Nowe informacje ws. fałszywych alarmów. Są zatrzymania, szef MSWiA potwierdza
Trzy osoby zostały zatrzymane w związku z fałszywymi alarmami, po których służby interweniowały m.in. w domach polityków - potwierdził szef MSWiA Marcin Kierwiński. Jak dodał, wobec jednej z nich zastosowano areszt. Zapowiedział, że namierzona zostanie również osoba, która stoi za fałszywym alarmem w domu rodzinnym prezydenta Karola Nawrockiego. Głos w sprawie zabrał też premier Donald Tusk.

W skrócie
- Trzy osoby zostały zatrzymane w związku z fałszywymi alarmami, jedna z nich trafiła do aresztu, a wobec drugiej złożono wniosek o areszt.
- Minister Marcin Kierwiński poinformował, że osoby zatrzymane mają około dwudziestu lat i były wcześniej notowane za podobne przestępstwa.
- Trwają działania śledcze mające na celu ustalenie sprawcy fałszywego alarmu dotyczącego domu rodzinnego prezydenta Karola Nawrockiego.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Minister spraw wewnętrznych i administracjiMarcin Kierwiński poinformował w środę w TVN24, że akcja dotycząca fałszywych alarmów, które sprowadzały m.in. na polityków interwencje służb, jest w toku.
Fałszywe alarmy wobec polityków. Zatrzymano trzy osoby
- Zatrzymane są aktualnie trzy osoby. Wobec jednej osoby już jest zastosowany areszt, wobec drugiej jest wniosek aresztowy. Trzecia osoba to świeże zatrzymanie. Będą kolejne zatrzymania, będą kolejne przeszukania - poinformował szef MSWiA.
Zapytany, czy zatrzymania mają związek z interwencją w domu rodzinnym prezydenta Karola Nawrockiego, Kierwiński wyjaśnił, że "są to historie dotyczące poprzednich dni". Wymienił Telewizję Republika, jej redaktora naczelnego Tomasza Sakiewicza, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego oraz byłego szefa BBN Sławomira Cenckiewicza. Minister dodał, że sprawa jest rozwojowa.
Szef MSWiA przekazał też, że zatrzymani to "dwudziestolatkowie, osoby, które już miały problemy z prawem w tego typu kwestiach". - W takich sprawach mamy do czynienia z grupą osób, która się ze sobą kontaktuje, łączy, działa w porozumieniu - zaznaczył Kierwiński. Dodał, że do pierwszego z zatrzymań doszło w ubiegły czwartek.
Minister zauważył też, że osoby, które dotychczas zatrzymano, "działały wspólnie". - Grupa ich kontaktów jest znacznie, znacznie szersza - podkreślił Kierwiński.
Interwencja w domu rodzinnym prezydenta. Nowe ustalenia
- Na podstawie tej grupy z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że namierzona zostanie osoba, która stoi za fałszywym alarmem jeśli chodzi o matkę pana prezydenta - zauważył minister. - Pracujemy nad tym bardzo intensywnie, bo bardzo poważnie podchodzimy do tej sprawy od pierwszych godzin, kiedy pojawiły się te fałszywe alarmy - dodał.
Kierwiński wyjaśnił, że zgłoszenie dotyczące matki Karola Nawrockiego "wymagało zalogowania się na bramce internetowej, którą każdy z nas może wykupić". - Służby dochodzą po kolei, kto krok po kroku, kto tę bramkę kupił, kto tego SMS-a wysłał - mówił.
"Nie mam wątpliwości". Kierwiński o działaniach śledczych
Szef MSWiA mówił, że "bardzo mocną motywacją wśród tych ludzi jest chęć zaistnienia". - Są to osoby, które też mają swoje sympatie polityczne, ale to będzie przedstawiać prokuratura - zauważył minister
Jak zaznaczył, zatrzymane osoby złożyły zeznania, w których mówiły o powodach swoich działań.
- To jest początek śledztwa. Nie mam wątpliwości, że najbliższe godziny, dni będą przynosić kolejne zatrzymania - deklarował Kierwiński.
Minister podkreślił, że analizowane są "wątki rosyjskie", choć w przypadku osób zatrzymanych na ten moment się one nie potwierdziły. - Cały czas badamy motywację. Czasami osoby, które wykonują akty sabotażu, nie muszą wiedzieć, dla kogo pracują - dodał szef MSWiA.
Sprawa fałszywych alarmów. Premier zabrał głos
Do zatrzymań nawiązał też przed wylotem do Wielkiej Brytanii premierDonald Tusk. Jak przypomniał, "w ustach polityków PiS i Konfederacji pojawiły się oskarżenia o prowokacje, prześladowania, represje". - Zostawmy to, niech się wstydzą ci, którzy takie bzdury powielali - podkreślił szef rządu.
- Dla nas było ważne, aby możliwie szybko wykryć sprawców. Sprawa jest poważna w tym sensie, że są bardzo poważne konsekwencje tego typu działań. Sprawcy są bardzo młodzi - zauważył Tusk.
Jak mówił premier, "wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z dobrze zorganizowanymi grupami bardzo młodych ludzi". Wskazywał, że zatrzymani mogli działać czy to dla sławy, czy "dla osobistej satysfakcji, nie z powodów ideologicznych, partyjnych".
- Każde tego typu działanie to jest przestępstwo. Wtedy, kiedy przynosi poważne konsekwencje, jak w tym przypadku, to jest przestępstwo, za które można pójść siedzieć na długie, długie lata do więzienia. Każdy, kto ma zamiar bawić się w taki sposób, musi mieć świadomość, że technicznie będziemy zdolni do identyfikacji sprawców. Jestem przekonany, że prokuratura i sądy będą traktowały bardzo poważnie tego typu przestępstwa - stwierdził premier.
- Zwracam się do wszystkich, którym taki pomysł wpada do głowy, nie róbcie tego, szkodzicie państwu polskiemu, potencjalnym ofiarom prawdziwych zdarzeń i przede wszystkim - pójdziecie siedzieć - wzywał Tusk. - Proszę polityków wszystkich opcji, aby już więcej nie robili głupiego pożytku z takich sytuacji - apelował szef rządu.
Śledztwo ws. fałszywych zgłoszeń wobec polityków
MSWiA informowało, że między 10 a 15 maja doszło do 12 interwencji funkcjonariuszy służb policji związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi "czy to podłożenia ładunków wybuchowych, czy zagrożenia zdrowia i życia".
W sobotę wieczorem służby, po fałszywym alarmie, siłowo weszły do mieszkania w Gdańsku, należącego do matki prezydenta Karola Nawrockiego.
Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła w poniedziałek śledztwo w sprawie fałszywego zawiadomienia. Jak przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku prok. Mariusz Duszyński z dotychczas zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że w sobotę nieustalona osoba, za pośrednictwem aplikacji Alarm 112, dokonała zgłoszenia z ustalonego numeru telefonu.
Policja podjęła działania m.in. w mieszkaniu redaktora naczelnego Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza po zgłoszeniu dotyczącym rzekomego zagrożenia życia osoby nieletniej. Interwencja okazała się bezpodstawna; uznano ją za próbę wprowadzenia służb w błąd.
Policja interweniowała również przy posesji Jarosława Kaczyńskiego w Warszawie. Sprawę nagłośnił w poniedziałek rzecznik PiS Rafał Bochenek. Według jego relacji zgłoszenie miało dotyczyć rzekomego podłożenia ładunków wybuchowych w ogrodzie na terenie nieruchomości prezesa PiS.
















