Reklama

Niepłodność - problem 3 milionów Polaków. Potrzebujemy in vitro?

W Polsce z problemem niepłodności zmagają się nawet trzy miliony osób. Z roku na rok jest gorzej. Tymczasem do debaty publicznej powraca temat in vitro. - Refundowanie procedury sztucznego zapłodnienia przekłada się na wzrost liczby urodzeń. W Izraelu co dziesiąte dziecko, które przychodzi na świat, jest poczęte tą metodą. W tradycyjnie katolickiej Hiszpanii z in vitro rodzi się rocznie siedem-osiem proc. dzieci - mówi Interii prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii prof. Rafał Kurzawa. Jak sytuacja wygląda w Polsce?

O temacie in vitro - za sprawą opozycji - znów robi się głośno. Koalicja Obywatelska zbiera podpisy pod obywatelskim projektem, zakładającym refundację przez państwo procedury sztucznego zapłodnienia. Obecnie Polska pozostaje jednym z nielicznych państw Unii Europejskiej, które nie wspiera finansowo pacjentów pod tym względem. Tymczasem problem niepłodności nasila się.

Niepłodność. Problem dotyka trzech milionow Polaków

Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii szacuje, że w naszym kraju aż co piąta para ma problem z poczęciem dziecka. - To daje 1,5 miliona niepłodnych par, czyli trzy miliony Polek i Polaków, którzy starają się o ciążę i nie potrafią się jej doczekać bez pomocy lekarza - mówi Marta Górna ze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz Bocian". 

Reklama

Te dane są jednak szacunkowe.

- Nie ma precyzyjnych statystyk Ministerstwa Zdrowia. Mapy potrzeb zdrowotnych konsekwentnie pomijają tematykę niepłodności. Jeśli przeanalizujemy zawarte tam dane, dowiemy się np. że w danym województwie są 22 osoby zmagające się z niepłodnością. Te liczby są zupełnie oderwane od realiów - uważa Marta Górna. 

Tłumaczy jednak, że szacunki są zbieżne z zapotrzebowaniem Polaków na leczenie metodą in vitro. - Dane, które raportują kliniki w ramach Europejskiego monitoringu leczenia niepłodności, potwierdzają szacunki dotyczące populacji niepłodnej - mówi. 

Choroba cywilizacyjna. Co to jest niepłodność i skąd się bierze?

Zgodnie z definicją Światowej Organizacji Zdrowia niepłodność występuje wtedy, kiedy para starająca się o dziecko nie może zajść w ciążę pomimo podejmowania systematycznych i regularnych prób (trzy-cztery stosunki tygodniowo) przez co najmniej rok, bez stosowania jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych.

WHO uznaje niepłodność za chorobę cywilizacyjną. W rozwiniętych krajach obserwuje się znaczny wzrost odsetka zmagających się z nią par.

- W ostatnich latach problem się pogłębia. Wiąże się to ze stylem życia i dokonywanymi wyborami, czyli faktem, że kobiety w krajach rozwiniętych decydują się na dziecko coraz później - mówi w rozmowie z Interią ginekolog położnik, specjalista endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości oraz embriolog kliniczny, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii prof. dr hab. Rafał Kurzawa.

Tymczasem okres największej płodności kobiety przypada między 20. a 25. rokiem życia, natomiast po 35. roku życia dochodzi do jej znacznego obniżenia.

- Dodatkowo istotnym czynnikiem ograniczającym płodność głównie u kobiet jest rozprzestrzeniająca się epidemia otyłości. Kobiety, u których nadwaga graniczy z otyłością, są dwukrotnie mniej płodne od tych z należną wagą. Na płodność negatywnie wpływają także używki. Najbardziej szkodliwe jest palenie papierosów, ale istotne nadużywanie alkoholu również ogranicza płodność człowieka - wyjaśnia. 

Wśród przyczyn niepłodności wymienia się także: niewłaściwą gospodarkę hormonalną, złe odżywianie się, stres oraz przebyte infekcje narządów rodnych.

Prof. Kurzawa: Demografia w katastrofalnym stanie

- Polska demografia jest w katastrofalnym stanie i choć leczenie niepłodności jest ważnym czynnikiem, który może wpłynąć na poprawę wskaźników demograficznych, to nie traktujemy go w Polsce poważnie - uważa prof. Rafał Kurzawa.

- Decydenci mogliby prowadzić politykę zdrowotną zmierzającą do tego, by w Polsce rodziło się więcej dzieci, a istotnym elementem tej polityki jest wsparcie par z niepłodnością. Leczenie niepłodności powinno być finansowane ze środków publicznych w całym wymiarze, a nie tylko obejmować wybrane procedury. Po drugie w Polsce powinien zostać przygotowany osobny plan wsparcia par z problemem niepłodności. Mamy np. problem z diagnozowaniem niepłodności męskiej. Brakuje specjalistów z dziedziny andrologii oraz infrastruktury, by w ośrodkach publicznych skutecznie diagnozować i leczyć niepłodność męską - mówi.

Czytaj: Czesi liderem w UE. W czym tkwi sekret demograficznego sukcesu? 

In vitro. "Kiedy inne metody zawodzą"

Niepłodność, w zależności od jej przyczyn, leczy się różnymi sposobami.

- Jednym wystarczy farmakoterapia, inne pary będą mieć trudności, które można rozwiązać zabiegiem w obrębie narządów rodnych. In vitro jest metodą stosowaną, kiedy inne zawodzą. Jej skuteczność jest wysoka i wynosi 30-35 proc. na jeden cykl. To niezwykle dobry wynik w obliczu tego, że nasza naturalna płodność - mając na uwadze młodą, zdrową parę - plasuje się na poziomie 25 proc. na cykl - mówi Marta Górna ze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz Bocian". 

Specjaliści zwracają uwagę, że procedura in vitro częściej kończy się sukcesem, jeśli jest adresowana do par, które mają dobre rokowania.

- Dobre rokowania występują wtedy, gdy mamy wczesne rozpoznanie problemu i wczesne wdrożenie leczenia. Jeśli będziemy leczyć kobiety młode, to ta skuteczność będzie wysoka - przekonuje prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii.

Wiek jest niezwykle istotny. Dlatego w programach refundujących procedurę sztucznego zapłodnienia najczęściej mogą brać udział kobiety mające od 20 do 40-42 lat, bo - jak mówią specjaliści - szansa na uzyskanie ciąży zakończonej urodzeniem dziecka u kobiety 25-letniej i 45-letniej jest nieporównywalna.

Refundowane są zazwyczaj trzy próby.

- Po przekroczeniu 40-42 lat - w związku ze spadająca płodnością kobiety - skuteczność in vitro bardzo spada, do 5-10 proc. Co nie oznacza, że in vitro nie jest dla dojrzalszych kobiet. Istnieje po prostu znacznie wyższe ryzyko niepowodzenia - stwierdza Marta Górna.

Czy refundowanie in vitro wpływa na wyższą liczbę urodzeń?

- Refundowanie procedury sztucznego zapłodnienia przekłada się na wzrost liczby urodzeń. Potwierdza to program Arłukowicza - mówi Interii prof. Rafał Kurzawa.

W latach 2013-2016 w Polsce funkcjonował Narodowy Program Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego, który refundował do trzech procedur in vitro. Z programu skorzystało ponad 17 tysięcy par, a efektem jego działania były narodziny prawie 22 tys. dzieci. 

Obecnie Polacy, którzy chcieliby podejść do metody in vitro, mają dwie opcje - sięgnąć do własnej kieszeni lub starać się o wsparcie lokalnie, pod warunkiem, że mieszkają w gminach, które mają programy finansowania in vitro. - W 2021 roku Łódź opublikowała dane demograficzne za rok 2020, wynikało z nich, że pięć proc. dzieci urodziło się w ramach samorządowego programu finansującego procedurę in vitro - mówi przedstawicielka stowarzyszenia "Nasz Bocian".

15 tys. zł - inwestycja w nowego obywatela

- Leczenie niepłodności nie jest przełomem w poprawie demografii, ale jest na pewno istotną cegiełką. Na przykład w Izraelu co dziesiąte dziecko, które przychodzi na świat, jest poczęte metodą in vitro. Jest to zatem 10 proc. wszystkich urodzeń. W tradycyjnie katolickiej Hiszpanii z in vitro rodzi się rocznie siedem-osiem proc. dzieci, podobnie w Danii. W Polsce jest to w granicach około dwóch procent - wylicza prof. Rafał Kurzawa.

- Wspieranie przez państwo procedury in vitro to dobry sposób na walkę z problemem jakim jest niski wskaźnik dzietności. Po pierwsze, zakładając, że in vitro powiedzie się za pierwszym razem, koszt urodzenia jednego dziecka to około 15 tys. zł, bo tyle wynosi opłacenie jednej procedury. To dla państwa najlepsza inwestycja w nowego obywatela, który będzie płacił podatki. Warto to robić choćby z ekonomicznego punktu widzenia - uważa Marta Górna ze stowarzyszenia "Nasz Bocian".

- Po drugie, kiedy rodzi się za mało dzieci, to prościej pomóc rodzinom, które bardzo tych dzieci pragną i są gotowe na ich przyjęcie, niż przekonywać do rodzicielstwa nieprzekonanych - konkluduje.

Czytaj: Barbara Socha: Rozumiem, że kobiety się wkurzyły 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: in vitro | niepłodność | sztuczne zapłodnienie

Reklama

Reklama

Reklama