Lewica uderza w "mieszkaniowy biznes". Czy jest możliwy egzotyczny sojusz?
Czy celebryci kolekcjonujący mieszkania, by na nich zarobić, wywołują na tyle dużą frustrację wśród Polaków, że politycy zdecydują się wprowadzić podatek katastralny? Swój pomysł na daninę od "biznesu mieszkaniowego" przedstawiła Lewica, lecz - jak wyjaśniają autorzy "Politycznego WF-u" - nie będzie jej łatwo przekonać nawet swoich koalicjantów.

Lewica nie notuje spektakularnie wysokich wyników w sondażach mimo wzrostu antyamerykańskich nastrojów, w których odnalazł się marszałek Sejmu. Jednak Włodzimierz Czarzasty - lider wspomnianej formacji - na tym jak dotąd nie zyskał. Jak słyszymy w nowym "Politycznym WF-ie", w polityce właśnie taka "prosta matematyka" nie zawsze działa.
Jak zauważyli Piotr Witwicki i Marcin Fijołek, Lewica wróciła więc do... agendy lewicy. Forsuje więc poselski (a nie rządowy) projekt podatku katastralnego, który nazwała "podatkiem od biznesu mieszkaniowego".
- O daninie od trzeciego mieszkania mówiła też Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, pomysł poparłoby też Razem. Schody zaczynają się, gdy poparcia szuka się we własnej koalicji - wskazał redaktor naczelny Interii.
"Polityczny WF" - nowe odcinki w serwisie Interia Wydarzenia oraz na platformach YouTube, Spotify i Podcasty Apple. Zapraszamy też na kanał nadawczy na WhatsAppie!
Podatek od mieszkań. Czy Lewica ma szansę przeforsować projekt?
Zgodnie z projektem Lewicy podatek od pierwszego i drugiego mieszkania wynosiłby 0,02 procenta wartości i nie mógłby przekroczyć aktualnej stawki daniny płaconej od nieruchomości. Trzeci i każdy kolejny lokal obciążony byłby półprocentowym podatkiem przez pierwsze pięć lat działania ustawy, aby urosnąć do 1,5 procenta w ciągu dekady.
Kiedyś można byłoby powiedzieć, że projekt o podatku katastralnym utknie w parlamentarnej zamrażarce. Lecz teraz na czele izby niższej stoi Czarzasty i byłaby to niesłychana sytuacja, że marszałek wstrzymuje rozpatrywanie propozycji własnego klubu. Jeśli nawet nie zdecydowałby się on na taki krok, projekt może utknąć chociażby w sejmowej komisji.
Zobacz nowy odcinek podcastu "Polityczny WF"
Dalszy ciąg artykułu pod wideo
Autorzy "Politycznego WF-u" dodali, że cała sprawa mogłaby zostać poddana konsultacjom społecznym - a te potrwałyby kilka miesięcy, dając czas nie tylko koalicyjnym przeciwnikom nowego podatku, lecz i samej Lewicy na przekonanie innych klubów oraz kół. Prędzej czy później projekt wróciłby jednak pod obrady Sejmu, a tam okazałoby się najpewniej, iż większości nie ma.
Czy jednak możliwe byłoby dość nietypowe porozumienie ponad podziałami, jeśli obóz rządzący, niczym jeden mąż, nie poparłby "katastru"? W podcaście commentary Interii dziennikarze wyliczyli, iż przeciw najpewniej byłoby PSL, a frakcja "wolnorynkowców" wewnątrz KO jest na tyle silna, że i w przypadku tego ugrupowania pojawiłby się problem.
Czy możliwy jest egzotyczny sojusz, aby obciążyć zarabiających na mieszkaniach?
A gdyby tak jednorazowy sojusz Lewica zawarła z Razem, chociaż częścią Polski 2050 i... partią Jarosława Kaczyńskiego? - PiS nie będzie chciało tego zrobić. Wymknie im się część narracji, która jest dla nich wygodna - stwierdził Piotr Witwicki, nadmieniając, że o podatku katastralnym rozmawiał z politykami Razem - oni utrzymywali, iż ich lider Adrian Zandberg przekonał do spornej idei prezydenta Karola Nawrockiego.
Czy niezależnie od parlamentarnych kłótni pomysł podatku katastralnego znalazłby poparcie w społeczeństwie? - W internecie poruszało wielu ludzi, że liczni celebryci, celebrytki kupowali trzy-cztery mieszkania, aby kwitła ich wartość - przypomniał prowadzący "Graffiti" w Polsat News.
Z kolei Piotr Witwicki uzupełnił, iż "w pewnym momencie wytworzył się trend, że celebryci chętnie opowiadali, jak trzymają sobie jedno-kilka mieszkań na czarną godzinę". - Myślę, że wzbudziło to wielką frustrację u osób, które ciężko pracują, musząc płacić jednocześnie za wynajem. Nie stać ich na to, aby dorobić się do wkładu własnego i "ruszyć z tematem" - skwitował.













