Reklama

Reklama

Migranci otrzymują instrukcje od reżimu. "Okażcie cierpliwość, wytrzymajcie"

"Jeśli będziecie cierpliwi, to wszystkim się uda" - m.in. takie wiadomości w języku arabskim otrzymują migranci od białoruskich służb, o czym poinformował w piątek rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. Jak podkreślił, kryzys polityczny wytworzony przez reżim Łukaszenki obliczony jest na długotrwałą destabilizację Polski. Marta Górczyńska z Grupy Granica i jednocześnie prawniczka w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka podkreśla w rozmowie z Interią, że "Białoruś od dłuższego czasu jest mało obliczalnym partnerem". - Wykorzystuje tych ludzi do realizowania własnej polityki, której celem jest wywieranie nacisków na Unię Europejską poprzez Polskę, Łotwę i Litwę. W związku z tym nie pozwala migrantom cofnąć się na swoje terytorium - mówi Górczyńska. Jak dodaje, że "ci ludzie są uwięzieni na granicy dwóch krajów i być może Białoruś będzie dążyć do eskalacji przemocy". - To jest najgorszy możliwy scenariusz - ostrzega prawniczka.

"Migranci otrzymują kolejne instrukcje, związane z długotrwałym oddziaływaniem na Polskę. 'Okażcie cierpliwość, wytrzymajcie jeszcze tydzień'" - napisał na w piątek na Twitterze rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

"Jeśli będziecie cierpliwi, to wszystkim się uda"

Do wpisu załączył zrzut ekranu z komunikatora WhatsApp, na którym widać przesłane nagrania audio i wiadomości tekstowe w języku arabskim.

W kolejnym wpisie dodał, że w wysyłanych migrantom instrukcjach "wskazuje się jednocześnie, że "cała Europa" obserwuje, co dzieje się na granicy z Polską. 'Cała Europa patrzy na was. Jeśli będziecie cierpliwi, to wszystkim się uda'" - czytamy. Żaryn dodał, że migrantom przypominany jest również kryzys z 2015 roku. "W 2015 roku migranci przebywali na granicy przez prawie miesiąc i się udało" - napisały po arabsku białoruskie służby.

Reklama

Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn dodał również, że "kryzys polityczny wytworzony przez służby białoruskie obliczony jest na długotrwałą destabilizację Polski".

CZYTAJ TEŻ: Gdy migranci chcieli zawrócić, grożono im śmiercią

W Mińsku gromadzą się kolejne grupy migrantów

W czwartek Stanisław Żaryn także opublikował na Twitterze serię wpisów dotyczących migrantów, którzy są kierowani przez białoruskie służby w kierunku granicy. Informował, że w Mińsku gromadzą się kolejne grupy migrantów.

ZOBACZ TEŻ: Białoruskie służby użyły lasera do oślepienia polskich strażników

Zaznaczył ponadto, że działania migrantów, m.in. w Kuźnicy Białostockiej, w tym zorganizowany przez nich w czwartek happening "Sorry Poland" związane są z instruktażem, jaki trafia do migrantów.

- Oni są instruowani, że powinni wykorzystywać dzieci w swoich działaniach, bowiem wiedzą, że obrazki medialne z udziałem dzieci mają dużą moc oddziaływania społecznego - ocenił.

Górczyńska: Działania służb białoruskich są niezwykle brutalne

Marta Górczyńska z Grupy Granica w wywiadzie dla Interii wspomina rozmowy z migrantami, które organizacja przeprowadziła w ostatnich miesiącach. - Rozmawialiśmy z setkami osób, które opowiadały nam, że działania służb białoruskich są niezwykle brutalne. Migranci byli wypychani z Białorusi w stronę Polski, zmuszani do przekraczania granicy, nawet kiedy błagali o powrót do kraju pochodzenia i była taka możliwość. Byli bici, zabierano im telefony i pieniądze - mówi prawniczka.


Według jej relacji, migranci "będąc na Białorusi, musieli płacić ogromne kwoty, żeby dostać jakiekolwiek pożywienie i wodę". - Pomijając powody, które zmusiły tych ludzi do ucieczki ze swoich ojczyzn, to dodatkowo, kiedy trafiły na Białoruś, wiedzieli, że stamtąd także muszą uciekać, a jedyną drogą, jaką im pokazano była Polska - mówiła członkini Grupy Granica.

"Trafili na granicę, by realizować plan Łukaszenki"

Górczyńska przekonuje, że "Aleksandr Łukaszenka celował w osoby, które faktycznie były zdesperowane, żeby wyjechać". - Nagle w ich krajach pootwierały się białoruskie biura turystyczne i centra wizowe, obiecano im bezpieczną i stosunkowo tanią drogę do Europy. I ludzie zaczęli z tej oferty korzystać. Część osób, które spotykamy była przekonana, że w związku z tym, że Białoruś jest w Europie, to ten przejazd do upragnionych Niemiec czy innych krajów Europy Zachodniej będzie legalny i bezproblemowy. Na miejscu okazało się, że trafili na granicę, by realizować plan Łukaszenki, który chce otworzyć szlak migracyjny i zdestabilizować państwa europejskie - mówi.

Zdaniem prawniczki Polska powinna pomóc migrantom znajdującym się przy granicy. - Zgodnie z prawem międzynarodowym Polska nie może odmawiać prawa wjazdu na swoje terytorium osobom, którym zagraża niebezpieczeństwo na Białorusi. A wiemy, że Białoruś nie jest obecnie bezpiecznym państwem dla migrantów. Zatem na Polsce zatem również ciąży obowiązek udzielenia tym osobom pomocy. Nie tylko moralny, ale i prawny - mówi. 

Podkreśla jednocześnie, że "ci ludzie cały czas są na terytorium Białorusi i to przede wszystkim Białoruś powinna zapewnić im ochronę, dostarczyć pomoc medyczną, żywność, a jeśli zgłaszają taką chęć - a wiem, że tak jest - to pozwolić im wrócić do krajów pochodzenia".

Eskalacja kryzysu na granicy i stan wyjątkowy

Od początku roku Straż Graniczna zanotowała blisko 33 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej, z czego prawie 4,4 tys. w listopadzie, blisko 17,3 tys. w październiku, prawie 7,7 tys. we wrześniu i ponad 3,5 tys. w sierpniu.

Od 2 września, w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego obowiązuje stan wyjątkowy. Został on wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy, wydanego na wniosek Rady Ministrów. Sejm zgodził się na przedłużenie stanu wyjątkowego o kolejne 60 dni.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy