Reklama

Mężydło w RMF: Jaruzelski i Kiszczak stracą stopnie generalskie? To jest pomysł spóźniony

- To jest pomysł spóźniony. Uważam, że tych stopni powinni być pozbawieni znacznie wcześniej. Stan wojenny powinien być rozliczony wcześniej - stwierdził w Porannej rozmowie w radiu RMF FM poseł Platformy Obywatelskiej, Antoni Mężydło komentując zapowiedź pozbawienia stopni generalskich Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka. - Cały aparat PRL-owski trzeba oceniać jednoznacznie - podkreślił. - Ten symboliczny gest ma sens - dodał. Podkreślił też, że jego zdaniem nikt w przyszłości nie odważy się przywrócić stopni Jaruzelskiemu i Kiszczakowi.

Robert Mazurek: Minister Antoni Macierewicz zapowiedział pobawienie generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka stopni generalskich. Panu się ten pomysł podoba?

Antoni Mężydło: Na pewno jest to pomysł spóźniony, bo uważam, że tych stopni powinni być pozbawieni znacznie wcześniej. Stan wojenny powinien być rozliczony wcześniej. Jaruzelski ma na swoim koncie znacznie większą zbrodnię , tzn. wydarzenia w grudniu 1970 roku w Gdańsku. Również w nich uczestniczył. Tam poległo znacznie więcej, a przede wszystkim były tysiące rannych. To były regularne oddziały wojska i policji, strzelali do demonstrantów, stoczniowców.

Reklama

Zbrodnie te były nieosądzone. Gen. Jaruzelskiego nie skazano.

- Tak, ale to można było w ten sposób, jaki teraz proponuje teraz Antoni Macierewicz, czyli ustawowo - zmienić ustawę i pozbawić ich tych stopni.

Tymczasem na pogrzebie gen. Jaruzelskiego pojawiła się cała śmietanka władz państwowych. Pan prezydent Komorowski nie był co prawda na pogrzebie, ale był na mszy. To była taka sytuacja, w której chowamy gen. Jaruzelskiego z honorami wojskowymi.

- Istnieje w Polsce taka narracja po stanie wojennym - to wiele o tym ludzi mówi, pokrętnie Lech Wałęsa o tym mówił - że jest ta część dobra, która dała nam władze - w aparacie władzy PRL. Są też tacy, którzy są ewidentnie źli i ta sprawiedliwość powinna być wyrównana. Ja myślę, że cały ten aparat PRL trzeba oceniać jednoznacznie. Natomiast uważam, że przede wszystkim Służby Bezpieczeństwa trzeba potraktować...

Pan powiedział, że gesty symboliczne są potrzebne. Takie gesty jak degradacja pośmiertna Kiszczaka i Jaruzelskiego.

- Tak, on ma też sens, nawet ten symboliczny gest ma sens.

Prof. Antoni Dudek powiedział w RMF FM, że to może przynieść odwrotny skutek. To znaczy, że kiedy kolejna władza dojdzie do władzy - dzisiejsza opozycja - to uzna: Nie, dość tego. Będziemy przywracać stopnie generalskie Kiszczakowi i Jaruzelskiemu.

- Myślę, że nikt się nie odważy, żeby przywracać. Ja myślę, że takiej opcji nie ma dzisiaj. Dzięki temu, że nie powstał PO-PiS, mimo że kiedyś byłem zwolennikiem. Uważam, że na stałe już partia postkomunistyczna - jaką było SLD - została wyeliminowana z polskiej sceny politycznej.

Bardzo radykalne poglądy pan głosi. Właściwie od zawsze radykalnie-antykomunistyczne. Fajnie jest mieć takich sojuszników jak płk Mazguła?

- Nie, to nie jest fajnie. I myślę, że akurat ten podpis, który złożyli - wszyscy o tym mówią, że nie mieli świadomości, że pod tym listem podpisze się płk Mazguła, który w ostatnich dniach miał tę nieszczęśliwą wypowiedź o kulturalnym stanie wojennym. My wszyscy pamiętamy - może wszyscy nie pamiętają i młodych ludzi mogło to zdezinformować - ale my wszyscy pamiętamy, jak były...

Jak pana esbecy wywozili do lasu i chcieli podpalić, to rozumiem, że nie były to szczególnie kulturalne rozrywki?

- Nie, to nie były w ogóle kulturalne rozrywki. To było straszne, tragiczne.

Panie pośle, to może trzeba to było wszystko powiedzieć Tomaszowi Siemoniakowi, ministrowi obrony w rządzie PO. To on awansował płk Mazgułę na płk rezerwy, ale jednak...

- Nie wiem, czy Mazguła wtedy w jakiś sposób deklarował swoje przywiązanie do stanu wojennego.

Jakie to ma znaczenie? Był oficerem w stanie wojennym, poglądy miał takie, jakie miał. I Tomasz Siemoniak go awansuje.

- Wszystkie takie błędy wynikają z tego, że za późno rozliczono stan wojenny i za późno próbuje się - bo jeszcze nie rozliczono - naprawić te krzywdy, które w Polsce ten stan wojenny wyrządził.

Pan mówi, że data 13 grudnia to nie jest dobra data na manifestacje i nie powinniśmy urządzać demonstracji; nie wykorzystywać tej daty do celów politycznych. A tymczasem PO bierze udział w wielkiej manifestacji.

- Jak najbardziej trzeba tę datę potraktować historycznie. Były to tragiczne wydarzenia i na tym nie powinno się grać politycznie. Uważam, ze nie można wykorzystać tej sytuacji, kiedy zginęło tyle osób - ponad sto osób zginęło w stanie wojennym, iluś zostało poszkodowanych, całe społeczeństwo odniosło ogromne szkody.

Czy ja dobrze rozumiem, że pan nie zgadza się z szefostwem własnej partii?

- Nie, akurat Platforma Obywatelska dosyć powściągliwie się zachowała w tej sprawie.

Bardzo powściągliwie - Ewa Kopacz szła w pierwszym szeregu demonstracji KOD-u. Na początku tej demonstracji pod KC PZPR był Grzegorz Schetyna, władze klubu.

- Tak, no tylko jeśli już Grzegorz Schetyna podpisał ten apel, to wziął udział skromnie tylko pod Domem Partii, natomiast przede wszystkim myśmy uczcili w ten sposób, że cały klub był pod pomnikiem Reagana i złożyliśmy, delegacja złożyła również kwiaty na grobie ks. Jerzego Popiełuszki.

A nikt o to nie ma do was pretensji. Pytanie jest o co innego. Jeżeli pan mówi, że 13 grudnia to nie jest data do wykorzystywania w celach politycznych, a jednocześnie wasza partia urządza marsz, urządza demonstrację.

- Tak, ale to nie my. Wie pan, to że 13...

Jak to: to nie my?

- To, że tę datę wykorzystuje się do demonstracji politycznych, to nie myśmy zaczęli, nie zaczęła opozycja w ogóle cała opozycja tylko to zaczął PiS w 2014 roku po już którychś przegranych wyborach tak naprawdę, mimo że wybrali te wybory samorządowe to jednak uzyskali mniej mandatów i to ich zniecierpliwienie... Czekali na władzę...

Nieprawda, nie w 2014 panie pośle tylko w 2012 już były demonstracje i chyba w 2011 również - tego nie jestem pewien, ale w 2012...

- Ale nie takie polityczne. Wcześniej były różne demonstracje pod domem Jaruzelskiego, Kiszczaka... To nie były związane ze stanem wojennym.

Były demonstracje 13 grudnia PiS-u - ale zostawmy to, naprawdę. Według sondaży połowa Polaków nie wie, kiedy był stan wojenny, a 40 proc., chyba spośród tych, którzy nie wiedzą, ocenia go dobrze...

- To jest przykre akurat dla mnie, natomiast dlatego uważałem, że należy podjąć uchwałę upamiętniającą ten dzień. Uchwałę sejmową - bo 35., dosyć okrągła rocznica wprowadzenia stanu wojennego - i trzeba było uświadomić, przynajmniej tymi symbolicznymi, powszechnie znanymi wydarzeniami, czym był stan wojenny i że to się kojarzy z datą 13 grudnia.

"To było jedno z najbardziej istotnych wydarzeń w naszej historii, trzeba o tym przypominać, aby w przyszłości nie dochodziło do tak tragicznych wydarzeń" - to pańskie słowa. Ale kto ma o tym przypominać, jak nie IPN, który pańska partia chce zlikwidować?

- Właśnie, trochę byłem zdziwiony, jak Grzegorz Schetyna, po tym, jak zadeklarował, że skręcamy w prawo, że będzie wspierał konserwatystów, i na pierwszej, dużej, zorganizowanej konferencji PO w Gdańsku zadeklarował likwidację IPN-u. To się wielu osobom nie podobało, byłem kompletnie zaskoczony. To nie było uzgodnione w ramach partii, nie było przedyskutowane.



Wkrótce pełna treść rozmowy.





RMF FM

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy