"Nigdy nie widziałem takiego schronu". Wąskie gardła obrony cywilnej
- Nie byłem jeszcze w schronie w Polsce, który spełniałby obecne normy. Chętnie taki zobaczę. Jest naprawdę dużo do zrobienia - mówi poseł Piotr Strach, przewodniczący sejmowego zespołu ds. obrony cywilnej. Rozmówca Interii wskazuje "wąskie gardła" związane z obroną cywilną i ochroną ludności. Jedno z nich dotyczy bezpieczeństwa lekowego. Polska jest w tym zakresie niemal zupełnie zależna od… Azji.

W skrócie
- Piotr Strach w wywiadzie dla Interii mówi o wąskich gardłach obrony cywilnej i ochrony ludności w Polsce:
- "Liczba schronów to jedno, a ich stan to drugie. Są niewyremontowane i niewyposażone"
- "Często kupujemy od chińskich producentów, co nas uzależnia od pozasojuszniczych kontrahentów"
- "Z bezpieczeństwem lekowym jest źle globalnie, nie tylko w Polsce"
- "Mamy coraz więcej przeszkolonych urzędników w gminach. A wiedza i edukacja są bardzo ważne. I kluczowa kwestia - w końcu pojawiły się pieniądze, miliardy złotych"
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Justyna Kaczmarczyk, Jolanta Kamińska-Samolej, Interia: Jak idzie realizacja rządowego Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej?
Piotr Strach, przewodniczący sejmowego zespołu ds. obrony cywilnej, Polska 2050: - Jest pewne opóźnienie, bo przygotowanie wytycznych np. w sprawie budowy schronów, wymaga czasu. To duże inwestycje dla gmin, które dopiero zaczynają proces. Ustawa obowiązuje rok, to jest i długo i krótko.
- Z jednej strony oczekiwaliśmy bezpieczeństwa od zaraz, ale z drugiej strony mamy 20 lat opóźnienia. Dla przykładu schrony, które odziedziczyliśmy po czasach słusznie minionych, w zasadzie nie spełniają żadnych współczesnych wymogów. Brakuje sanitariatów, zabezpieczeń medycznych, magazynów wody, jedzenia. Wąskim gardłem jest kwestia filtracji.
Alarmował pan, że filtrów powietrza, które są konieczne w schronach, po prostu nie mamy.
- Tak, w dodatku brakuje producentów.
A ile realnie mamy teraz schronów w Polsce?
- Trudno mi powiedzieć, bo szacunki są najróżniejsze. Liczba to jedno, a ich stan, to drugie. Są niewyremontowane i niewyposażone. Nie byłem jeszcze w schronie w Polsce, który spełniałby obecne normy. Chętnie taki zobaczę. Jest naprawdę dużo do zrobienia.

Jaka jest strategia, jeśli chodzi o rozmieszczanie tych schronów? Gdzie powinny się znajdować?
- Czerpiemy doświadczenia z Ukrainy czy Izraela, gdzie schrony są jak najbliżej skupisk ludzkich. Nowe schrony powinny powstawać pod szkołami, stadionami, teatrami i znajdować się w planach przed budową nowych obiektów. Ludzie muszą je mieć blisko.
Przywołuje pan przykład Ukrainy, gdzie pełnoskalowa wojna wybuchła ponad cztery lata temu, a my wciąż mówimy o schronach w czasie przyszłym. Tamto zdarzenie nie powinno nas jednak skuteczniej otrzeźwić?
- Ustawa została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę w grudniu 2024 roku, weszła w życie w styczniu 2025 i od tego czasu mamy też kilkanaście różnych rozporządzeń wykonawczych. Ciemna strona jest, ale podkreślam, że zaczynaliśmy od zera. I tak zrobiliśmy duży skok. Poza tym nie chodzi o to, aby wkrótce całe państwo było w schronach. Możliwość schronienia się musi mieć określony procent społeczeństwa.
Liczba schronów to jedno, a ich stan to drugie. Są niewyremontowane i niewyposażone.
Jaki dokładnie to procent? Do czego dążymy?
- To temat do dyskusji. Np. w Skandynawii ten odsetek jest bardzo wysoki, na poziomie kilkudziesięciu procent. Gdybyśmy osiągnęli poziom 40-50 procent, bylibyśmy w światowej czołówce. Jednocześnie naszą zasadą jest polityka odstraszania, tak skuteczna, by schrony nie musiały okazać się potrzebne. Strategia sił zbrojnych polega na tym, żeby wroga zatrzymać na granicy.
Ale teraz zagrożenie jest także w powietrzu.
- Budujemy najlepszą obronę przeciwlotniczą w Europie, najnowocześniejsze systemy.
Ach…
- Ja wiem, że na razie to jest "ach", ale za dwa lata będzie "wow". Wzorujemy się na najnowocześniejszych rozwiązaniach i inwestujemy w przeciwdziałanie.
Tymczasem prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę, wdrażającą program SAFE. Te pieniądze wpłynęłyby także na organizowanie obrony cywilnej?
- Prezydent Nawrocki zawetował SAFE, gdzie były pieniądze nie tylko na wojsko i rodzimą zbrojeniowkę, ale także na policję, Straż Graniczną, infrastrukturę krytyczną - jak strategiczne drogi i koleje czy na cyberbezpieczeństwo, czyli pośrednio na obronę cywilną. To skandal i największy póki co błąd tej prezydentury.
Wracając do tematu schronów - nasuwa się przykry wniosek: w sytuacji zagrożenia Polacy nie będą mieli się gdzie ukryć.
- Nie mamy wielu schronów, ale mamy miejsca schronienia.
Jako takie miejsca kwalifikowane są np. bloki mieszkalne z garażem podziemnym.
- Tu wymagania są dużo niższe, głównie jeśli chodzi o wyposażenie i szczelność. Schron musi być hermetyczny, wytrzymać falę uderzeniową, zagrożenie chemiczne, biologiczne, nawet radioaktywne. To będzie wymagało czasu i wielkich pieniędzy. Nie oszukujmy się, te pięć miliardów złotych, które w ubiegłym roku wydaliśmy, to kropla w morzu potrzeb.
Na pewno wydaliśmy?
- Tyle trafiło do wojewodów, np. województwo śląskie dostało mniej więcej 500 milionów złotych, zachodniopomorskie około 300 milionów.
Samorządowcy mówią, że musieli część środków zwrócić, bo nie zdążyli ich wykorzystać.
- To prawda. Te środki napłynęły późno, a nie mogły być przesuwane.
Jesteśmy więźniami rocznego systemu rozliczania?
- Póki co niestety tak. Mam nadzieję, że to zostanie zmienione. W ubiegłym roku środki do wojewodów trafiły dopiero w wakacje, więc mieli niecałe pół roku, żeby zgodnie z procedurami je wydać, np. przeprowadzić przetargi. To kolejne "wąskie gardło", kiedy mówimy o ochronie ludności i obronie cywilnej.
Często kupujemy od chińskich producentów, co nas uzależnia od pozasojuszniczych kontrahentów.
Gdzie widzi pan inne tzw. wąskie gardła?
- Kiedy wszystkie gminy w całej Polsce dostały możliwość zakupów, okazało się, że na rynku jest za mało sprzętu. Zainteresowanie rosło, a wraz z nim ceny. I nagle okazywało się, że zaplanowane środki przestawały wystarczać na zaplanowane zakupy. Do tego nie mamy wielu producentów specjalistycznych sprzętów: ratowniczych, medycznych, filtrujących, etc. Często kupujemy od chińskich producentów, co nas uzależnia od pozasojuszniczych kontrahentów.
Podczas Kongresu Obrony Cywilnej mówił pan, że źle jest z bezpieczeństwem lekowym: "tak źle, że tylko ze schronami gorzej". Dlaczego?
- Tu zaskoczę - z bezpieczeństwem lekowym jest źle globalnie, nie tylko w Polsce. Cała Europa w zasadzie jest uzależniona od tzw. aktywnych składników farmaceutycznych (API) produkowanych w Azji.
I ten problem dotknął nas w pandemii. Dlaczego nie zmieniliśmy polityki w tym zakresie?
- Ze względu na terminy ważności nie da się zrobić zapasów API - to po pierwsze. Po drugie, ich przechowywanie jest drogie i trudne, wymaga odpowiedniej temperatury, wilgotności itp. Cała Unia Europejska od dawana sprowadza API z Azji, bo produkcja jest tam czasami i trzykrotnie tańsza. Pod tym względem rynki azjatyckie są teraz bezkonkurencyjne. Choć zaznaczam, że mamy w Polsce duże firmy, np. Polpharmę, które produkują leki strategiczne dla naszego bezpieczeństwa, ale nie są w stanie zmagazynować wystarczająco dużo czynników aktywnych.
Żeby nie było tak pesymistycznie, panie pośle, co nam idzie dobrze?
- Mamy poradnik bezpieczeństwa, który trafił do milionów gospodarstw domowych w Polsce. Mamy szkolenia w zakresie bezpieczeństwa, które z poziomu ministerstw i wojewodów doszły do starostów, burmistrzów. Mamy coraz więcej przeszkolonych urzędników w gminach. A wiedza i edukacja są bardzo ważne. I kluczowa kwestia - w końcu pojawiły się pieniądze, miliardy złotych. Powoli, ale odbudowujemy obronę cywilną w Polsce.
Rozmawiały: Justyna Kaczmarczyk (justyna.kaczmarczyk@firma.interia.pl) i Jolanta Kamińska-Samolej (jolanta.kamińska@firma.interia.pl)














