Reklama

Reklama

Michał Kobosko: Widzimy sondaże, ale jesteśmy wobec nich ostrożni

- Nazwa jest ważna w polityce. Analizowaliśmy to, czy nazwisko Szymona Hołowni powinno się w niej znaleźć. Z naszych analiz wynika jasno, że jego wysoka rozpoznawalność może stanowić atut - mówi w rozmowie z Interią Michał Kobosko, wiceprezes ruchu Polska 2050.

Łukasz Szpyrka, Interia: We wtorek (3 października) złożył pan wniosek w Sądzie Okręgowym w Warszawie o rejestrację partii Polska 2050 Szymona Hołowni. Czy to reakcja na bieżące wydarzenia? Chcecie antycypować to, co może się stać w najbliższych miesiącach?

Michał Kobosko: - Musimy być gotowi na każdy scenariusz. Również na scenariusz, który jeszcze niedawno wydawał się bardzo mało prawdopodobny. Przypomnę, że po wyborach wiodąca narracja była taka, że przed nami trzy lata bez wyborów, że Polska polityka się ustabilizuje. Kolejne tygodnie pokazały, że w polskiej polityce nie ma nic stabilnego i racjonalnego. Uważamy, że bardzo realnym scenariuszem są wybory przedterminowe, dlatego musimy być przygotowani. Zmieniliśmy więc plan i przyspieszyliśmy nasze prace związane z tworzeniem partii politycznej obok powstającego stowarzyszenia Polska 2050.

Reklama

Te prace mocno przyspieszyły?

- Od początku myśleliśmy o partii narzędziowo. Nie jest to element kluczowy naszego ruchu. Tworzenie partii odkładaliśmy na moment zdecydowanie bliższy wyborom. W przypadku wyborów samorządowych tak bardzo byśmy się nie spieszyli, ale teraz przyspieszyliśmy, bo wydaje nam się, że wybory parlamentarne będą zdecydowanie szybciej niż w 2023 roku.

"Powiedzmy to sobie szczerze i otwarcie - Polskę czekają przedterminowe wybory parlamentarne". Może nie docenia pan władzy i wybiega nieco przed szereg?

- Ktokolwiek uważa, że władza wszystko może, wszystko potrafi i wszystko przewiduje, widzi, jak bardzo zweryfikowane zostały jego opinie w ostatnich miesiącach. Władza porusza się od kryzysu do kryzysu, a każdy kolejny jest większy. Najpierw był kryzys wewnętrzny, potem związany z "Piątką dla zwierząt". Trzeci, najpoważniejszy, PiS sam wywołał przez orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Będąc pod wrażeniem tego, jak Jarosław Kaczyński panuje nad sytuacją w ostatnich pięciu latach, teraz kompletnie nie mam tego wrażenia. Nie panuje nad sytuacją, nie wie, co robić, a w tej chwili to, co spina polityków prawicy, to chęć utrzymania władzy za wszelką cenę. Ale nie jest to dla mnie argument mówiący o odpowiedzialności za kraj.

Będzie pan zaskoczony, jeśli wybory odbędą się w 2023 roku?

- Nic na to nie wskazuje. Notowania Zjednoczonej Prawicy pikują. Wydaje się, że przy każdej kolejnej istotniejszej ustawie w Sejmie Kaczyński nie może być pewny wyniku głosowania. Pęknięcia wewnątrz obozu władzy są wyraźne. Z drugiej strony są bardzo silne sygnały społeczne, pokazujące, że nawet spora część wyborców PiS nie podziela stanowiska partii, choćby w kwestii aborcyjnej.

W nazwie waszej partii pojawia się nazwisko Szymona Hołowni. 

- Rozważaliśmy różne warianty. Nazwa jest ważna w polityce. Analizowaliśmy także to, czy nazwisko Szymona Hołowni powinno się w niej znaleźć. Z naszych analiz wynika jasno, że jego wysoka rozpoznawalność może stanowić atut. 

Trochę długa nazwa.

- Trochę długa, ale mamy przygotowane różne warianty skrótowe. Zapewne i tak wiele osób będzie mówić po prostu "partia Hołowni".

Jak będzie wyglądać struktura władzy? Pan będzie przewodniczącym?

- Tak, będę przewodniczącym. Szymon Hołownia jest jednym z członków założycieli i na pewno będzie pełnił aktywną rolę w tworzeniu partii. Wiele decyzji jeszcze przed nami, ale ja prowadzę projekt uruchomienia partii.

Gdyby doszło do przedterminowych wyborów, to jesteście w stanie zapełnić listy?

- To oczywiście początek procesu. W każdym województwie i regionie mamy zarządy regionalne. Wszędzie to kilkadziesiąt osób. Jesteśmy na początku drogi, ale już zaczynamy pracować nad wstępnym myśleniem o listach. Jestem przekonany, że jesteśmy w stanie z dobrych kandydatów takie listy skompletować.

Kto mógłby znaleźć się na waszych listach? Również wasi eksperci, jak Przemysław Staroń czy Łukasz Krasoń?

- Nie użyję żadnych nazwisk, bo niczego nikomu nie narzucamy. Ludzie mają własne plany i nie zbieramy od nich deklaracji. Widzimy, kto w naszym ruchu się wybija, kto jest rozpoznawalny, czyj głos jest słyszalny. Kilka miesięcy temu uruchomiliśmy akademię liderów i cały system szkoleń, gdzie uczymy naszych liderów, myśląc o nich również w kontekście politycznym, jako o liderach list wyborczych.

Kto prowadzi te szkolenia i jaka to grupa?

- Szkolenia prowadzi nasz think-tank Strategie 2050. To początkowo grupa 50-60 osób, ale będziemy ją rozszerzać o liderów miast powiatowych.

Widzielibyście na swoich listach liderki Strajku Kobiet?

- Obserwujemy z wielką uwagą, że struktura Strajku Kobiet próbuje się przemienić w strukturę polityczną. Ale to jeszcze daleka droga. Czy to będzie partia polityczna? Czy to będzie partia lewicowa? Na to wychodzi. Za wcześnie by mówić o naszej ewentualnej współpracy ze Strajkiem Kobiet. Myślę, że muszą jeszcze wyklarować sytuację u siebie. Powstanie Rady Konsultacyjnej to dopiero początek. Wszystko dzieje się szybko, to samo przerabialiśmy u nas. Na dziś nie złożyłbym takiej deklaracji - a na koniec do tanga trzeba dwojga.

Znaczenie ma spięcie na linii Hołownia-Lempart?

- Doceniamy to, że z inicjatywy Marty Lempart spięcie zostało dość szybko rozładowane. Nawet jeśli pani Marta nie przeprosiła Szymona Hołowni, to przeprosiła tych, którzy poczuli się dotknięci. W żaden sposób nie atakowaliśmy Strajku Kobiet, a sami braliśmy udział w protestach, choćby w ostatni piątek. Jesteśmy pod wrażeniem tego, co udało im się zbudować. Ta słowna przepychanka nie była potrzebna. Spokojnie tłumaczyliśmy, że rywal polityczny jest gdzie indziej.

Gdzie umiejscowiona jest Polska 2050 na linii tego sporu? Bo wydaje się, że są trzy wyraźne strony: protestujący, rząd, opozycja. Wy stoicie jakby trochę z boku.

- Trzeba zrozumieć, że w naszym ruchu są ludzie reprezentujący różne środowiska. Nie narzucamy naszym członkom, co mają myśleć. Część z nich wzięła aktywny udział w protestach. Część nie jest zdecydowana. Wydaje się, że większość wychodzi z założenia, że kompromis aborcyjny był najwłaściwszą kwestią uregulowania tej kwestii. Społeczeństwo jest zbyt podzielone, by otwierać taki spór. To proszenie się o rodzaj zimnej wojny domowej.

Jak to się skończy?

- Protesty nie mogą trwać miesiącami. Nie szedłbym tak daleko, że nastąpi rewolucja w Polsce. Uważam, że przychodzi czas, by usiąść do rozmowy, a do tego namawiamy. Docelowo najlepszym z najgorszych wariantów będzie referendum i oddanie głosu ludziom. Zanim jednak do tego dojdzie, powinna się odbyć szeroka debata i panel obywatelski. To nie jest jednak proces na pięć minut i na czas pandemii. Piłka jest teraz po stronie rządu. To ten obóz polityczny nawarzył piwa.

Może ten przedłużający się protest jest wam na rękę? Sondaże wyraźnie wskazują, że jesteście głównym beneficjentem tego, co się dzieje.

- Widzimy sondaże, ale jesteśmy wobec nich ostrożni. Badacze przekonują, by poczekać, aż sytuacja się trochę uspokoi. Mimo to widzimy zjazd Zjednoczonej Prawicy i wzrost naszych notowań. W ciągu ostatnich siedmiu dni to wzrost na poziomie 50 proc. To dla nas bardzo istotne, ale nie karmimy się konfliktem i wojną. Nie będziemy partią rewolucyjną, bo chcemy tworzyć i budować, w dłuższej perspektywie. Stąd nasza nazwa. Budowa formacji centrowej może być interesującą alternatywą dla wszystkich. Robimy swoje, punkt po punkcie.

Jak idzie kompletowanie koła parlamentarnego?

- Podtrzymujemy opinię, że do końca roku kalendarzowego będziemy dysponowali kołem parlamentarnym. Wciąż prowadzimy sporo rozmów. Nasze rozmowy to też trochę wypadkowa tego, co się dzieje na scenie politycznej. W każdej partii jest teraz moment znaczącego rozchwiania. Widzimy, gdzie jest największy spadek poparcia, co docelowo może oznaczać, że część posłanek i posłów nie będzie miała szansy znaleźć się na listach wyborczych. Jesteśmy świeżą, atrakcyjną stroną dla wielu parlamentarzystów. Zależy nam, by mieć koło, choć już nasza jedna jedyna posłanka Hanna Gill-Piątek wykonuje bardzo ciężką i ważną pracę, reprezentując nas w Sejmie.

Mówi pan o spadku poparcia dla niektórych partii, a największy notuje właśnie PiS. To tam głównie szukacie?

- Czytamy w analizach wyborczych, że częściowo nasz wzrost wynika z przesuwania się preferencji wyborców centroprawicowych, również tych głosujących wcześniej na PiS czy Andrzeja Dudę. To naturalne, bo na kogo zniechęceni wyborcy PiS mieliby przekierować swoją uwagę? Jeśli uznają, że PiS oderwało się od realiów, to możemy być uznani przez nich za drugi wybór. To logiczne i spójne z naszą koncepcją budowania partii centrowej.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy