Reklama

Reklama

Ministrowie w rządzie PO-PSL odpowiadają na zarzuty następców z PiS

Ministrowie i wiceministrowie w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz odnoszą się do zarzutów stawianych przez następców w audycie, który jest prezentowany na forum Sejmu.


Jacek Cichocki odpowiada Beacie Kempie

Szefowa kancelarii premiera Beata Kempa, mówiąc o zastanej przez PiS sytuacji w KPRM, użyła stwierdzenia "tsunami niegospodarności". Swoim poprzednikom zarzuciła m.in. ukrywanie środków, zbyt duży deficyt, słabości kontroli zarządczej i skupienie się tylko na polityce informacyjnej. Zapowiedziała wnioski do prokuratury.     

- To było takie typowe wystąpienie w stylu pani Kempy - dużo słów, dużo ogólnych oskarżeń, mało konkretów. Ja pamiętam, że od czterech miesięcy pani Kempa opowiada, jakie straszne rzeczy zastała i jak za chwilę złoży jakieś doniesienie na coś do prokuratury i to się wciąż nie dzieje - powiedział Jacek Cichocki, były szef KPRM w latach 2013-2015. - Powiem szczerze, to nie brzmi za poważnie - dodał. 

Jego zdaniem raport z audytu rządów PO i PSL to "czysto polityczna, niepoważna impreza". 

Reklama

Radosław Sikorski odbiera zarzuty stawiane przez Witolda Waszczykowskiego

- Stan, w jakim zastałem polską politykę zagraniczną, określam najbardziej eufemistycznie jako niezadowalający. W latach 2007-2015 podjęto szereg błędnych decyzji politycznych, które de facto osłabiły międzynarodową pozycję Polski - zarzucał ekipie PO-PSL obecny minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Waszczykowski podkreślił, że MSZ było zarządzane "w sposób autorytarny".

Wystąpienie Waszczykowskiego skomentował na Twitterze Radosław Sikorski, były szef MSZ w rządzie Donalda Tuska. "Generalnie, co zdanie, to przekłamanie, ale minister SZ mówił niewyraźnie; forma dzisiaj nie dopisała" - napisał Sikorski. 

W kolejnym wpisie Sikorski stwierdził, że "Za moich czasów nie musieliśmy wrzeszczeć o naszej 'podmiotowości,' bo nikt za granicą w nią nie wątpił, tylko graliśmy w pierwszej lidze". 

Izabela Leszczyna odpowiada na zarzuty Pawła Szałamachy

Szef Ministerstwa Finansów Paweł Szałamacha opisywał prace nad wdrożeniem do polskiego prawa dyrektywy w sprawie rynków i instrumentów finansowych z 2004 r. (ang. Markets in Financial Instruments Directive, MiFID). Wskazywał, że to w wyniku zaniechań poprzedniego rządu, przez Polskę "przetoczyło się tzw. opcyjne tsunami". - Ministerstwo Finansów (z czasów rządów koalicji PO-PSL - PAP) nie tylko wstrzymywało prace nad wdrożeniem tej dyrektywy, ale także nie traktowało kosztów w przedsiębiorstwach poniesionych na obsługę opcji walutowych jako kosztów prowadzenia działalności gospodarczej - mówił Szałamacha. W rezultacie - jak dodał - wiele firm zbankrutowało.     

- Minister Szałamacha zapomniał dodać, że dyrektywa MiFID to jest 2004 r., a więc PiS miało czas w roku 2006 i 2007, aby tę dyrektywę wprowadzić. Niestety przeleżała ona sześć miesięcy w szufladzie marszałka Sejmu Prawa i Sprawiedliwości - tłumaczyła była wiceminister finansów w czasie rządów PO-PSL Izabela Leszczyna. Dodała, że była szansa na "w miarę szybkie" przyjęcie tej dyrektywy za rządów PO-PSL, ale ówczesny prezydent Lech Kaczyński skierował całą ustawę dotyczącą wdrożenia tej dyrektywy do Trybunału Konstytucyjnego. 

- Tymczasem zastrzeżenia dotyczyły jednego punktu dotyczącego NBP. Gdyby nie ten fakt ustawa weszłaby w życie szybciej niż w 2010 r. - zwróciła uwagę. - PiS odpowiada za to, że dyrektywa MiFID weszła w życie później niż mogła wejść - podkreśliła Leszczyna.     

Sławomir Nowak i Paweł Olszewski odpowiadają na zarzuty Andrzeja Adamczyka

Zdaniem byłego ministra infrastruktury w rządzie PO-PSL Pawła Olszewskiego, obecny szef ministerstwa infrastruktury Andrzej Adamczyk "mija się z prawdą", jeśli chodzi o zarzuty ws. kosztów budowy autostrad i dróg ekspertowych.

Minister infrastruktury w rządzie PiS Andrzej Adamczyk oświadczył, że rząd PO-PSL wybudował najdroższe autostrady i drogi ekspresowe w Europie. - Jeśli pan minister Andrzej Adamczyk twierdzi, że w Polsce budowało się najdrożej autostrady w całej Europie, to na stronach internetowych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad jest zestawienie, ile kosztuje budowa jednego kilometra w Europie. Polska jest w środku stawki, a koszt budowy jednego kilometra autostrady znajduje się na średnim poziomie i wynosi 9,6 mln euro, więc tego typu zarzuty są zarzutami politycznymi - odpiera zarzuty obecnego ministra Paweł Olszewski.   

- Przykre jest to, że minister konstytucyjny nie umie sprawdzić faktów. Zdaję sobie sprawę, że pan minister Andrzej Adamczyk był przymuszony, aby zagrać głos w tej debacie, ale widać usilną próbę szukania czegoś i krytykowania, i wyszło po prostu takie nie najlepsze wrażenie, bo pokazał, że jest albo nieukiem, albo ignorantem - powiedział Olszewski. Wskazał, że "poprzedni rząd PiS zbudował 100 km autostrad. - My wybudowaliśmy 3 tys. dróg ekspresowych i autostrad zmodernizowaliśmy ponad 1000 dróg krajowych. Zostawiliśmy program Budowy Dróg Krajowych do 2020 r. z perspektywą do 2025 r. na rekordową kwotę 107 mld zł plus 46 mld na utrzymanie. Program, który już na chwilę, kiedy oddawaliśmy władzę, był zaawansowany na 40 proc. Ponad 40 mld było już w przetargach bądź w podpisywanych umowach" - przypominał były wiceminister.   

W wystąpieniu Adamczyk powołał się też na raport NIK z kwietnia 2015 r., zgodnie z którym nadzór GDDKiA nad realizacją inwestycji drogowych był niedostateczny. Wskazał, że konsekwencją tego były m.in. roszczenia firm drogowych na kwotę ponad 10 mld zł.    

- Rozumiem, że teraz minister Adamczyk wyda zakaz Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zgłaszania roszczeń przeciwko nieuczciwym, nierzetelnym wykonawcom na drogach i w ten sposób będzie reprezentował interesy Skarbu Państwa. To jest absurdalny zarzut - tak do zarzutów obecnego ministra odniósł się w serwisie dziennik.pl Sławomir Nowak, były minister transportu w rządzie Donalda Tuska. 

- Być może minister Adamczyk wyszedł z złożenia, że aby nie było roszczeń w jedną albo w druga stronę, najlepiej jest w ogóle nie budować, i chyba, zdaje się, tego rodzaju politykę realizuje. Bo na razie za jego rządów nie ogłoszono żadnego przetargu na budowę dróg - dodał.    

Marek Biernacki i Paweł Wojtunik odpowiadają na zarzuty Mariusza Kamińskiego

Minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński przedstawił informację z audytu w służbach specjalnych za lata 2007-15. Wśród nieprawidłowości wymienił m.in. niepodjęcie działań przez ABW po katastrofie smoleńskiej, inwigilację 52 dziennikarzy i ponadstandardowe działania wobec uczestników legalnych demonstracji.

- Było to bardziej życzeniowe wystąpienie, a nie ocena realnych zdarzeń - uważa Marek Biernacki, były koordynator ds. służb specjalnych w rządzie Ewy Kopacz  - Tak nie było - podkreślił

Obecny koordynator służb specjalnych "chciałby, aby było tak, jak założył PiS - szeroka inwigilacja opozycji i dziennikarzy - a tak nie było" - stwierdził Biernacki. - Proszę zwrócić uwagę, że wszystko, o czym mówił minister Kamiński, było działaniami legalnymi prowadzonymi w różnych sprawach i przeważnie pod nadzorem prokuratury - zaznaczył. 

Z kolei Paweł Wojtunik, były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego 

- Nie było naruszeń prawa, gdy byłem szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego - zapewnia były szef CBA Paweł Wojtunik. - Z punktu widzenia profesjonalisty odnoszenie się do wypowiedzi polityka byłoby niedobre - to są oceny polityczne, nawet nie bardzo wiem, na jakiej podstawie takie wnioski są wyciągane - powiedział Wojtunik.     

- Do tak absurdalnych zarzutów mogę odnieść się jedynie w ten sposób: za moich czasów - kiedy kierowałem służbą - nie było żadnych naruszeń prawa, a o randze spraw świadczą rankingi międzynarodowe, m.in. Transparency International i codzienne publikacje dziennikarskie. Media uważały, że były to ważne sprawy - powiedział, odnosząc się do zarzutów Kamińskiego, że za jego czasów Biuro zajmowało się marginalnymi sprawami.     

W ocenie Wojtunika wypowiedzi takie jak ta Kamińskiego w Sejmie, szkodzą wizerunkowi kraju i wizerunkowi służby, które za jego pracy były bardzo wysokie. - To takie podcinanie sobie autorytetu, a chyba nie o to chodzi - powiedział.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL