W skrócie
- Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota podjęła śledztwo w sprawie przyjęcia korzyści majątkowych przez osoby zatrudnione w UCK WUM, dotyczące proponowania rodzinom zmarłych pacjentów usług konkretnego zakładu pogrzebowego.
- Na podstawie materiałów Onetu opisano sytuacje, w których rodziny zmarłych w szpitalu UCK WUM były nagabywane do skorzystania z oferty zakładu pogrzebowego Nadzieja, a relacje mówiły o obecności firmy na terenie placówki.
- Według doniesień byli pracownicy szpitala oraz osoby z branży pogrzebowej potwierdzili istnienie biura prywatnego zakładu przy prosektorium i wskazali na konieczność wyjaśnienia działań placówki przez odpowiednie organy.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Jak przekazała prokuratura w komunikacie, śledztwo zostało wszczęte w związku z informacjami ujawnionymi przez portal Onet. Wynika z nich, że na terenie warszawskiego szpitala przy Banacha - jednego z najważniejszych szpitali w Polsce - bliscy zmarłych pacjentów od lat są nagabywani, by skorzystali z usług prywatnego zakładu pogrzebowego "Nadzieja".
Publikacja opisywała sytuacje, w których rodziny osób zmarłych w szpitalach Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego miały otrzymywać propozycje organizacji pogrzebu właśnie przez wskazany zakład.
Jak podaje Onet, przez dwa tygodnie zebrano materiały obejmujące m.in. dokumenty, relacje byłych pracowników placówki, rodzin zmarłych pacjentów oraz przedstawicieli innych firm z branży pogrzebowej. Z ich relacji wynikało, że zakład "Nadzieja" miał prowadzić działalność na terenie szpitala, co - według rozmówców - mogło naruszać obowiązujące przepisy.
Jedna z opisanych sytuacji dotyczyła mężczyzny, który pojawił się w prosektorium, aby zidentyfikować ciało zmarłego ojca. Jak relacjonował, osoba pokazująca ciało miała przy okazji zaproponować pomoc w organizacji całego pogrzebu.
Podobne relacje miały przedstawiać także inne rodziny. Jedna z osób bliskich zmarłego przekazała, że pracownica prosektorium miała sugerować wybór konkretnego zakładu, argumentując, że w takim przypadku rodzina nie poniesie kosztów związanych z przechowywaniem ciała w chłodni.
Prokuratura reaguje po doniesieniach o praktykach w szpitalu w warszawskim szpitalu
W sprawie opisywanej przez Onet, głos zabrali także byli pracownicy szpitala oraz osoby związane z branżą pogrzebową. Jedna z byłych pracownic placówki przy Banacha twierdziła, że rodziny osób zmarłych miały znajdować się pod szczególną presją.
- Nie rozumiałam, dlaczego w naszych szpitalach tak się dręczy bliskich zmarłych pacjentów - relacjonowała. Dodała także, iż otrzymywała "telefony z pretensjami od pani z chłodni, że nie przysyłam do niej rodzin".
Przedstawiciel branży pogrzebowej przekazał natomiast, że przy prosektorium miało funkcjonować biuro konkretnego zakładu, w którym znajdowały się przygotowane wcześniej dokumenty.
- Przy prosektorium normalnie funkcjonowało biuro zakładu pogrzebowego. Były w nim już gotowe formularze umów. Pracownik widział człowieka w rozpaczy i miał za zadanie namówić go na podpisanie umowy jeszcze w szpitalu - mówił.
Według właściciela innego domu pogrzebowego sytuacja w placówce wymaga wyjaśnienia przez organy ścigania.
- Tym, co się dzieje w szpitalu na Banacha, powinien zainteresować się prokurator. Jak to możliwe, że szpital oddaje prywatnemu zakładowi pogrzebowemu prowadzenie chłodni? Taki zakład ściąga później ciała do siebie, a to jest zabronione prawnie - stwierdził.
















