Reklama

Manewry Zapad 2017. MON monitoruje sytuację i podnosi poziom gotowości

Planowane przez Rosję i Białoruś manewry wojskowe Zapad 2017 są coraz większe, co może niepokoić - ocenił w piątek wiceszef MON Tomasz Szatkowski. Monitorujemy sytuację, podnosimy poziom gotowości tam, gdzie to konieczne - podkreślił.

Szatkowski mówił na antenie Polskie Radio 24, że "manewry są coraz większe, co jest niepokojące". Dodał, że Polska armia dostosowuje do zmieniającej się rzeczywistości swoją strategię. Podkreślił, że dzięki decyzji NATO o wzmocnieniu wschodniej flanki na naszym terytorium są obecne sojusznicze formacje bojowe.

Wiceminister podkreślił, że sytuacja związana z manewrami jest monitorowana. "Podnosimy poziom gotowości tam, gdzie to konieczne, ale bez siania paniki, bo to byłoby niepotrzebne i szkodliwe" - powiedział.

"Gdyby w ramach ćwiczeń wynikła jakaś awantura musiałaby dotyczyć całego Zachodu; to zmniejsza prawdopodobieństwo, że dojdzie do czegoś" - ocenił. Potencjalne zdarzenie mogłoby, jak dodał, dotyczyć np. Białorusi bądź Ukrainy.

Reklama

Szatkowski w kontekście zapowiadanych manewrów wskazał, że zbliża się czas rotacji brygad amerykańskich w Polsce. "Pierwsza brygada przyjechała w styczniu, ma mniej więcej dziewięciomiesięczną rotację; łatwo odgadnąć, kiedy druga brygada przyjeżdża. Rotacje odbywają się 'na zakładkę'" - wskazał.

Premier: Realne zagrożenie dla naszych państw

Do manewrów Zapad odniosła się także premier Beata Szydło w wywiadzie dla Telewizji Republika. "Przyglądamy się temu, nie tylko my, ja w rozmowie z moimi kolegami, szczególnie z krajów bałtyckich, rozmawialiśmy na ten temat i wszyscy jesteśmy przekonani, że to jest z jednej strony demonstracja siły, ale też z drugiej strony to jest realne zagrożenie dla naszych państw" - powiedziała premier Szydło. Jak dodała, Zapad to "próba nacisku, pokazania, że jest jakaś próba dominacji".

Premier oświadczyła, że dla Polski członkostwo w NATO i rozwijanie naszej współpracy, "przede wszystkim utwierdzenie tutaj pobytu wojsk natowskich, to jest w tej chwili kwestia priorytetu".

"Nie ma pewności, że manewry mają mieć tylko charakter ćwiczebny"

"Dobrze, że Jens Stoltenberg będzie przebywać blisko tak delikatnej granicy. Nie mamy pewności, że manewry Zapad '17 mają mieć tylko charakter ćwiczebny. Sekretarz generalny NATO może w takiej sytuacji błyskawicznie reagować, co jest istotnym tłumikiem politycznym, zmuszającym do starannego rozważenia ewentualnych działań zaostrzających i tak napięte stosunki między NATO a Rosją "- ocenił w rozmowie z PAP specjalista w dziedzinie wojny informacyjnej, służb specjalnych i terroryzmu dr Rafał Brzeski.

"Po stronie NATO droga procedur polityczno-wojskowych jest w takim przypadku niesamowicie skrócona. Rosji taki zimny prysznic może okazać się bardzo przydatny, jeśli po drugiej stronie znajdą się jakieś gorące głowy" - dodał ekspert. 

Manewry Zapad'2017 odbędą się w dniach 14-20 września. Według oficjalnych informacji w ćwiczeniach weźmie udział 12,7 tys. wojskowych, w tym 3 tys. z Rosji. Brytyjski dziennik "Guardian" napisał w czwartek powołując się na szacunki zachodnich urzędników i analityków, że w ćwiczeniach może wziąć udział nawet 100 tys. żołnierzy. Gdyby te przewidywania się sprawdziły, byłyby to największe rosyjskie manewry od upadku ZSRR w 1991 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy