Myślisz, że potrafisz rozpoznać dezinformację? Większość ludzi się myli
Rozpoznanie dezinformacji w internecie wcale nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Choć wielu z nas uważa, że potrafi odróżnić prawdę od fałszu, w praktyce często mylimy błędne informacje z celową manipulacją, a sensacyjne treści potrafią zmylić nawet najbardziej doświadczonych odbiorców. Czym więc naprawdę jest dezinformacja?

W skrócie
- Umiejętność rozpoznawania dezinformacji w internecie bywa przeceniana, a fałszywe lub sensacyjne treści mogą wprowadzać w błąd nawet osoby doświadczone.
- Dezinformacja różni się od zwykłej nieprawdy, błędnych informacji, parodii oraz satyry, ponieważ polega na celowym wprowadzaniu w błąd odbiorców.
- Za dezinformacją często stoją grupy lub zorganizowane struktury, które mają na celu wywarcie wpływu na większe grupy społeczne lub populacje.
- Ludzie są podatni na dezinformację z powodu skłonności do uproszczeń myślowych, a własną podatność można sprawdzić w specjalnych testach i materiałach edukacyjnych.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Spis treści:
- Nie każda nieprawda to dezinformacja
- Czym jest dezinformacja?
- To miało być wideo z Marsa. Miliony osób dały się nabrać, w tym Stephen King
- Dlaczego ulegamy dezinformacji?
- Sprawdź samego siebie
Internet codziennie produkuje nowe teorie spiskowe w tempie, za którym trudno nadążyć.
Jedne są zabawne, inne absurdalne, a jeszcze inne mogą być realnie szkodliwe. Wszystkie mają jednak jedną wspólną cechę: świetnie klikają się w sieci.
Łatwo wrzucić je wszystkie do jednego worka z napisem "dezinformacja" i zamknąć temat. Problem w tym, że to nie zawsze trafna etykieta. Bo nie każdy, kto mówi rzeczy dziwne, nieprawdziwe albo sprzeczne z nauką, automatycznie "sieje dezinformację".
Czasem po prostu w coś wierzy. Czasem powtarza zasłyszaną teorię. Czasem myli opinię z faktem, przeczucie z dowodem, a wiralowy filmik z rzeczywistością.
Nie każda nieprawda to dezinformacja
Dezinformacja nie jest po prostu "głupotą napisaną w internecie". Warto odróżnić ją od błędnej informacji, czyli informacji nieprawdziwej bez względu na powód. Ludzie się mylą. Dotyczy to także osób publicznych, celebrytów, polityków i dziennikarzy. Kluczowe jest to, że nie ma tu intencji wprowadzenia kogoś w błąd.
Dlatego przypadki takie jak wypowiedzi Edyty Górniak o 5G czy pandemii są bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać. Łatwo je wyśmiać i nazwać dezinformacją - trudniej odpowiedzieć na pytanie: czy ktoś świadomie rozprzestrzenia kłamstwo, czy po prostu wierzy w to, co mówi?
Dezinformacją nie jest też zwykły błąd wynikający np. z nieprecyzyjnego tłumaczenia czy niesprawdzenia źródła. Nie zaliczają się do niej również parodie i satyry. Portale takie jak The Onion czy AszDziennik nie mają na celu wprowadzania w błąd - ich celem jest wyłącznie rozrywka, pokazywanie świata w krzywym zwierciadle.
Czym jest dezinformacja?
Dezinformacja zaczyna się tam, gdzie zaczyna się celowe wprowadzenie w błąd. Nie chodzi jednak o pojedyncze kłamstwo. To raczej długotrwałe wprowadzanie do obiegu treści, które mają wywołać określone reakcje społeczne i wpłynąć na sposób myślenia ludzi - na przykład skłonić ich do głosowania na konkretnego kandydata.
W trakcie kampanii wyborczej na Węgrzech wokół Pétera Magyara pojawiały się nie tylko materiały wyrwane z kontekstu czy selektywnie montowane nagrania, ale też skrajnie sensacyjne, niewiarygodne historie rozpowszechniane w mediach społecznościowych. Wśród nich była m.in. absurdalna opowieść o rzekomym okrucieństwie wobec zwierząt.
Choć informacje te nie miały żadnego potwierdzenia i były dementowane, podobne treści zaczęły funkcjonować także poza Węgrami, pojawiając się m.in. w polskiej infosferze, w tym w przekazach części środowisk prawicowych.
Za dezinformacją zwykle stoją nie pojedyncze osoby, lecz grupy - od sieci kont w mediach społecznościowych po zorganizowane struktury, także te związane z działalnością kontrwywiadowczą. Ich celem nie jest przekonanie jednej osoby, ale wpływanie na całe grupy społeczne, a nawet populacje.
Na koniec warto odróżnić dezinformację od propagandy. Dezinformacja może być jej narzędziem, ale propaganda nie zawsze opiera się na fałszu. Może wykorzystywać prawdziwe informacje - tyle że selektywnie przedstawione, wyrwane z kontekstu lub odpowiednio "opakowane".
Tak działa np. propaganda wojenna, która koncentruje się na sukcesach, pomijając straty, albo przekaz rządowy eksponujący korzystne dane gospodarcze przy jednoczesnym marginalizowaniu mniej wygodnych informacji, takich jak inflacja.
To miało być wideo z Marsa. Miliony osób dały się nabrać, w tym Stephen King
Nie każdy, kto udostępni fałszywą informację, odpowiada za dezinformację społeczeństwa. Tym bardziej, że w erze sztucznej inteligencji i technologii deepfake jej ofiarą może paść każdy.
Dobrym przykładem jest sytuacja z 2021 roku, tuż po lądowaniu łazika w ramach Mars 2020 Perseverance. W internecie zaczął wtedy krążyć wiralowy film rzekomo pokazujący powierzchnię Marsa wraz z dźwiękiem wiatru.
Nagranie wyglądało wiarygodnie i szybko zdobyło popularność. W rzeczywistości było jednak sprytnie zmontowane - oparte na dostępnych zdjęciach i wzbogacone o sztucznie dodany dźwięk. W tym czasie NASA dopiero przygotowywała swoje oficjalne materiały.
Na film nabrały się miliony użytkowników, w tym także Stephen King, który udostępnił go w mediach społecznościowych. Trudno jednak uznać to za dezinformację - wszystko wskazuje na to, że sam padł ofiarą wiarygodnie wyglądającej treści.
Dlaczego ulegamy dezinformacji?
Warto pamiętać, że mylić się jest rzeczą ludzką. Nikt z nas nie ma w głowie wykrywacza kłamstw. Mamy za to mózg, który lubi skróty. Fake newsy świetnie to wykorzystują. Bazują na tym, co znajome, proste i pasujące. A mózg? Nie tyle widzi rzeczywistość, co generuje taki obraz, jaki spodziewamy się zobaczyć. Dzięki temu "mżoesz to przczytac".
Kiedy w 2019 roku opublikowano pierwsze zdjęcie czarnej dziury, wiele osób było przekonanych, że to fake - zbyt rozmyte, zbyt "komputerowe", żeby było prawdziwe. Problem w tym, że było dokładnie odwrotnie. Jeśli nasza intuicja zawodzi w taką stronę, tym łatwiej może zawieść w drugą - gdy fałszywa informacja wydaje się wiarygodna.
Sprawdź samego siebie
Jeśli wydaje ci się, że nigdy nie udostępniłeś dezinformacji, możliwe, że po prostu nie zdawałeś sobie z tego sprawy.
Swoją podatność można sprawdzić m.in. w teście Misinformation Susceptibility Test (MIST), dostępnym w języku angielskim. Po polsku warto zajrzeć do quizu przygotowanego przez Parlament Europejski, a także opracowanego przez organizację Demagog, który pomaga rozpoznawać manipulacje i fałszywe treści w sieci.










![Mam pytanie do Krzysztofa Stanowskiego: Serio? [OPINIA]](https://i.iplsc.com/000MWUDP7AXR4A2I-C401.webp)


