Nie trzeba czekać jesieni. To już się zaczęło. Lekarze potwierdzają
Do końca roku zostało ponad pięć miesięcy, a już zgłaszają się szpitale, które wyczerpały limity na tzw. zabiegi planowe, potwierdza Interii Naczelna Izba Lekarska. - Jeśli nie będzie konstruktywnego pomysłu, jesienią spodziewamy się paraliżu - mówią lekarze. Recepty domaga się sam premier. Dziś mija termin ultimatum, jakie Donald Tusk postawił minister zdrowia.

Istnieje duże ryzyko, że jesienią w wielu szpitalach w Polsce pacjenci oczekujący na tzw. zabiegi planowe będą odsyłani z kwitkiem. Jak alarmuje Naczelna Izba Lekarska (NIL), wszystko przez wyczerpujące się środki w Narodowym Funduszu Zdrowia.
- Choć niedobory budżetowe powtarzają się niemal co roku, obecnie brakuje konstruktywnego pomysłu na rozwiązanie tego problemu. Poprzednio w sytuacjach kryzysowych dochodziło do wstrzymywania świadczeń planowych, bo NFZ nie miał funduszy na ich wykupienie od szpitali - wskazał w wywiadzie z Interią lek. Piotr Pisula, zastępca rzecznik NIL.
- Spodziewamy się paraliżu oddziałów zabiegowych - zapowiedział, tłumacząc tym samym, co oznacza "jesienny armagedon", o którym mówił wcześniej szef izby lekarskiej.
Z informacji, które obecnie posiada NIL, wynika, że w pierwszych szpitalach kłopoty już się zaczęły, choć do końca roku zostało jeszcze ponad pięć miesięcy.
- Mamy już w tej chwili informacje od dwóch szpitali, gdzie na oddziałach zabiegowych wyrobiono limity z kontraktu na rok 2026 - potwierdza Interii Piotr Pisula z NIL.
Co więcej, w jednym z tych szpitali kontrakt zrealizowano już w marcu.
NFZ: Wiedzą, ile procedur mogą wykonać
O sytuację zapytaliśmy w Narodowym Funduszu Zdrowia, który wskazał, że szpitale wiedzą, ile procedur mogą wykonać w ramach zawartych z Funduszem kontraktów. "Kontrakty są ustalane na takich poziomach, na jakich mogą być realizowane z punktu widzenia wielkości budżetu NFZ. Bezspornym jest, że zobowiązania wynikające z zawartych kontraktów są i będą przez Fundusz wypełniane" - zapewnia NFZ.
- To jest cecha naszego systemu ochrony zdrowia, że mamy część zabiegów limitowanych, czyli co roku NFZ przyznaje określoną pulę środków finansowych dla danego szpitala i ten musi zrealizować zabiegi do tego limitu - wyjaśnia dr Jerzy Gryglewicz, lekarz i specjalista Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia.
Schody zaczynają się w przypadku tego, czego umowy z NFZ nie określają czyli tzw. nadwykonań. Są to świadczenia zdrowotne wykonane przez placówkę medyczną ponad limit określony w kontrakcie z NFZ. Dzielą się na świadczenia nielimitowane jak pomoc w stanach nagłych np. zawały serca, pakiety onkologiczne, czy porody. Za nie NFZ musi szpitalom zapłacić.
Nadwykonania limitowane. "Jeśli istnieje ryzyko szpital ogranicza zabiegi"
Inaczej jest z nadwykonaniami w przypadku świadczeń limitowanych - jak planowe operacje czy zabiegi diagnostyczne.
- Do takich zabiegów należą np. endoprotezoplastyki stawów biodrowych czy kolanowych, limitowane w całej Unii Europejskiej - tłumaczy Gryglewicz.
Piotr Pisula z NIL wylicza dalej: "Przykładowo: chirurgia przestanie operować pęcherzyki żółciowe, neurochirurgia kręgosłupy, a ortopedia więzadła krzyżowe kolan. Pacjenci z wyznaczonymi terminami będą odsyłani, a ich zabiegi przesuwane na przyszły rok, kiedy pojawi się nowa pula pieniędzy. Szpitale przejdą w tryb dyżurowy, przyjmując jedynie osoby w stanach nagłych, którym grozi śmierć lub ciężkie powikłania".
Jak słyszmy w środowisku, szpitale nie będą wykonywać zabiegów ponad te, na które umówiły się z NFZ, bo obawiają się, że za dodatkowe usługi nie dostaną pieniędzy.
Co zdarzało się w latach ubiegłych.
- Szpitale ponoszą koszty wykonanych zbiegów, na co składają się m.in. pensje dla kadry medycznej, koszty materiałów. Jeśli istnieje ryzyko, że NFZ za to nie zapłaci, szpital ogranicza zabiegi. To zjawisko typowe dla polskiego systemu ochrony zdrowia po wprowadzeniu systemu ubezpieczeń zdrowotnych w 1997 r. - wskazuje Gryglewicz.
Pieniędzy przestało wystarczać. Deficyt na poziomie 16 mld zł
Dlaczego są szpitale, w których limity wyczerpują się już teraz? - W systemie jest za mało pieniędzy i to jest podstawowy problem - mówi bez wahania dr Gryglewicz.
- Nie byłoby go, gdyby NFZ miał na tyle dobrą sytuację finansową i płacił za wszystkie nadwykonania - dodaje i wskazuje, że tak było jeszcze kilka lat temu.
- NFZ często finansował nadwykonania w pełnej wysokości. Od mniej więcej trzech-czterech lat pieniędzy ze składki zdrowotnej przestało wystarczać. Budżet NFZ nie jest zrównoważony, co stwarza konieczność ciągłego dofinansowania z budżetu państwa - tłumaczy.
Tylko w tym roku Ministerstwo Zdrowia przekazało 4 mld zł do budżetu NFZ, by ten mógł sfinansować wszystkie nadwykonania świadczeń nielimitowanych z roku 2025. Czyli wywiązać się z ustawowego obowiązku.
Na trudną sytuacje i brak pieniędzy wprost wskazuje NFZ.
"Szacowany deficyt finansowy NFZ wynosi około 16 miliardów złotych"- przekazało Interii biuro prasowe. "Przy takiej skali wyzwań bez działania nie rozwiążemy tego problemu. Albo trzeba zwiększyć przychody Funduszu i tu nie ma na stole rozwiązań, które by to umożliwiły w krótkim czasie, albo należy wprowadzać takie rozwiązania, które pozwolą budżet NFZ zbilansować" - czytamy w przesłanym oświadczeniu.
Jak zapewniono, NFZ "przedstawia i będzie przedstawiać" propozycje, które pozwolą na bieżące działanie systemu ochrony zdrowia i stabilizację budżetu Funduszu, a także rozwiązania, by usprawnić system i lepiej zarządzać środkami.
Rozwiązań w trybie pilnym domaga się sam premier. W ubiegłym tygodniu Donald Tusk spotkał się z minister zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą oraz szefostwem NFZ. Rozmowy dotyczyły uporządkowania finansów ochrony zdrowia, likwidacji "kominów płacowych" oraz problemu omijania kolejek do specjalistów.
Donald Tusk postawił ultimatum. Szykuje się dymisja minister zdrowia?
Dwa dni później Donald Tusk publicznie postawił ultimatum, podkreślając, że oczekuje od NFZ i Ministerstwa Zdrowia rozwiązań, które "uporają się z najbardziej oburzającymi praktykami", w tym miejscu wymienił tzw. saloniki VIP w szpitalach, omijanie kolejek oraz bardzo wysokie zarobki niektórych medyków.
- Dla NZF i dla Ministerstwa Zdrowia zadanie jest proste. To zjawisko musi zniknąć zgodnie z prawem, z konstytucją i z przyzwoitością. Dostęp do usług medycznych w publicznej ochronie zdrowia powinien być równy i zależny od tego, kto kiedy zapisał się do kolejki, (...) a nie od znajomości - powiedział szef rządu.
- To musi się skończyć. Jeśli do wtorku nie otrzymam satysfakcjonujących, precyzyjnych rekomendacji, to w środę podejmę odpowiednie decyzje, także personalne - zaznaczył.
Jak informował w Interii Łukasz Rogojsz, jeśli premier nie będzie zadowolony z propozycji rozwiązania problemów w ochronie zdrowia, stanowisko może stracić sama minister.
"Premier oczekuje znalezienia recepty na rozwiązania systemowe, które zapewnią uczciwość, przejrzystość i sprawniejsze funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia" - wskazało źródło Interii w rządzie. Minister dostała zadanie, teraz premier patrzy, czy "dowiezie temat".
Sytuacja jest napięta, a kłopotów tylko przybywa. Poza tzw. aferą w Szpitalu Południowym, media donoszą o kolejnych nadużyciach. Jak ujawniła Wirtualna Polska, neurochirudzy z zewnętrznej spółki, wykonujący zabiegi w szpitalu w Mogilnie (woj. kujawsko-pomorskie) zarabiali 26 tys. zł za godzinę.
Jolanta Kamińska-Samolej (kontakt do autorki: jolanta.kaminska@firma.interia.pl)
Współpraca Justyna Kaczmarczyk













