W skrócie
- Łukasz Mejza odniósł się do informacji o rzekomej utracie prawa jazdy, nazywając je nieprawdziwymi i twierdząc, że media próbują zwiększyć klikalność jego nazwiskiem.
- Według doniesień RMF FM, dokument prawa jazdy posła miał zostać zatrzymany przez starostę z Krosna Odrzańskiego ze względu na zbyt dużą liczbę punktów karnych.
- Media wcześniej wielokrotnie informowały o naruszeniach przepisów drogowych przez Mejzę.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Poseł Łukasz Mejza odniósł się w rozmowie z Interią do informacji przekazanej przez radio RMF FM. Według nieoficjalnych ustaleń dziennikarzy, miał on stracić prawo jazdy. Polityk poprosił o przytoczenie w całości swojego oświadczenia w tej sprawie.
Media: Łukasz Mejza stracił prawo jazdy. Polityk zaprzecza
"Bzdura. Same kłamstwa. Ale przyzwyczaiłem się, że RMF próbuje nabić sobie klikalność na nazwisku Mejza. Sprostowali już te głupoty o tym, że miałem jakieś legendarne 200 punktów karnych, podczas gdy w rzeczywistości miałem 19?" - napisał.
"Wiem, że jestem jednym z najpopularniejszych polityków w naszym kraju, dlatego lepiej klika się artykuł o tym, że na autostradzie Łukasz Mejza jechał 115 km/h niż to, że jacyś anonimowi politycy Platformy ukradli miliony na powodzi czy w polskich szpitalach" - dodał w dalszej części wypowiedzi.
RMF FM informowało, że dokument posła wybranego z list Prawa i Sprawiedliwości zatrzymał starosta z Krosna Odrzańskiego w Lubuskiem. Decyzja miała być efektem zebrania przez niego zbyt dużej liczby punktów karnych, otrzymanych przede wszystkim za zbyt szybką jazdę.
Łukasz Mejza odpowiada na medialne doniesienia. Chodzi o wykroczenia drogowe
Media w przeszłości wielokrotnie informowały o naruszeniu przepisów ruchu drogowego przez Mejzę. Do najgłośniejszego incydentu z jego udziałem doszło 13 października 2025 roku, kiedy poseł został zatrzymany na trasie ekspresowej S3 koło Polkowic na Dolnym Śląsku za prawie dwukrotne przekroczenie dozwolonej prędkości.
Policja chciała go ukarać mandatem w wysokości 2,5 tys. zł i 15 punktami karnymi, jednak poseł zasłonił się immunitetem i nie przyjął mandatu. W związku z tym funkcjonariusze zawnioskowali o uchylenie mu immunitetu.
Ostatecznie w marcu polityk złożył w czwartek do Sejmu dwa pisma o zrzeczeniu się tego uprawnienia, dotyczące incydentu z S3, a także innych wykroczeń drogowych. Poseł tłumaczył, że nie przyjął mandatu w momencie zatrzymania, ze względu na to, że śpieszył się na samolot.













