Nie wojna totalna, ale szorstka przyjaźń. Prezydent chce recenzować rząd
- Najostrzejszy z pewnością był fragment, dotyczący powoływania sędziów, a raczej ich niepowoływania - w rozmowie z Interią orędzie prezydenta Karola Nawrockiego komentuje dr hab. Bartłomiej Biskup. - Z tego przemówienia nie wynika wizja wojny totalnej, ale szorstkiej, męskiej przyjaźni, recenzowania przez prezydenta bieżącej działalności i polityki rządu - dodaje politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Łukasz Rogojsz, Interia: Karol Nawrocki poszedł na zwarcie z rządem Donalda Tuska?
Dr hab. Bartłomiej Biskup, Uniwersytet Warszawski: - Bezpośrednio nie było odniesień bardzo konfrontacyjnych, aczkolwiek były zapowiedzi, które jako konfrontacyjne można odczytać. Nowy prezydent mówił, że będzie poganiać rząd do roboty, zwłaszcza w obszarze inwestycji strategicznych, w którym, jego zdaniem, panuje zastój. Najostrzejszy z pewnością był fragment, dotyczący powoływania sędziów, a raczej ich niepowoływania.
A wiemy, że wymiar sprawiedliwości i praworządność to nie tylko oczko w głowie nowego ministra sprawiedliwości, ale też samego premiera i twardego elektoratu koalicji rządzącej.
- Tak, a prezydent był tu bardzo kategoryczny, bo powiedział, że nie będzie awansować i nominować sędziów, którzy "godzą w porządek konstytucyjno-prawny RP". Zobaczymy, jak to będzie wyglądać w praktyce, ale dla mnie to jest ostra deklaracja. Wbrew procedurom awansowym, które przechodzą przez KRS, nie będzie powoływać. Tego nie robił nawet Andrzej Duda, bo on tych sędziów powoływał.
To będzie główna płaszczyzna starcia?
- Tak mi się wydaje. Aczkolwiek na koniec nieco to osłodził, mówiąc, że powoła Radę ds. Naprawy Ustroju Państwa, która ma zająć się właśnie praworządnością. Tu odczytałem to jako chęć porozumienia i zrobienia czegoś w obszarze, w którym ewidentnie jest impas, żeby wymiar sprawiedliwości cechowała większa stabilność i przewidywalność.
Inną płaszczyzną konfrontacji miały być prezydenckie projekty ustaw, ale tutaj Karol Nawrocki wymienił jedynie ustawę o Centralnym Porcie Komunikacyjnym (CPK). Nie wspomniał chociażby o ustawie o podwyższeniu kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł. Tymczasem wiemy, że rządzący na ten moment wykluczyli możliwość takiej reformy, argumentując to stabilnością finansów publicznych i wydatkami na bezpieczeństwo Polski.
- Zobaczymy, czy celowo o tym nie powiedział, czy po prostu pominął to w swoim orędziu.
Ustawę o CPK zamierza złożyć w Sejmie już jutro.
- To prawda. Ale to jest dość bezpieczny projekt, bo cieszy się szerokim poparciem społecznym i politycznym. Skutki budżetowe, niezależnie od jego wersji, też będą i są mniej więcej wiadome, ale rozłożone w czasie na wiele lat. Z kolei podniesienie kwoty wolnej do 60 tys. zł zrodziłoby skutki budżetowe niemal od razu. To temat kwoty wolnej był tym najostrzejszym mieczem w arsenale prezydenta Nawrockiego i on go jednak nie wyciągnął. Tutaj akurat nie poszedł na szczególną konfrontację z rządem, chociaż wypomniał niezrealizowane obietnice i konieczność dbania o rozwój Polski.

Nowy prezydent sporo miejsca poświęcił też swojemu programowi. Komentujący to na gorąco czołowi politycy z rządu mówili wprost: w Polsce rządzi rząd, a nie prezydent, i to się nie zmieni.
- Prezydent dużo uwagi poświęcił swojemu kampanijnemu programowi, ale rozumiem, że w ramach jego realizacji będzie korzystać ze swoich ustawowych kompetencji. Zapewne poprzez inicjatywę ustawodawczą oraz podpisywanie ustaw zgodnych z jego programem. Niemniej wszedł tutaj na pole typowo rządowe, mówiąc, że będzie ten program realizować. Tylko pytanie jak: faktycznie czy deklaratywnie?
Prezydent walczy raczej o narrację niż faktyczną zmianę?
- Tak, narracja jest tutaj kluczowa. Projekty prezydent z pewnością też będzie w Sejmie składać, ale ich los jest uzależniony od większości sejmowej.
Zapowiedź zwołania jeszcze w sierpniu Rady Gabinetowej, na której rząd ma mu złożyć "pełną informację o tym, jak wygląda stan państwa polskiego". Zabrzmiało jak wezwanie premiera i rządu na "dywanik" do Pałacu Prezydenckiego.
- Tutaj faktycznie prezydent chce chyba mocniej od swoich poprzedników wykorzystywać narzędzie, jakim jest Rada Gabinetowa. Poprzednie głowy państwa korzystali z tego dość rzadko. Prezydent Nawrocki zapowiedział intensyfikację w tym obszarze. Przełożenia prawnego Rada Gabinetowa nie ma co prawda żadnego, ale może mieć spore przełożenie polityczne.
Z tego przemówienia nie wynika wizja wojny totalnej, ale szorstkiej, męskiej przyjaźni, recenzowania przez prezydenta bieżącej działalności i polityki rządu
Dwie kwestie, w których prezydent chce uzyskać informacje od rządu - inwestycje strategiczne i stan finansów publicznych - są nieprzypadkowe?
- Nie ma tu przypadku. Prezydent będzie chciał tutaj merytorycznie i konkretnie punktować rząd za pomocą symbolicznego instrumentu. Dzięki temu zawsze będzie mógł przedstawić siebie jako polityka aktywnego, zatroskanego losami kraju i trzymającego rękę na pulsie.
Jak z punktu widzenia rządu należy odczytywać to prezydenckie orędzie? To zapowiedź wojny totalnej dwóch pałaców czy raczej szorstkiej, męskiej przyjaźni między premierem i prezydentem?
- Zdecydowanie szorstkiej, męskiej przyjaźni. Prezydent miał jednak wiele koncyliacyjnych słów, postulatów i odniesień. Chociażby wymienił szereg spraw, w których na pewno uda się porozumieć i które powinny być elementem wspólnym. Cytował też ojców polskiej niepodległości od lewa do prawa. Zaskakująco sporo było tych pojednawczych elementów, aczkolwiek przy akcentowaniu własnej roli i pozycji. Dlatego uważam, że z tego przemówienia nie wynika wizja wojny totalnej, ale szorstkiej, męskiej przyjaźni, recenzowania przez prezydenta bieżącej działalności i polityki rządu.
Łukasz Rogojsz












