Misja człowieka Zełenskiego porażką. "Miny na zdjęciach mówią wszystko"
Premier Donald Tusk w poniedziałek napisał na platformie X, że "dyplomacja nie przyniosła efektów" w sprawie zażegnania sporu polsko-ukraińskiego. Szef rządu miał na myśli wizytę Kyryło Budanowa w Polsce. Znamy kulisy jego dyplomatycznej misji.

26 maja Wołodymyr Zełenski ogłosił, że jeden z ukraińskich oddziałów będzie nosił imię "Bohaterów UPA". Ta decyzja spotkała się z oburzeniem nad Wisłą, bo jednostka ta znana jest w Polsce głównie z powodu dokonania rzezi wołyńskiej i ludobójstwa ludności polskiej podczas II wojny światowej. Strona ukraińska musiała liczyć się z ostrą reakcją polskich władz.
Tak też się stało, a błyskawicznie głos zabrał prezydent Karol Nawrocki, który zaproponował odebranie Zełenskiemu najwyższego polskiego odznaczenia - Orderu Orła Białego. W tej sprawie Kolegium Orderu spotkało się w poniedziałek 8 czerwca, a swoje rekomendacje przedstawiło głowie państwa. Decyzji jednak nie upubliczniono. Kryzys więc trwa.
Tymczasem tego samego dnia premier Donald Tusk napisał w mediach społecznościowych, że "dyplomacja nie przyniosła żadnych efektów" i zaapelował do prezydentów Polski i Ukrainy, by w bezpośredniej rozmowie wyjaśnili tę problematyczną kwestię. Co jednak szef rządu miał na myśli mówiąc o dyplomatycznych niepowodzeniach?
- Chodziło mi o dyplomatyczną misję Budanowa w Polsce - powiedział Tusk na wtorkowej konferencji prasowej.
Co Budanow robił w Polsce? Znamy kulisy
Kyryło Budanow to prawa ręka Zełenskiego i szef jego kancelarii. I to on przyjechał do Warszawy w długi weekend, by odbyć kilka rozmów w palącej sprawie. Spotkał się z czterema przedstawicielami polskich władz: Władysławem Kosiniak-Kamyszem, Marcinem Przydaczem, Marcinem Bosackim i Bartoszem Grodeckim.
- Temat rozmowy był jeden. Miny na zdjęciach mówią wszystko. Pokazują, w jakim nastroju odbywały się te spotkania - mówi Interii źródło zaznajomione z wizytą Budanowa w Polsce.
- Czy było chłodno? Przeraźliwie zimno. Ale to wszystkie spotkania Budanowa w Polsce miały taki nastrój. Nie przywiózł żadnej deklaracji. Ale opinii nasłuchał się co niemiara. Wrócił do Kijowa i niech myślą, co z tym zrobić. Wszystko jest na świeżo. Zobaczymy, co wygeneruje z siebie strona ukraińska. Nie będą zwlekać, powinno to być szybko - słyszymy od naszego rozmówcy.
Jak ustaliliśmy, przekaz polskiej strony tym razem był wyjątkowo zgodny, a zarówno ośrodek rządowy, jak i prezydencki, mówiły jednym głosem. Budanow usłyszał wiele gorzkich słów i propozycji na zażegnanie kryzysu. Sam jednak, jak słyszymy, nie przedstawił żadnego argumentu.
MSZ, które w ubiegłym tygodniu monitorowało tę sprawę, reprezentował Marcin Bosacki. Dlaczego nie szef resortu Radosław Sikorski? - Sikorski obniżył rangę tego spotkania z oczywistych politycznych powodów. Zdecydowaliśmy, że najwyższym przedstawicielem rządowym będzie wicepremier Kosiniak-Kamysz. Ranga jego wypowiedzi jest najmocniejsza z możliwych, jeśli chodzi o resort obrony - przekonuje nasz rozmówca.
Premier Donald Tusk: Piłka po stronie Ukrainy
W podobnym tonie na konferencji prasowej we wtorek wypowiadali się Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz. Szef rządu nie przebierał w słowach i podkreślał wielokrotnie, że "piłka jest po stronie Ukrainy".
- Chcemy, żeby Ukraina wykazała się dobrą wolą i inwencją, bo to decyzja prezydenta Ukrainy doprowadziła do tego kryzysu. Ta historia dzieliła nasze narody i nie wyprzemy z pamięci zbrodni UPA. W interesie Polski jest deeskalacja tych emocji - mówił Tusk.
- Szlag mnie trafia czasami jak słyszę niemądre wypowiedzi po tamtej stronie. Tłumaczyłem mu (Zełenskiemu - red.) długo, że wy macie swoją wrażliwość, a my mamy swoją - podkreślał premier. - Zarzucam im brak wrażliwości, politycznej empatii i racjonalnego podejścia. Staram się im tłumaczyć że w ich interesie jest, żeby zbudowali dobre relacje, żebyśmy się nie kaleczyli. Oni mają więcej roboty do wykonania, bez dwóch zdań - przekonywał szef rządu.
W odpowiedzi na jedno z pytań dotyczące fiaska dyplomatycznych zabiegów, Tusk mówił o swojej roli w deeskalacji konfliktu. - Podjąłem wysiłki, a one przyniosły pewien skutek, by to strona ukraińska wzięła na siebie odpowiedzialność, jak wyjść z tego kryzysu. To były wysiłki podjęte na kilku szczeblach. Skutek jest taki, że po ich stronie jest piłka i to oni powinni znaleźć rozwiązanie - dodawał.
Jak tłumaczył premier, usłyszał kilka argumentów, "które nas nie przekonują". Zdradził, że Ukraińcy podjęli pewne działania, ale na razie niewystarczające. Podkreślał wielokrotnie, że to od nich samych zależy, w którą stronę potoczy się ten kryzys.
Łukasz Szpyrka













