Reklama

Nowe fakty w sprawie afery podkarpackiej. To nie "Cygan" pisał na Facebooku

Zanim Dawid "Cygan" Kostecki zmarł, wielu ekspertów wróżyło mu wielką karierę sportową. Ważnym przystankiem na drodze do mistrzowskiego pasa w boksie miał być pojedynek z Royem Jonesem Jr. z 2012 r. Do walki nie doszło, bo polski bokser musiał zostać w areszcie. W ramach zemsty na jego facebookowym profilu pojawiły się szokujące informacje dotyczące powiązań policji i gangsterów. Dziś okazuje się, że to wcale nie "Cygan" ujawnił słynną aferę podkarpacką. - Od piątej rano zacząłem przedstawiać na Facebooku cały układ podkarpacki razem z nazwiskami - na stronach biografii "Uliczny Fighter" Mateusza Fudali twierdzi Marek K., biznesmen i człowiek, który sam siebie nazywa "ostatnim świadkiem afery podkarpackiej".

Dawid "Cygan" Kostecki był popularnym bokserem. I chociaż pochodził z trudnej rodziny, początkowo mało kto wiedział o jego podwójnym życiu. W 2012 r. miał już na koncie pobicie, pobyt w areszcie czy udział w zorganizowanej grupie przestępczej, ale zarzucano mu również czerpanie korzyści z nierządu. Co więcej, sąd uniemożliwił mu odbycie walki, która mogła zaprowadzić go na szczyty boksu zawodowego.

Gdy Kostecki dowiedział się, że nie skrzyżuje rękawic z Royem Jonesem Juniorem, w mediach społecznościowych opublikował wpis, który doprowadził przed sąd m.in. byłych funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji. Żeby zrozumieć całą tę historię, trzeba jednak przypomnieć ukraińskich braci Aleksa i Żenię R., którzy przez lata trudnili się czerpaniem korzyści z prostytucji czy handlem ludźmi na Podkarpaciu. W swoich przybytkach mieli też gościć, a nawet nagrywać, grube ryby z pierwszych stron gazet.

Reklama

W 2012 r. "Cygan" jako pierwszy opublikował informacje o sieci agencji towarzyskich działającej od blisko dwóch dekad: "Z biednych chłopców z bazaru rzeszowskiego Alex i Żenia stali się milionerami, których chroni skorumpowany układ urzędników i funkcjonariuszy w Rzeszowie" - można było przeczytać na facebookowym profilu osadzonego wówczas pięściarza. A dalej: "Co najmniej kilkunastu świadków podaje, że po pieniądze do Alexa i Żeni systematycznie przyjeżdża funkcjonariusz CBŚ w Rzeszowie, Daniel Ś.".

Po latach wyszło na jaw, że Daniel Ś. to naczelnik wydziału do zwalczania przestępczości narkotykowej rzeszowskiego CBŚP. Sprawa tego funkcjonariusza oraz jego kolegów z podkarpackiej wierchuszki służb po dziś dzień toczy się przed tarnobrzeskim sądem. Zarzuty? Część jest niejawna, ale chodzi o m.in. łapownictwo, nielegalne pozyskiwanie informacji czy zaniechanie czynności służbowych. Ś. miał przyjmować - w ramach łapówek - dwupoziomowy apartament w jednym z hoteli, usługi prostytutek, a nawet urządzenia do... wypieku naleśników.

Nie "Cygan", a Marek K.

Na kartach książki "Uliczny Fighter" czytamy, że wpisu, który przed dekadą wstrząsnął polską opinią publiczną, faktycznie dokonał Marek K., jeden z rzeszowskich biznesmenów. - Twierdzi, że jest ostatnim żyjącym świadkiem afery podkarpackiej. Trudno to zweryfikować, natomiast na pewno jest osobą, która nie boi się mówić - przekazał Interii Mateusz Fudala, autor biografii, wieloletni dziennikarz sportowy publikujący wcześniej w "Super Expressie", a obecnie w redakcji sportowej TVP.  

Jak usłyszeliśmy, biznesmen rozmawia nie tylko z mediami, ale i prokuraturą. Co powiedział Fudali? W jego opinii Kostecki był gotów "obciążyć zeznaniami wszystkich oficerów związanych patologicznym układem z sutenerami". Powiedział też, że prowadził profile społecznościowe "Cygana". - Dawid dał mi wolną rękę. Być może wynikało to z tego, że nie za bardzo potrafił napisać sensownie zdanie, zawsze go to stresowało (...). Miał do mnie zaufanie i zawsze podpisywał się pod tym, co napisałem w jego imieniu - utrzymuje K. Jak czytamy na stronach "Ulicznego fightera", to on stał za początkiem afery, o której usłyszała cała Polska.

- Od piątej rano zacząłem przedstawiać na Facebooku cały układ podkarpacki razem z nazwiskami. Pierwszy wpis w kilka godzin zobaczyło kilkadziesiąt tysięcy ludzi na całym świecie, a media trąbiły o tym, że Kostecki przemawia zza krat - mówi podkarpacki biznesmen. - W policji i CBŚ zastanawiali się, jak to możliwe, skoro on ("Cygan" - red.) tam nie ma internetu. Oczywiście został przesłuchany i powiedział, że to ja zamieszczam te wpisy - przekazał K.

Co o informatorze sądzi autor książki? - Marek K. przekonuje, że działał w porozumieniu z Dawidem, zresztą sam Kostecki nigdy nie zgłaszał żadnych pretensji, w związku z tym, co pojawiało się w tamtym czasie na jego stronie. Nigdy się z tych słów nie wycofał - zauważa Fudala. - To w końcu on miał namówić Kosteckiego do ujawnienia śledczym faktów na temat układu podkarpackiego. Faktycznie, w październiku 2012 roku, "Cygan" złożył zeznania w prokuraturze w Krakowie. Kostecki ujawnił sporo nazwisk, ale z moich ustaleń wynika, że nie miał szczegółowej wiedzy na temat klientów agencji towarzyskich braci R. - dodaje.

Sprawa funkcjonariusza Wojciecha J.

Kiedy w 2016 r. Daniela Ś. oraz innych funkcjonariuszy zatrzymała ABW, sprawie miał przyjrzeć się Wojciech J. z Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Dostał dwa zadania: zbadać rzekome powiązania z przestępcami byłego szefa CBA Pawła Wojtunika oraz odnaleźć nagrania z podkarpackich agencji towarzyskich.

Wojciech J. miał otrzymać nagranie z agencji towarzyskiej w sierpniu 2017 r. To, w jego opinii, trafiło do służbowej, pancernej szafy. W środku, jak kilka lat później zapewniał Maciej Wąsik, wiceszef MSWiA, nie znaleziono filmu. Sam J. twierdził, że o swojej wiedzy poinformował przełożonych, ale również premiera. Miał też skarżyć się ówczesnemu szefowi CBA Ernestowi Bejdzie, że jeden z posłów PiS próbował go przekupić.

Ostatecznie Wojciech J. został zwolniony z CBA 24 maja 2018 r. Rok później sprawa J. i afery podkarpackiej trafiła do Sejmu. Kierownictwo resortu spraw wewnętrznych i administracji zaprzeczało rewelacjom funkcjonariusza. - Szef CBA stwierdził, że jest w dyspozycji takiej wiedzy, która mówi o tym, że na Podkarpaciu w agencjach towarzyskich nagrywane są różne osoby, w szczególności funkcjonariusze i politycy, i że jest tam około 4 tys. nagrań - w rozmowie z posłami opozycji opowiadał J., który jako jednego z bohatera nagrań wprost wskazał Marka Kuchcińskiego z PiS.  

"Kategorycznie stwierdzam, iż insynuacje sugerujące jakikolwiek mój związek z nieobyczajnym zachowaniem czy przestępstwem są nieprawdziwe" - oświadczył Kuchciński.

We wrześniu prokuratura zarzuciła J. składanie fałszywych zeznań, ujawnianie dziennikarzom tajemnic służbowych oraz pomówienie byłego marszałka Sejmu o udział w skandalu obyczajowym. Wojciech J. nie przyznaje się do winy.

Według komunikatu Służby Więziennej 2 sierpnia 2019 r. Dawid Kostecki powiesił się na prześcieradle w celi Aresztu Śledczego Warszawa-Białołęka. Książka Mateusza Fudali "Dawid "Cygan" Kostecki. Uliczny Fighter" ukaże się 25 stycznia nakładem wydawnictwa Sine Qua Non (SQN). 

Jakub Szczepański

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama