Reklama

Reklama

Lipiński w RMF FM o koalicjantach PiS: Nie wierzę w bunt. My przetrwamy, oni nie

"Mieliśmy trudną koalicję kilka lat temu, teraz mamy o wiele łatwiejszą, ale też są oczywiście różnego typu kłopoty. Koalicjanci oczekują różnych profitów, żeby wzmocnić swoją pozycję, to jest naturalne" – powiedział w Porannej rozmowie w RMF FM Adam Lipiński.

Robert Mazurek: Powinniście świętować powołanie rządu, a tymczasem tracicie większość do przegłosowywania ustaw.

Adam Lipiński: - Ma pan na myśli to, co mówił minister Gowin?

Myślę o tym, co mówił pan premier Gowin i wszyscy jego posłowie, że oni się nie cofną, że nie ma mowy, żeby głosowali tak jak PiS.

- Mamy trudną koalicję, ale o wiele łatwiejszą niż cztery lata temu.

Dlaczego łatwiejszą niż cztery lata temu?

- Bo cztery lata temu mieliśmy LPR i Samoobronę.

Nie, cztery lata temu nie mieliście LPR-u i Samoobrony.

Reklama

- Poprzednio oczywiście, osiem lat temu.

Proszę pana, osiem też nie. Widzę, że jak przystało na ekonomistę, takich małych liczb pan nie potrafi liczyć. W 2005 roku, czyli to było 14 lat temu, nie osiem.

- Panie redaktorze, czy to ma jakieś znaczenie? Mieliśmy trudną koalicję kilka lat temu, teraz mamy o wiele łatwiejszą, ale też są różnego typu kłopoty. Koalicjanci żądają, czy oczekują różnych profitów, żeby wzmocnić swoją pozycję. To jest naturalne.

Jakich profitów oczekuje Jarosław Gowin?

- Na przykład kandydatów na ministrów czy wiceministrów.

I to jest element przetargowy? Jarosław Gowin mówi wprost: "Nie poprę ustawy, no chyba żebym dostał jakieś stanowiska"?

- Nie, czegoś takiego nie ma.

Jest w domyśle?

- Może mówić: "Nie zgadzam się z tym, mogę tego nie poprzeć". A jednocześnie trwają rozmowy na temat obsady rządu.

Innymi słowy. Jarosław Gowin mówi dzisiaj: "Sprawa jest przesądzona. Jest formalna uchwała zarządu partii, zakazująca posłom głosowania za likwidacją 30-krotności ZUS. W tej sprawie nie może być żadnej wątpliwości jak zagłosujemy". Jarosław Gowin mówi tak twardo, że ja nie wyobrażam sobie, że będzie mógł się z tego wycofać.

- Niech pan bierze pod uwagę jedną rzecz, bo nie bierze pan tego. Przecież formacja Jarosława Gowina wygrała wybory tylko dzięki Prawu i Sprawiedliwości. Jeżeli oni się odwracają od nas w takiej sprawie, to my możemy się odwrócić od nich w innych sprawach. To są realia polityczne. Nie wierzę w jakiś bunt naszych koalicjantów. To byłoby całkowicie destrukcyjne, przede wszystkim dla nich. My przetrwamy, panie redaktorze, oni nie przetrwają.

Ja to chyba wiem, bo jak patrzę na polską politykę od lat, to widzę, że kto jak kto, ale Jarosław Kaczyński przetrwał chyba wszystko. Natomiast Jarosław Gowin mówi w tej chwili bardzo twardo, a jego posłowie mówią wprost: "Jeżeli PiS się będzie upierał przy 30-krotności, to my na przykład nie zagłosujemy za ich kandydatami do Trybunału Konstytucyjnego". Co w tej sytuacji?

- Jeszcze raz powtarzam: to, że odnieśliśmy sukces, sukces odniosła także Solidarna Polska i Porozumienie Gowina, zawdzięczamy tylko i wyłącznie pozycji Prawa i Sprawiedliwości. Jeżeli my się obrazimy na kogokolwiek z naszych koalicjantów, to ta formacja jest skazana na niebyt polityczny. I to muszą brać pod uwagę. Oczywiście, dochodzi do pewnych zderzeń, pewnych nacisków, formułowania różnego typu oczekiwań.

Ale to jest po raz pierwszy tak publicznie. I to w dodatku w dniu expose premiera. Oni mówią twardo, że nie będą głosowali jak klub. 18 posłów Porozumienia mówi, że nie będzie głosowało jak klub, w którym zasiadają. Mało tego, przegłosowali dyscyplinę partyjną w tej sprawie.

- Zobaczymy, jak się zachowają w czasie głosowania. Jestem bardzo ciekawy tego, ale muszą brać pod uwagę i ten fakt, że to my decydujemy.

Gniew Adama Lipińskiego może być straszny. Adam Lipiński tylko tak dobrotliwie wygląda.

- Dobrotliwie wyglądam i jestem dobrotliwy, rzadko się gniewam.

Ale jak już?

- No czasami, jak powiedziałem u pani redaktor Gawryluk, ryknę jak żubr stary.

"Nie radzę nikomu rozchybotać łodzi jaką jest Zjednoczona Prawica. Ci, którzy ją rozchyboczą, pierwsi z niej wypadają" - to pańskie słowa. Czy Jarosław Gowin chybocze łodzią?

- Chyboczą łodzią koalicjanci, oczywiście. Są dwa rodzaje chybotania: pierwsze mieści się w logice funkcjonowania politycznego, gdzie się oczekuje uzyskania jakiś profitów - no i to jest takie delikatne chybotanie. Coś się puszcza w obieg, jakąś informację, jakiś przeciek i tak dalej. Jest takie chybotanie, które może istotnie zagrozić stabilności łodzi - to może spowodować, że ktoś może z niej wypaść.

Który mamy teraz przypadek? Ten pierwszy - delikatne chybotania, żeby coś wytargować?

- Według mnie pierwszy, panie redaktorze.

Pierwsze stadium chybotania, według klasyfikacji Lipińskiego.

- Możemy wprowadzić to do polityki.

Moim zdaniem już to politolodzy opisali. Dzisiaj expose premiera, czy pan się spodziewa ogłoszenia planu jakichś reform? No bo to rodzi pytanie: Po co wam zwycięstwo w wyborach, co chcecie osiągnąć?

- Wie pan, nasz program był dosyć znany, bo przedstawialiśmy go w trakcie kampanii wyborczej. Ja sądzę, że w expose premiera nie będzie jakichś rewolucyjnych propozycji, bo my trochę za dużo tych rewolucyjnych propozycji formułowaliśmy.

Trochę za dużo?

- No za dużo... Ja mówię o wyniku wyborczym. Bo my, proponując to, co proponowaliśmy, powinniśmy bezwzględnie wygrać. I w Senacie i w Sejmie, a w Sejmie znaczną przewagą. Okazuje się, że coś się jednak nie udało.

Przestraszyliście wyborców zbyt dużą ilością zmian?

- Mogło być tak, że niektórzy wyborcy mogli ulec tej presji opozycji, która mówiła o tym, że my przesadziliśmy ze zmianami.

Co pan robił w 1982 roku?

- W 1982 roku? Wiem do czego pan zmierza! To był stan wojenny.

Tak, proszę pana. Co pan wtedy robił?

- Byłem działaczem podziemia antykomunistycznego.

Pan się nawet ukrywał.

- Jasne, że się ukrywałem.

A np. Stanisław Piotrowicz ukrywać się nie musiał. I czy 26-letni młody człowiek, szczupły zapewne, Adam Lipiński...

- To prawda, byłem wtedy szczupły.

Czy Adam Lipiński myślał sobie wtedy, że będzie kiedyś popierał PZPR-owskich prokuratorów, odznaczanych Krzyżami Zasługi?

- Nie wyobrażałem sobie.

A teraz pan popiera. I teraz przyjdzie panu głosować na takiego człowieka do Trybunału Konstytucyjnego.

- To jest jeszcze, mam nadzieję, sprawa otwarta, ale faktem jest, że jeżeli będę musiał to zrobić - a czasami się musi robić różne rzeczy w polityce, jeżeli jest się w jakiejś formacji - to będę to robił z dużą niechęcią.

Z niechęcią zagłosuje pan na Stanisława Piotrowicza?

- Jeżeli będzie taka propozycja i klub podejmie taką decyzję, to niestety będę musiał zagłosować.

Ale to jest dokładnie postawa Jarosława Gowina, który głosuje, ale się nie cieszy.

- Pan Gowin jest klasykiem w tych kwestiach.

Ale naprawdę nie jest panu wstyd, że pańska partia, która miała różne grzechy na sumieniu, ale jednak w sprawie komunizmu była dość pryncypialna...

- Więcej panu powiem, przez to wystąpiłem do tej partii, czy współzakładałem tę partię.

Wiem. Był pan nawet, o czym mało kto wie, prezesem Porozumienia Centrum.

- Byłem. Po prezesie Jarosławie Kaczyńskim ja byłem prezesem Porozumienia Centrum.

To ostatnie pytanie: naprawdę nie jest panu wstyd za to, że tacy ludzie - jak Stanisław Piotrowicz - są waszymi kandydatami do Trybunału Konstytucyjnego?

- Panie redaktorze, ja jako sekretarz stanu zarabiam ok. 10 tys. zł i pewne rzeczy muszę mówić. Wytknął to pan już Michałowi Dworczykowi.

Nadzwyczajna szczerość mojego gościa mnie zadziwia.

Robert Mazurek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje