Reklama

Reklama

Naukowcy UW: Zwierzę, które atakowało w Bieszczadach, to wilk

Zwierzę, które pogryzło trzy osoby w czerwcu w Bieszczadach, jest wilkiem - wynika z badań przeprowadzonych przez Grupę Genetyki Konserwatorskiej Instytutu Genetyki i Biotechnologii Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. Informację tę naukowcy podali na portalu społecznościowym.

Pod koniec czerwca, zdaniem świadków, wilk pogryzł dwoje dzieci w wieku ośmiu i dziesięciu lat w miejscowościach Strzebowiska i Przysłup w Bieszczadach. Zwierzę zostało zastrzelone przez myśliwego. Dwa tygodnie wcześniej ten sam osobnik pogryzł turystkę na trenie gminy Cisna.

O wynikach Grupa Genetyki Konserwatorskiej poinformowała w środę wieczorem na Facebooku. Jak wyjaśniono, dla potrzeb badania zastosowano metodę tzw. genetycznego odcisku palca. Naukowcy do analiz wykorzystali 13 autosomalnych loci mikrosatelitarnych.

Grupa, aby ustalić pochodzenie zwierzęcia i jego ewentualną hybrydyzację z psami, porównała jego genotyp z bazą danych genotypów dzikich wilków, psów, a także hybryd psów i wilków, które zostały przeanalizowane wcześniej w laboratorium Instytutu Genetyki i Biotechnologii WB UW.

Reklama

"Wyniki badań pokazały, że zwierzę, które zaatakowało ludzi w Bieszczadach, jest wilkiem (nie stwierdzono żadnych genetycznych śladów hybrydyzacji z psami w ostatnich dwóch pokoleniach)" - poinformowali naukowcy. Po analizie pokrewieństwa ustalili ponadto, że wilk pochodzi z lokalnej populacji zamieszkującej Karpaty Wschodnie.

Wilk prawdopodobnie miał wcześniej kontakt z ludźmi

Analizom zostały poddane także nagrania i zdjęcia, na których zarejestrowano zachowanie wilka. "Specjaliści są zgodni, że były to zachowania nietypowe dla dzikiego osobnika, mogące wskazywać na jego wcześniejszy kontakt z ludźmi" - podała Grupa.

Zdaniem naukowców należy teraz ustalić, czy wilk nie był wcześniej przetrzymywany w niewoli lub dokarmiany przez ludzi. Według nich mocne starcia pazurów zwierzęcia mogą wskazywać na np. przetrzymywanie w kojcu z twardym podłożem, a ewentualne dokarmianie mogłoby wyjaśnić poszukiwanie przez niego odpadków w sąsiedztwie ludzi.

Jeszcze w czerwcu Elżbieta Źrebiec z Powiatowego Inspektoratu Weterynaryjnego w Lesku poinformowała PAP, że przeprowadzane w Zakładzie Higieny Weterynaryjnej w Krośnie badania próbek pobranych ze zwierzęcia wykluczyły u niego wściekliznę.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama