, PSL i TR zaproponowane zmiany są konieczne, szczególnie w obecnej sytuacji geopolitycznej.
Zgodnie z projektem dowodzenie armią w czasie wojny byłoby zadaniem naczelnego dowódcy podporządkowanego bezpośrednio prezydentowi. Rząd, który obradował nad przygotowanym w BBN projektem, zaaprobował rozwiązanie, w myśl którego naczelny dowódca sił zbrojnych ma być podporządkowany bezpośrednio prezydentowi, kierującemu obroną państwa we współdziałaniu z Radą Ministrów. Pozostałe zadania związane z kierowaniem armią pozostają zadaniem MON.
Zadaniem prezydenta byłoby także zatwierdzanie - na wniosek ministra obrony - narodowych planów użycia sił zbrojnych do obrony państwa.
Zgodnie z projektem kandydata na stanowisko naczelnego dowódcy ma wskazywać jeszcze w czasie pokoju prezydent - na wniosek rządu. Oficer ten ma być zobowiązany do udziału w przygotowaniach do obrony, takich jak ćwiczenia i gry strategiczne i w planowaniu użycia wojsk do operacji obronnej.
Naczelny dowódca nie przejmowałby dowodzenia nad całością sił zbrojnych, lecz jedynie nad częścią wyznaczoną do udziału w operacji obronnej. Nie odpowiadałby w czasie wojny np. za takie kwestie jak szkolnictwo wojskowe. Wykaz jednostek organizacyjnych przechodzących w podporządkowanie naczelnemu dowódcy ma być zapisany w tajnych planach użycia sił zbrojnych.
Do czasu mianowania naczelnego dowódcy i przejęcia przezeń obowiązków planowaniem, organizacją i operacjami sił zbrojnych ma kierować dowódca operacyjny rodzajów sił zbrojnych.