Reklama

Reklama

Niemiecka prasa: Polska zawiodła, Niemcy odstawiły fuszerkę

Katastrofa ekologiczna w Odrze pozostaje w centrum uwagi niemieckich mediów. Komentatorzy oceniają krytycznie działania polskiego rządu, ale zwracają też uwagę na błędy strony niemieckiej.

Pomór ryb w Odrze będzie miał polityczne następstwa - przewiduje niemiecki tygodnik "Der Spiegel". Katastrofa jest dla polsko-niemieckich relacji "twardym testem".

Der Spiegel: Krytyka Polski i Niemiec

"Nie można mówić, że współpraca obu krajów podczas tego kryzysu funkcjonowała źle. Przez długi czas w ogóle nie funkcjonowała. W Polsce, ale i tutaj w kraju" - piszą dziennikarze "Spiegla".

System wczesnego ostrzegania w Brandenburgii, który miał rzekomo szybko reagować na nielegalnie wylany olej samochodowy, nie dostrzegł największej od dawna katastrofy ekologicznej. "Władze centralne, kraje związkowe i samorządy potknęły się po raz kolejny o podział kompetencji" - krytykuje "Der Spiegel’.

Reklama

"Działania kryzysowe polskiego rządu są katastrofą w katastrofie" - czytamy w "Spieglu", który zwraca uwagę, że dopiero po dwóch tygodniach władze wydały wreszcie zakaz kąpieli i wędkowania. Redakcja podkreśla, że istnieją dokładne regulacje, kogo należy poinformować w przypadku zanieczyszczenia Odry. "Pod koniec lipca z Polski nie dochodzi nic - żaden telefon, faks, ani e-mail".

"Der Spiegel" nie szczędzi krytycznych uwag stronie niemieckiej. Opisuje trudną sytuację burmistrza Frankfurtu nad Odrą Rene Wilkego, który czuł się w początkowej fazie katastrofy "pozostawiony sam sobie". Ważne informacje burmistrz czerpał z mediów. Polityk chciał sprzątnąć śnięte ryby, ale władze Brandenburgii naciskały, aby zostawić je w wodzie tak długo, aż wyjaśni się, co jest przyczyną pomoru.

"Der Spiegel" wspomina też o stanowisku stowarzyszeń wędkarzy i rybaków, które skrytykowały brandenburskie ministerstwo rolnictwa za brak planów awaryjnych i niekompetentny personel.

"Die Zeit": Trująca alga nikogo nie usprawiedliwia

"Plaga alg, przez którą duszą się ryby, sprawia wrażenie katastrofy wywołanej przez siły przyrody. To jednak nie wyklucza udziału chemikaliów. Bez człowieka nie doszłoby do pomoru ryb" - pisze Dagny Luedemann w komentarzu opublikowanym w sobotę w internetowym wydaniu tygodnika "Die Zeit".

"Jeżeli były to algi, to czy nie był to wypadek spowodowany chemikaliami? Czy nie było nawozów ani ścieków? Albo nagłego upału podczas kryzysu klimatycznego? Takie błędne i niebezpieczne wnioski świadczą o niezrozumieniu powodów śmierci w męczarniach kilkudziesięciu ton mieszkańców Odry" - podkreśla autorka komentarza.

Luedemann przyznaje, że w rzece znaleziono trujące złote algi, które mogły zabić wszystkie ryby, skorupiaki i ślimaki, powodując u nich pęknięcia skrzeli, co doprowadziło do ich uduszenia. "Alga, która właściwie nie występuje w Odrze, spowodowała śmierć ryb. Jednak taka alga mogła stać się śmiertelną plagą tylko w zanieczyszczonej, przegrzanej i spiętrzonej rzece" - zastrzega dziennikarka "Die Zeit".

Złote algi czują się dobrze tylko wtedy, gdy sole z fabryk chemicznych, przedsiębiorstw metalowych, nawożonych pól czy innych zakładów przemysłowych przekształcą początkowo słodką wodę Odry w wodę słonawą. Dopiero w mętnej zupie, w której związki azotu i inne organiczne substancje oferują jednokomórkowcom pożywienie, algi mogą wytwarzać truciznę w niebezpiecznej dawce - tłumaczy komentatorka.

Jak podkreśla, w Niemczech do tej pory nie odnotowano takich przypadków, znanych wcześniej z USA czy Skandynawii. "Teraz w dramatyczny sposób doszło do zmiany" - podkreśla Luedemann. Fakt, że trujące algi zabiły ryby, nie oznacza uniewinnienia człowieka jako sprawcy katastrofy. "W Polsce o zrzut słonych ścieków podejrzewana jest kopalnia rudy, jednak nie zostało to jeszcze udowodnione. Śledztwo musi być kontynuowane" - czytamy w "Die Zeit".

"Bardzo możliwe, że za katastrofę odpowiada wiele szkodliwych substancji, a także działania podejmowane w celu spiętrzenia Odry. Rzeka stała się w końcu tak zanieczyszczona, wolna, gorąca i chora, że mogły w niej rozkwitnąć algi słonowodne. Odra od dawna nie jest wolna od chemikaliów" - pisze komentatorka.

"Myli się bardzo ten, kto uważa, że wobec wykrycia alg jako sprawcy, może się wygodnie rozsiąść w fotelu. Jeżeli ludzie będą nadal w taki sposób podgrzewać Ziemię, zabierać rzekom przestrzeń, spiętrzać je i zanieczyszczać chemikaliami i ściekami, takie katastrofy będą się powtarzać coraz częściej i będą coraz gwałtowniejsze. Nie ma więc powodu, by zwalać winę na przyrodę" - pisze w konkluzji Dagny Luedemann na portalu tygodnika "Die Zeit".

"Frankfurter Allgemeine Zeitung": Niemiecko-polski spór o śnięte ryby

"Pomór ryb w Odrze doprowadził do kolejnych napięć pomiędzy Niemcami a Polską" - donosi "FAZ" na pierwszej stronie sobotniego wydania.

Redakcja zwraca uwagę, że obie strony zarzucają sobie zaniechania w podejściu do katastrofy ekologicznej. Niemiecka strona zarzuca Polsce, że dopiero 11 sierpnia oficjalnie poinformowała Niemcy o sytuacji i to dopiero po tym, jak Brandenburgia zawiadomiła Polskę o pojawieniu się śniętych ryb. 

Międzynarodowa umowa zobowiązuje do informowania o takich przypadkach. Pomimo tego, "łańcuch informacyjny" tygodniami, prawdopodobnie od 14 lipca, nie zadziałał - czytamy w "FAZ". Minister ochrony środowiska Brandenburgii Axel Vogel zarzucił Polsce niedrożną politykę informacyjną. Wymiana informacji była do niedawna "uliczką jednokierunkową" - powiedział polityk Zielonych.

Strona polska nie pozostała dłużna. Polityk PiS zarzucił niemieckim władzom, że ustawiły na Odrze tylko trzy zapory służące usuwaniu martwych ryb, podczas gdy po stronie polskiej powstało 26 takich zapór. Krytykowana jest też nieobecność kanclerza Olafa Scholza nad Odrą. Rzecznik niemieckiego rządu powiedział, że wizyta kanclerza nie jest obecnie planowana - czytamy w "FAZ".

Wiceszef MSZ dla Die Welt: Polska gotowa do pomocy

Wiceszef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk w wywiadzie dla "Die Welt" wyraził zdziwienie z powodu niemieckich zarzutów pod adresem Polski. "Wiemy, że strona niemiecka już na początku sierpnia dysponowała informacjami, które wskazywały na wysoką zawartość soli w rzece. Nie podzieliła się z nami tymi informacjami. Możemy więc zapytać, dlaczego tak było. Myślę, że powinniśmy wspólnie skoncentrować się na rozwiązywaniu stojących przed nami problemów, aby można było uzdrowić rzekę" - powiedział polski dyplomata. Jak dodał, Polska jest gotowa do pomocy przy budowie po stronie niemieckiej zapór służących do usuwania śniętych ryb. "Czekamy na odpowiedź" - zaznaczył.

Szynkowski vel Sęk zaprzeczył, jakoby Polska wykorzystywała katastrofę do podsycania antyniemieckich nastrojów. "Myślę, że ta katastrofa pokazała, że dobre polsko-niemieckie relacje są w interesie obu krajów partnerskich i że obie strony powinny nad tym pracować" - podsumował. 

Jacek Lepiarz, Redakcja Polska Deutsche Welle 

Reklama

Reklama

Reklama