Reklama

Reklama

"Merkel nie przyjechała do Polski, by straszyć"

W momencie, gdy coraz częściej mówi się w Europie o rozpadzie Wspólnoty, gdy ponownie wraca temat Unii dwóch prędkości, do Warszawy przylatuje kanclerz Angela Merkel, by rozmawiać o dalszych relacjach politycznych i gospodarcze na kontynencie. Od dzisiejszych ustaleń zależy przyszłe miejsce Polski w unijnych strukturach - państwa-sojusznika lub państwa zepchniętego na drugi plan. Przynajmniej z perspektywy Niemiec. Gra toczy się jednak o coś znacznie większego - o nowy rozkład sił na kontynencie.

Polska nie kryje w ostatnich miesiącach słów krytyki w odniesieniu do Unii Europejskiej. Tym niemniej, Merkel zdecydowała się przyjechać ponownie do Warszawy. W agendzie zaś ma spotkanie nie tylko z premier Szydło, ale również prezydentem Andrzejem Dudą.

- To o tyle ciekawe, że rozmowa z prezydentem jest prowadzona w cztery oczy. Przyszłość Unii Europejskiej to temat, który Merkel stawia jako priorytetowy podczas spotkań w Warszawie - mówi w rozmowie z Interią dr Michał Pienias z wydziału Prawa i Administracji Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

- Merkel przede wszystkim stara się zwrócić uwagę na konsekwencje dalszego oporu ze strony Polski i obecnego rządu, a zwłaszcza przyjmowania twardej polityki antyeuropejskiej - dodaje.

Reklama

Ogromna presja ze strony Merkel

To o tyle ważne, że niemiecka gospodarka jest najsilniejsza w UE. I właśnie ten argument - zdaniem eksperta - ma decydujące znaczenie podczas prowadzonych rozmów. Po Brexicie, to Niemcy najprawdopodobniej będą dyktować warunki odnośnie do przyznania funduszy europejskich po roku 2020.

- Kanclerz zdaje sobie sprawę, że jej pozycja w Europie słabnie, a to za sprawą rosnących sił antyeuropejskich i populistycznych. Krytyka Unii ze strony Polski nie jest w tym bez znaczenia - ocenia Pienias.

Polska stara się budować silną pozycję narodowościową w tej części Europy. Podkreśla niezależność i suwerenność gospodarek narodowych. PiS próbuje rozgrywać karty między Niemcami, UE a Rosją. Zdaniem naszego rozmówcy, kwestie te są decydujące w perspektywie wieczornego spotkania Merkel z Kaczyńskim.

- Jarosław Kaczyński obawia się, że - przy wygranej Martina Schulza (SPD) - dojdzie do realizacji sporych ustępstw politycznych i gospodarczych w odniesieniu do Rosji. Tego typu zmiana nastawienia widoczna jest w wielu krajach na świecie. Wystarczy wspomnieć o Francji i USA. A przecież Angela Merkel jest za utrzymaniem sankcji - ocenia Pienias.

Rozmowy na szczycie

- Prezesowi PiS zależy na kanclerz Merkel, chociażby dlatego, że traktuje ją jako mniejsze zagrożenie dla polityki w Europie niż Schulza, który jest znacznie bardziej prorosyjski - dodaje.

W perspektywie zapowiedzianych zmian w polityce międzynarodowej przez administrację Donalda Trumpa, która dąży do liberalizacji sankcji nałożonych na Rosję, Schulz także potencjalnie pójdzie tą drogą. - W przypadku braku oparcia w Waszyngtonie konkurent Merkel w wyborach również będzie szukać porozumienia z Rosją - podkreśla ekspert.

Problemy z ostatniego roku w Europie wciąż nie zostały rozwiązane. Niczym bumerang wraca temat uchodźców. Jakie Polska jest w stanie poczynić ustępstwa w chociażby realizacji polityki imigracyjnej; co w zamian może dać nam Bruksela bądź Niemcy? Te pytania muszą dzisiaj paść. Z jednej strony Merkel może próbować nas przestraszyć, z drugiej - starać się nawiązać szerszą koalicję.

Na tablicy problemy Europy

- Nie chciałbym być fatalistą. Polski rząd mówi, że "dzisiaj" wstaliśmy z kolan. Wolałbym, żebyśmy "jutro" nie padli na twarz przez błędnie podjęte decyzje - optuje Pienias. - Rząd PiS nie chce iść na ustępstwa. Musi mieć albo silnego asa w rękawie, albo blefuje. Jeśli to drugie, to jest to zagrywka bardzo ryzykowna - ocenia.

Angela Merkel na Malcie (nieformalny szczyt UE) powiedziała, że UE będzie jechać dwoma wagonikami. W jednym zostaną maruderzy (kraje poza strefą euro), w drugim te państwa, które właśnie w dalszej integracji i wspólnym decydowaniu o przyszłości kontynentu widza sens i swoją przyszłość.

- Można budować silną Polskę w silnej Europie, albo tworzyć iluzję silnego kraju w słabej, rozpadającej się Unii. Jesteśmy związani ze Wspólnotą. Niemcy to nasz główny partner handlowy - dodaje ekspert Uczelni Łazarskiego.

Tym samym w Warszawie zderzają się dzisiaj dwie polityki i dwie wizje Europy. Nie oznacza to jednak, że Merkel przyjechała do Warszawy, by tylko straszyć, a nie odnaleźć w Polsce sojusznika.

Rozmowy o przyszłości Unii

Wraca pomysł na stworzenie silnej osi Paryż-Berlin-Warszawa. Jest to tym bardziej uzasadnione, że Merkle nagle została w Europie osamotniona. We Francji Marine Le Pen oficjalnie mówi o zbliżającym się końcu UE, i nowym świecie. - Angela Merkel zwróci się do Polski raz jeszcze z propozycją współpracy. Jesteśmy dzisiaj ważnym graczem na kontynencie i nie sądzę, żeby Niemcy chcieli mieć w Polsce przeciwnika. Tym bardziej, że sojusznicy powoli się wykruszają - twierdzi Pienias.

- Świat się zmienia. To nie podlega dyskusji. Pozycja Merkel w Europie słabnie, co nie oznacza, że zniknie ona nagle z politycznej areny. Brytyjczycy szukają porozumienia z Trumpem, we Francji przybierają na sile postawy nacjonalistyczne. Porozumienie z Warszawą może być przełomem. Pytanie jak bardzo będziemy chcieli iść na konfrontację. Polska strona jest jak na razie nieugięta - dodaje.

Według eksperta jedną z kart przetargowych może być Donald Tusk. Merkel chce utrzymać Tuska na funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej. - Jest on w końcu nie tylko liczącym się politykiem w UE. Jest także zaufanym człowiekiem kanclerz Merkel - tłumaczy Pienias.

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne