"Mam otwarte serce". Zapytali Kaczyńskiego o przyszłość Mejzy
- Mam otwarte serce i gotowość przyjmowania skruchy i naprawy postępowania - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński, pytany o posła Łukasza Mejzę, który opuścił klub. Polityk jednoznacznie nie odpowiedział na pytanie, czy parlamentarzysta znajdzie się na listach wyborczych jego partii w 2027 roku.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński wystąpił w czwartek na konferencji prasowej w Sejmie. Szef największej partii opozycyjnej pytany był m.in. o polityczną przyszłość posła Łukasza Mejzy, który dzień wcześniej opuścił klub parlamentarny.
Kaczyński pytany o kulisy i powody tej decyzji odparł jedynie, że Mejza "po prostu zrezygnował z członkostwa w klubie i to zamyka sprawę".
"Mam otwarte serce". Kaczyński pytany o Łukasza Mejzę
Dziennikarze zapytali też prezesa PiS o możliwość powrotu Łukasza Mejzy na listy wyborcze w 2027 roku.
- Jestem katolikiem, jestem chrześcijaninem (...). Mam otwarte serce i gotowość przyjmowania skruchy i naprawy postępowania. Tyle mogę powiedzieć - stwierdził poseł.
Po chwili dodał, że na "układanie list jest jeszcze za wcześnie".
Łukasz Mejza zabrał głos na temat walk we freak fightach
Jedną z głównych przyczyn usunięcia polityka z klubu miała być jego deklaracja o udziale w walkach pato-mma.
Łukasz Mejza, pytany przez Polsat News, przyznał, że rozważyłby udział w gali freak fight, jeśli mógłby w ten sposób "pomóc komuś, przeznaczając milion złotych na cele charytatywne".
- Na pewno musiałbym to skonsultować ze swoim środowiskiem politycznym - zaznaczył.
Poseł PiS przestrzegł również przed nadmierną krytyką freak fightów, ponieważ - jak ocenił - mają one pozytywny wpływ na kulturę fizyczną w Polsce.
W rozmowie z inną stacją przyznał nawet, kto mógłby zostać jego rywalem. Miałby to być Jacek Murański.
- Za to, co chciał zrobić, forsując Rafała Trzaskowskiego, fajnie by było zobaczyć, jak w walce dostaje przysłowiowy oklep - stwierdził w rozmowie z wPolsce24.
"Nie jest tyle warty". Organizacja MMA sondowała zatrudnienie Mejzy
Co ciekawe, federacja Prime Show MMA przyznała, że prowadziła rozmowy z Łukaszem Mejzą. Sprawa miała utknąć w martwym punkcie z powodu oczekiwań finansowych polityka.
- Były z nim rozmowy, ale on chce miliona złotych. To jest bez sensu, on nie jest tyle wart. Byliśmy chętni, ale nie za tyle pieniędzy. Rozmowy trwały, jesteśmy w kontakcie, ale nic nie zostało ustalone. Bardzo chętnie zobaczylibyśmy pana posła w naszych szeregach, ale podejrzewamy, że to będzie możliwe dopiero wtedy, jak wygaśnie jego mandat i nie będzie startować w kolejnych wyborach - powiedział Onetowi prezes organizacji, Tomasz Bezrąk.
Mejza był obecny na poprzedniej gali tej federacji, na której walczył m.in. były poseł PiS Przemysław Czarnecki.














